25.09.2026, 23:55 ✶
Ludzki mózg miał osobliwe poczucie humoru i najwyraźniej czasami potrzebował plastikowego trupa, żeby całkowicie zająć czymś myśli. Nie znałem szczegółów tego, co działo się w jej głowie, ale znałem ten moment zawieszenia, dlatego poczekałem, aż mrugnie, westchnie i wróci do szopy, dopiero wtedy ponownie zabrałem głos - do tego czasu tylko spoglądałem na nią i na kościotrupa, zastanawiając się, jak długo będziemy dziś świadkami bardzo zażartej walki o honor między Prudence a Haroldem, prawdopodobnie plastikowym, z pewnością bardzo sztywnym lokatorem naszej szopy - nie codziennie widziałem kobietę prowadzącą negocjacje z truposzem w sprawie jego wymuszonego przyszłego pochówku, więc trudno mi było zachować pełną powagę, nawet jeśli przez chwilę zamknąłem jadaczkę. Nie pytałem, co zobaczyła, ani nie próbowałem wyciągać z niej odpowiedzi, bo nie był to ani czas, ani miejsce na takie rozmowy, mogłem za to dopilnować, żeby podczas tego całego przedstawienia nie skończyła z rozbitą głową, co wydawało mi się całkiem rozsądnym zakresem przyjętych obowiązków.
- Nie zawsze. Czasami znajduję dwa, ale stalam się zachowaś umial pszed tak powasznym świętem. - Spojrzałem na nią niewinnie, chociaż oboje wiedzieliśmy, że odpowiedź była oczywista. Nie zdążyłem jednak rozwinąć tej myśli, bo Prue już wróciła do swoich negocjacji, a ja uznałem, że dalsze podważanie jej teorii mogło skończyć się tym, że Harry dostałby w końcu towarzystwo pod ziemią. Gdy dodała, że Ellie nigdy nie wspominała, żeby skarżył się na swój los, wzruszyłem ramionami. - Mose był małomówny. Nie wiem, czy wiesz, ale niektószy lubią ten typ. - Zasugerowałem, na szczęście nie musząc dodawać nic więcej o tym, co sam myślałem na ten temat - nie zamierzałem dłużej udawać, że nie wiedziałem, o co tak naprawdę chodziło mojej żonie - doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje komentarze nie pomagały jej w skupieniu się na zadaniu, które sobie wyznaczyła, ale równie dobrze wiedziałem, że jeśli zbyt długo będę się powstrzymywał, będę musiał również z kamienną miną patrzeć, jak przez następne pół godziny magluje kogoś, który nie miał nawet przyzwoitości odpowiedzieć, a to byłoby już za dużo. Na szczęście osiągnęła swój cel, więc mogliśmy - ekhm - ruszyć dalej.
- Albo po plostu puściło miejsce, w któlym się zaklinował. - Zerknąłem na Prue, po czym spojrzałem na Harolda, którego czaszka przekrzywiła się pod wyjątkowo niepokojącym kątem. - Ale nie będę odbielał ci zwycięstwa, więc tak, oczywiście, kochanie, Halold wlęsz śmieltelnie pszestlaszył się twojej detelminasji i postanowił latowaś własne kości. Telas mosemy go stąd wyplowadziś. - Podszedłem bliżej, bez słowa oferując swoje ramiona, aby przejąć od niej resztę ciężaru akcji przenoszenia najemcy budynku z narzędziami w jego nowe, sezonowe miejsce zamieszkania, tym razem bez wdawania się w kolejne dywagacje na temat tego, czy miał być zadowolony z powodu narzuconej mu wizji.
- Nie zawsze. Czasami znajduję dwa, ale stalam się zachowaś umial pszed tak powasznym świętem. - Spojrzałem na nią niewinnie, chociaż oboje wiedzieliśmy, że odpowiedź była oczywista. Nie zdążyłem jednak rozwinąć tej myśli, bo Prue już wróciła do swoich negocjacji, a ja uznałem, że dalsze podważanie jej teorii mogło skończyć się tym, że Harry dostałby w końcu towarzystwo pod ziemią. Gdy dodała, że Ellie nigdy nie wspominała, żeby skarżył się na swój los, wzruszyłem ramionami. - Mose był małomówny. Nie wiem, czy wiesz, ale niektószy lubią ten typ. - Zasugerowałem, na szczęście nie musząc dodawać nic więcej o tym, co sam myślałem na ten temat - nie zamierzałem dłużej udawać, że nie wiedziałem, o co tak naprawdę chodziło mojej żonie - doskonale zdawałem sobie sprawę, że moje komentarze nie pomagały jej w skupieniu się na zadaniu, które sobie wyznaczyła, ale równie dobrze wiedziałem, że jeśli zbyt długo będę się powstrzymywał, będę musiał również z kamienną miną patrzeć, jak przez następne pół godziny magluje kogoś, który nie miał nawet przyzwoitości odpowiedzieć, a to byłoby już za dużo. Na szczęście osiągnęła swój cel, więc mogliśmy - ekhm - ruszyć dalej.
- Albo po plostu puściło miejsce, w któlym się zaklinował. - Zerknąłem na Prue, po czym spojrzałem na Harolda, którego czaszka przekrzywiła się pod wyjątkowo niepokojącym kątem. - Ale nie będę odbielał ci zwycięstwa, więc tak, oczywiście, kochanie, Halold wlęsz śmieltelnie pszestlaszył się twojej detelminasji i postanowił latowaś własne kości. Telas mosemy go stąd wyplowadziś. - Podszedłem bliżej, bez słowa oferując swoje ramiona, aby przejąć od niej resztę ciężaru akcji przenoszenia najemcy budynku z narzędziami w jego nowe, sezonowe miejsce zamieszkania, tym razem bez wdawania się w kolejne dywagacje na temat tego, czy miał być zadowolony z powodu narzuconej mu wizji.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)