26.09.2026, 08:49 ✶
Smutne?
Miał to pytanie w szarych oczach, w zatrzymanym na drugiej parze spojrzeniu, w asyście przedłużającej się ciszy, która zastąpiła salwę śmiechu. Nie analizował własnej przeszłości w oparciu o oceniające kategorie, więc gdy Dægberht to zrobił, naruszył zasady wewnętrznego kodeksu wieszczka, o którym nie miał przecież pojęcia. Inna sprawa, że jego gość nie sprawiał wrażenia osoby specjalnie przejmującej się innymi, na podstawie tych kilku wspólnych chwil jawił mu się jako człowiek pozornie dobrze wychowany, ale jednak na wskroś i na wylot egotyczny. Z drugiej strony, czy próba nazwania jego przeżyć nie była przejawem empatii? Ostatecznie uznał, że nie warto zadawać sobie aż tylu pytań, nie wczesnym rankiem, nie na kacu i rauszu jednocześnie. Nakrył ramiona ulubionym kocem, zrobiło mu się zimno.
– To nie jest nieszczęśliwe wspomnienie – mruknął po chwili, bo poczuł się w obowiązku sprostować, ale we własnych ramach, uparcie odrzucających i pejoratywne, i melioratywne określenia przeszłości. Nie miał dostępu do emocji z tamtego okresu, były zablokowane. Był w stanie wymienić fakty rozrysować kontekst i chronologię, ale przecież nie chciał; w tej jednej kwestii mógł tylko malować werbalne obrazy i nadawać im płytkie interpretacje.
– Nie niesie ze sobą też aż takiego znaczenia, to historia o chłopcu i jego ulubionym daniu obiadowym, o przedłużającym oczekiwaniu na upragniony posiłek. O kosztowaniu czegoś po raz ostatni, ale jeszcze bez świadomości, że właśnie tak będzie, o jednym z wielu końców, ale przede wszystkim o nostalgii. Jeśli tego nie wyłapałeś, okazuje się, że nie umiem opowiadać, co podważa wszystkie miłe słowa, które wypowiedziałeś dziś w moją stronę.
Tak czy inaczej, był za nie wdzięczny, świadczył o tym choćby wyraz twarzy, spokojny mimo naruszeń.
Uważał kowen Macmillanów za jakiś rodzaj sekty religijnej. Sam nie wiedział, czy z tego względu bardziej go to odrzuca, czy przyciąga. Czuł jednak, że jest związany z Flintem tajemnicą tego poranka i tylko z tego względu chciał go jeszcze kiedyś zobaczyć. Niezaprzeczalnie ciągnęło go do ludzi dziwnych i inteligentnych.
– Chętnie, jeśli tylko mnie oprowadzisz.
Wyobrażał sobie, co powie Jim, gdy o tym usłyszy.
Miał to pytanie w szarych oczach, w zatrzymanym na drugiej parze spojrzeniu, w asyście przedłużającej się ciszy, która zastąpiła salwę śmiechu. Nie analizował własnej przeszłości w oparciu o oceniające kategorie, więc gdy Dægberht to zrobił, naruszył zasady wewnętrznego kodeksu wieszczka, o którym nie miał przecież pojęcia. Inna sprawa, że jego gość nie sprawiał wrażenia osoby specjalnie przejmującej się innymi, na podstawie tych kilku wspólnych chwil jawił mu się jako człowiek pozornie dobrze wychowany, ale jednak na wskroś i na wylot egotyczny. Z drugiej strony, czy próba nazwania jego przeżyć nie była przejawem empatii? Ostatecznie uznał, że nie warto zadawać sobie aż tylu pytań, nie wczesnym rankiem, nie na kacu i rauszu jednocześnie. Nakrył ramiona ulubionym kocem, zrobiło mu się zimno.
– To nie jest nieszczęśliwe wspomnienie – mruknął po chwili, bo poczuł się w obowiązku sprostować, ale we własnych ramach, uparcie odrzucających i pejoratywne, i melioratywne określenia przeszłości. Nie miał dostępu do emocji z tamtego okresu, były zablokowane. Był w stanie wymienić fakty rozrysować kontekst i chronologię, ale przecież nie chciał; w tej jednej kwestii mógł tylko malować werbalne obrazy i nadawać im płytkie interpretacje.
– Nie niesie ze sobą też aż takiego znaczenia, to historia o chłopcu i jego ulubionym daniu obiadowym, o przedłużającym oczekiwaniu na upragniony posiłek. O kosztowaniu czegoś po raz ostatni, ale jeszcze bez świadomości, że właśnie tak będzie, o jednym z wielu końców, ale przede wszystkim o nostalgii. Jeśli tego nie wyłapałeś, okazuje się, że nie umiem opowiadać, co podważa wszystkie miłe słowa, które wypowiedziałeś dziś w moją stronę.
Tak czy inaczej, był za nie wdzięczny, świadczył o tym choćby wyraz twarzy, spokojny mimo naruszeń.
Uważał kowen Macmillanów za jakiś rodzaj sekty religijnej. Sam nie wiedział, czy z tego względu bardziej go to odrzuca, czy przyciąga. Czuł jednak, że jest związany z Flintem tajemnicą tego poranka i tylko z tego względu chciał go jeszcze kiedyś zobaczyć. Niezaprzeczalnie ciągnęło go do ludzi dziwnych i inteligentnych.
– Chętnie, jeśli tylko mnie oprowadzisz.
Wyobrażał sobie, co powie Jim, gdy o tym usłyszy.