26.09.2026, 11:36 ✶
Wylewające się z przybyłej niepohamowane grubiaństwo i prostactwo stosowanego jeżyka wywołało pełne dezaprobaty uniesienie prawej brwi na twarzy Ceolsige. Twarzy, która przybrała teatralny wręcz grymas przygany. Jakby nauczycielka spoglądała na krnąbrną uczennice, której rodzice przed chwilą zapewniali, że to się nie powtórzy. Ściągnięte wokół ustnika fajki wargi dopełniały srogiego obrazu.
Pozornie karcącym spojrzeniem przebiegła postać brunetki kiedy ta bawiła się papierośnicą. Sama przesunęła fajkę na drugą stronę twarzy w grymasie wyrażającym "no co ty nie powiesz". Wytrwałą w pozie do momentu wspomnienia kajdanek. Wtedy prychnęła rozbawiona cała sytuacją. Groteskową jak zawsze w zestawie nachodzących na siebie kontrastów. Nie mogła się powstrzymać. Odprężyła się wyraźnie i splotła dłonie za plecami prostując się przeciągle aż chrupnęło jej w plecach. Przechyliła głowę jakby celowo gestem komentowała, że słowo "mała" nie ma tu wielkiego zastosowania. Ot głupi, próżny impuls.
Rozluźniła barki i wyjęła z ust fajkę lewą dłonią wspierając ją zgiętym łokciem o bok. Prawą ręką wsparła się dłonią o biodro. - Nie urywam, że po części za sprawą twojej osoby dobierałam pułapki zabezpieczające mój spokojny sen. - odpowiedziała zaczepnie. Oczywiście łóżko, jak i inne meble regularnie przemieszczały się po pokoju. Niemniej zręcznie ukryta sieć zawsze pozostawała opcją wartą rozważenia. - Głownie w temacie zapewnienia ciszy. - dodało jako przytyk dla wulgarnego języka jakim zwykle odznaczała się brunetka. Nie żeby nie było w tym pewnego … uroku.
- Aromat o którym mówisz jest dość powszechnym elementem okolicy… był jeszcze przed pożarami. - wzruszyła nieznacznie ramieniem delikatnie kiwając głową. - Myślę, że kwestia przyzwyczajenia. Jednocześnie podobieństwo nasuwa podejrzenia, że to celowy, maskujący dodatkowy efekt ataku. - Wspomniała jakby to była, zwyczajna oczywista ciekawostka a nie element tragedii całego miasta. - Znasz mnie oczywiście. Chętnie stawię opór władzy dla podtrzymania odpowiedniego wrażenia. - Zadziorny wyraz twarzy sugerował wszystko co powinien w takiej sytuacji ale wewnątrz to byłą tylko gra. Stary sentyment, który domagał się wybrzmienia. - Wszelkie młodzieńczo naiwne ruchy czarodziejów budzą moją troskliwą sympatię. Dobrze jest dać dzieciom posmakować szaleństwa nim znajdą swoje miejsce w świecie. - W jej oczach w pewnym zakresie była to prawda. - Nie mam w zwyczaju jednak angażować się w ich fantazję. Co jak rozumiem w oczach niektórych grup jest aktem wrogim i godnym napiętnowania. W pewnych krótkowzrocznych i ślepych oczach, które już zapomniały lekcji jaka została udzielona na przykład goblinom. - Zabrzmiało to dziwnie poważnie. Zaciągnęła się z ustnika fajki. Opuściła luźną wspartą do tej pory o biodro rękę. - Oczywiście widzę możliwość takiej współpracy. Zakłada ciemne lochy, krótki łańcuch i skrzata, który będzie przypominał takiemu wspólnikowi jak ma wykonywać swoje obowiązki. Co mogłoby być następne? Moody odwiedzająca Burke towarzysko? - Powiedziała to z nonszalancją jakby wymieniała zupełnie oczywistą sytuację i opcję. - Najpierw zagadki, potem przyjemności. Prewett dokonał diagnozy w saloniku za mną. - Przeszła płynnie do spokojniejszego rzeczowego tonu. Uchyliła kawałek blatu lady otwierając przejście do wewnętrznego obszaru budynku.
Pozornie karcącym spojrzeniem przebiegła postać brunetki kiedy ta bawiła się papierośnicą. Sama przesunęła fajkę na drugą stronę twarzy w grymasie wyrażającym "no co ty nie powiesz". Wytrwałą w pozie do momentu wspomnienia kajdanek. Wtedy prychnęła rozbawiona cała sytuacją. Groteskową jak zawsze w zestawie nachodzących na siebie kontrastów. Nie mogła się powstrzymać. Odprężyła się wyraźnie i splotła dłonie za plecami prostując się przeciągle aż chrupnęło jej w plecach. Przechyliła głowę jakby celowo gestem komentowała, że słowo "mała" nie ma tu wielkiego zastosowania. Ot głupi, próżny impuls.
Rozluźniła barki i wyjęła z ust fajkę lewą dłonią wspierając ją zgiętym łokciem o bok. Prawą ręką wsparła się dłonią o biodro. - Nie urywam, że po części za sprawą twojej osoby dobierałam pułapki zabezpieczające mój spokojny sen. - odpowiedziała zaczepnie. Oczywiście łóżko, jak i inne meble regularnie przemieszczały się po pokoju. Niemniej zręcznie ukryta sieć zawsze pozostawała opcją wartą rozważenia. - Głownie w temacie zapewnienia ciszy. - dodało jako przytyk dla wulgarnego języka jakim zwykle odznaczała się brunetka. Nie żeby nie było w tym pewnego … uroku.
- Aromat o którym mówisz jest dość powszechnym elementem okolicy… był jeszcze przed pożarami. - wzruszyła nieznacznie ramieniem delikatnie kiwając głową. - Myślę, że kwestia przyzwyczajenia. Jednocześnie podobieństwo nasuwa podejrzenia, że to celowy, maskujący dodatkowy efekt ataku. - Wspomniała jakby to była, zwyczajna oczywista ciekawostka a nie element tragedii całego miasta. - Znasz mnie oczywiście. Chętnie stawię opór władzy dla podtrzymania odpowiedniego wrażenia. - Zadziorny wyraz twarzy sugerował wszystko co powinien w takiej sytuacji ale wewnątrz to byłą tylko gra. Stary sentyment, który domagał się wybrzmienia. - Wszelkie młodzieńczo naiwne ruchy czarodziejów budzą moją troskliwą sympatię. Dobrze jest dać dzieciom posmakować szaleństwa nim znajdą swoje miejsce w świecie. - W jej oczach w pewnym zakresie była to prawda. - Nie mam w zwyczaju jednak angażować się w ich fantazję. Co jak rozumiem w oczach niektórych grup jest aktem wrogim i godnym napiętnowania. W pewnych krótkowzrocznych i ślepych oczach, które już zapomniały lekcji jaka została udzielona na przykład goblinom. - Zabrzmiało to dziwnie poważnie. Zaciągnęła się z ustnika fajki. Opuściła luźną wspartą do tej pory o biodro rękę. - Oczywiście widzę możliwość takiej współpracy. Zakłada ciemne lochy, krótki łańcuch i skrzata, który będzie przypominał takiemu wspólnikowi jak ma wykonywać swoje obowiązki. Co mogłoby być następne? Moody odwiedzająca Burke towarzysko? - Powiedziała to z nonszalancją jakby wymieniała zupełnie oczywistą sytuację i opcję. - Najpierw zagadki, potem przyjemności. Prewett dokonał diagnozy w saloniku za mną. - Przeszła płynnie do spokojniejszego rzeczowego tonu. Uchyliła kawałek blatu lady otwierając przejście do wewnętrznego obszaru budynku.