— Kopalnie, ogólnie ujmując, nie są najbezpieczniejszym miejscem. Jest ich sporo, ale to raczej chodzi o zapotrzebowanie. W końcu skądś trzeba czerpać energię, tak? Problem pojawia się w momencie, kiedy kopie się za głęboko, a kopać coraz głębiej trzeba. Podążając za surowcem, wchodząc coraz głębiej i głębiej, a wtedy to już do wszystkiego dochodzi fakt, że nad nimi wciąż znajduje się masa ziemi, prawda? Tu nawet już nie chodzi o węgiel, bo kiedy kopiesz głęboko w skale, to musisz liczyć się z tym, że naruszysz jej całą strukturę i coś ci się na głowę zawali. No więc istnieje bardzo duże ryzyko, że wszystko runie na tych górników, albo ich zabijając, albo więżąc w środku — pokręciła głową z jakąś rezygnacją. Na barkach górników stała cała krajowa gospodarka, a mimo tego i tak musieli walczyć o swoje pikietami, marszami i strajkami. Dora chciałaby powiedzieć, że czarodzieje radzili sobie lepiej z zasadami BHP, ale wcale nie była to prawda. Najwyraźniej był to więc jakiś uniwersalny problem, chociaż świat magiczny zdecydowanie posiadał o wiele więcej możliwości by radzić sobie z problemami. — Cóż, na pewno nie mogę odpowiedzieć nie na to pytanie. Little Hangleton jest… specyficzne, to na pewno. Aczkolwiek z notatek nie wynika nic, co szło by w tę stronę. — Pokręciła przecząco głową, uśmiechając się do Brenny lekko. Nie był to ogólnie zły strzał, aczkolwiek z tego co było w pokoju wychodziło na to, że naukowcy spędzili bardzo dużo czasu nad tym, żeby sprawę zbadać na wiele sposobów i z różnych perspektyw. To jednak, co przewijało się najczęściej i na co zdawali się kłaść nacisk, było wspomnianą wcześniej legendą.
— Może to działa jakoś w drugą stronę? — zastanowiła się wreszcie, kolejny już raz kartkując zebrane notatki, jakby miało jej to pomóc w ułożeniu myśli, albo zlokalizowaniu czegoś, co wcześniej przeoczyła. — Nie klątwa, ale może wcześniej tkwiło tam coś dobrego? A teraz tego zabrakło z jakiegoś powodu? — zasugerowała, a potem Brenna ustawiła świece w rytualnym kręgu, zapaliła je i weszła do środka, trzymając w dłoniach zegarek. Dora zamilkła, nie chcąc przyjaciółce przeszkadzać w próbie podejrzenia czegoś trzecim okiem, wracając na moment do czytania, co było lepsze niż patrzenie się na nieruchomą sylwetkę Longbottom.
— O, to bardzo dobrze — Crawley odwróciła się na krześle, słysząc słowa Brenny. — W sensie głównie imię, że teraz wiadomo chociaż troche z kim mamy do czynienia, ale to o legendzie też. Mam nadzieję, że ta pani archeolog powie ci na ten temat więcej, jak już z nią pogadasz — Dora zgarnęła notatki w jedną kupkę, układając je luźno. Nie było chyba sensu ich teraz zabierać, szczególnie że potem mieli zabrać wszystkie rzeczy, albo pomóc je wziąć zagubionym panom. — To chyba… wszystko? Wydaje mi się, że przejrzałyśmy już całe pomieszczenie. — rozejrzała się jeszcze dookoła, ale chyba wszystko było odhaczone; szafki, szafy, biurko… no i Brenna wszystko obwąchała.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.