Dora niezmiernie Norze współczuła, że musiała doświadczyć czegoś takiego, jak strata pupila. Szczególnie, że to nie był zwyczajny pupil, a taki który mówił i był nieodłączną częścią jej rodziny – Figgowie przecież byli znani ze swoich mówiących milusińskich, którzy pomagali im w niektórych zaklęciach. Crawley nie wyobrażała sobie stracić swojej ropuchy, którą miała od pierwszego roku w szkole, ale domyślała się że to też nie było to samo. Klementyna przecież nie mówiła, nie pomagała w czarach czy mieszaniu w kociołku - chociaż Dora była absolutnie przekonana, że i tak wszystko rozumie.
— Mam nadzieję, że zrozumie… — westchnęła smutno. Domyślała się, jak wiele złego mogło czyhać na kugucharkę w aktualnych okolicznościach. Po Spalonej Nocy wszyscy bali się ognia i tego, co ten ogień mogło wywołać, a spalone na wiór mieszkanie świadczyło o tym, że do tych zapłonów mogło dochodzić co jakiś czas. — Jestem pewna, że w Azylu będzie jej bardzo dobrze — przyznała. Najchętniej sama by ją wzięła, ale biorąc pod uwagę, ile czasem robiła, to bała się że korzystając z wolności podopieczna pani Vance mogłaby się zgubić i próbować wrócić do domu, którego przecież już nie było. Pokiwała jeszcze głową, przytakując Norze i ruszyła przed siebie, w kierunku mieszkania. — Powiedz mi tak w ogóle, zdarzyło ci się kiedyś rozmawiać z duchem, ale tak już po Hogwarcie i takim niezadowolonym?
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.