Prue nie lubiła się rozwodzić nad swoimi niepowodzeniami. Magia bywała kapryśna, często lubiła dać prztyczka w noc, pokazać, że wtedy kiedy bardzo chciało się komuś coś udowodnić wcale nie chciała współpracować. Był to najwyraźniej jeden z takich momentów. Nie zamierzała jednak się poddawać, wiedziała przecież, że potrafi to zrobić, praktykowała te zaklęcia od lat, to, że jedno z nich nie wyszło - cóż bywa, nie była z tego powodu szczególnie zadowolona. Kiedy miała coś zaplanowane to starała się trzymać tego harmonogramu, najwyraźniej musiała go teraz nieco zweryfikować. Później mogło być tylko lepiej, czyż nie?
- Gdybym powiedziała, że mnie to dziwi, to bym skłamała. Doskonale znam Twoje podejście. - Wiele razy zdarzało im się próbować nowych rzeczy, wiedziała, że często zdarzało mu się przechwalać, lubił pokazywać, że jest bardzo uzdolniony i cóż - miał do tego prawo, naprawdę mało kto mógł mu dorównać. Szybko przyswajał wiedzę i był w tym kurewsko dobry. Wiedziała o tym, nie zdziwiłoby jej wcale, gdyby poczuł, że po pierwszej próbie jest już świetny w tym co robi. To zaklęcie jednak było używane z konkretnego powodu, wiele od niego zależało, naprawdę wolałaby, aby poświęcili jak najwięcej czasu na jego praktykę. Sporo mogło od tego zależeć. Chciała podejść do sprawy jak najbardziej odpowiedzialnie, co było nieco trudne w jego towarzystwie.
- Nie, ja nie tworzę potworów, raczej samych geniuszów, ale nie można chwalić dnia przed zachodem słońca. - Nie miała najwyraźniej wątpliwości co do swoich umiejętności dydaktycznych, jednak nie zamierzała pozwolić na to, żeby Benjy faktycznie osiadł na laurach, dopiero zaczynali tę całą naukę. Zasługiwał na zauważenie i skomentowanie tego, że pierwsza próba poszła mu wyśmienicie, jednak nie mogło to wpłynąć na dalszą część edukacji. Prue wiedziała kiedy powinna go chwalić, a kiedy jednak nieco przystopować.
Później Fenwick po raz kolejny machnął różdżką, tym razem jednak srebrzysto-błękitny szop pracz nie pojawił się na horyzoncie. Przygryzła dolną wargę, zastanawiała się nad tym, co mogło pójść nie tak. Musiał zmienić wspomnienie, skoro wcześniejsze zadziałało, a to nie, to tutaj leżała przyczyna. Być może w tym wypadku jednak warto było trzymać się schematów. Nie cieszyło ją jego niepowodzenie, zdecydowanie wolałaby, aby każda próba kończyła się sukcesem, jednak tutaj trzeba było wypracować pewnego rodzaju rutynę, która zresztą nie zawsze się sprawdzała, czego dowodem była ona sama. Magia bywala bardzo kapryśna.
- Tak, to musi być coś naprawdę emocjonującego, silnego, co siedzi w Tobie gdzieś głęboko. - Wcale nie tak łatwo było wybrać odpowiednie wspomnienie, czasem coś mogło wydawać się być właśnie tym, ale zupełnie się nie sprawdzało, właśnie dlatego postanowiła sama ponownie rzucić zaklęcie. Wybrała z pamięci jedno wspomnienie, skupiła się na nim, później wypowiedziała inkantację i pojawił się nietoperz. Fantastycznie. Dobrze było pokazać, że poza teorią potrafi również praktykować ten rodzaj magii. Odetchnęła głęboko i spojrzała na nietoperza.
- Tak, chyba trafiłam całkiem nieźle. - Powiedziała, w sumie sięgnęła po moment, podczas którego spełniła jedno ze swoich największych marzeń, trafiła w sedno, czy coś. - Jak widać jednak nawet ja mam czasem problem z tym, aby je odpowiednio dopasować, próbujesz jeszcze raz? - Chciała, żeby to zrobił, bo przecież dopiero zaczęli ćwiczyć, wypadałoby, aby spróbował jeszcze kilka razy rzucić ten czar.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control