29.09.2026, 09:44 ✶
Pojęcie "rano" było bardzo relatywne. Dla niektórych było to w pierwszych godzinach po świcie, dla innych każda godzina do południa łapała się pod szeroką definicję anglosaskiego rozeznania czasu: "after mindnight".
I rzeczywiście dopiero w okolicach dziesiątej pani kustosz została poinformowana, że przy wejściu czekają brygadziści. Dwójka funkcjonariuszy dostarczyła niczym pocztowe ptaki prawidłowo zabezpieczony obraz. Ten obraz. Właściwy obraz. Mężczyźni zdawało się byli dość swobodni w swoim zachowaniu, cieszący się dość ciepłym dniem mimo zimowej aury, z łatwością dało ich się pociągnąć za język dlaczego dwójka osób, która jeszcze wczorajszego dnia ponoć zajmowała się tą sprawą, teraz nie stała u drzwi galerii spijać śmietankę równie szybkiej co skutecznej akcji magipolicji.
Otóż brygadzistka - bez podawania nazwisk, choć tego Astoria przecież nie potrzebowała - odstawiła samowolkę i nie mówiąc nic nikomu znalazła winnych, wycisnęła z nich zeznania i wsadziła do paki, w trakcie gdy detektyw godziną popołudniową był na rozmowie u panny Avery. Zamiast nagrody spotkało ją jednak zawieszenie, bo formalności musiały być dopełnione, a ominięcie kilku procedur mogło - i najprawdopodobniej będzie skutkowało - mniejszą karą dla złodziei. Przyjemny człowiek, który jeszcze dzień wcześniej cierpliwie i rzeczowo zbierał dane, obecnie w pocie czoła nadrabiał jej zaległości formalne, gdy sama zainteresowana…
– Cóż, to nie byłby pierwszy raz, gdy coś takiego się dzieje. Nie wiem na prawdę, czy ona myśli, że w ten sposób zostanie aurorką jak reszta jej rodziny? – zamyślił się funkcjonariusz, który i tak powiedział stanowczo zbyt wiele cywilowi, który absolutnie nie powinien o tym wiedzieć. Z drugiej strony… żal mu było Moody. Wiedział, że nawet gdyby dopełniła wszystkich formalności, to kto inny zbierałby laury za jej polowanie i jej rozwiązaną sprawę. Może chciał, żeby ofiara wiedziała. Może liczył na karmę. – No nic to Jeff, zwijamy się. Panno Avery jest już pokwitowanie, zapewne w przeciągu miesiąca przyjdzie do pani pismo z Wizengamotu z danymi prowadzących sprawę i terminem rozprawy. Z naszej strony to wszystko. Udanego Yule.
Odmeldowali się i poszli.
Tymczasem po rozpakowaniu obrazu okazało się, że do wewnętrznej strony skrzyni przymocowano taśmami coś jeszcze - skrawek płótna z idealnie namalowanym, czerwonym jabłkiem.
I rzeczywiście dopiero w okolicach dziesiątej pani kustosz została poinformowana, że przy wejściu czekają brygadziści. Dwójka funkcjonariuszy dostarczyła niczym pocztowe ptaki prawidłowo zabezpieczony obraz. Ten obraz. Właściwy obraz. Mężczyźni zdawało się byli dość swobodni w swoim zachowaniu, cieszący się dość ciepłym dniem mimo zimowej aury, z łatwością dało ich się pociągnąć za język dlaczego dwójka osób, która jeszcze wczorajszego dnia ponoć zajmowała się tą sprawą, teraz nie stała u drzwi galerii spijać śmietankę równie szybkiej co skutecznej akcji magipolicji.
Otóż brygadzistka - bez podawania nazwisk, choć tego Astoria przecież nie potrzebowała - odstawiła samowolkę i nie mówiąc nic nikomu znalazła winnych, wycisnęła z nich zeznania i wsadziła do paki, w trakcie gdy detektyw godziną popołudniową był na rozmowie u panny Avery. Zamiast nagrody spotkało ją jednak zawieszenie, bo formalności musiały być dopełnione, a ominięcie kilku procedur mogło - i najprawdopodobniej będzie skutkowało - mniejszą karą dla złodziei. Przyjemny człowiek, który jeszcze dzień wcześniej cierpliwie i rzeczowo zbierał dane, obecnie w pocie czoła nadrabiał jej zaległości formalne, gdy sama zainteresowana…
– Cóż, to nie byłby pierwszy raz, gdy coś takiego się dzieje. Nie wiem na prawdę, czy ona myśli, że w ten sposób zostanie aurorką jak reszta jej rodziny? – zamyślił się funkcjonariusz, który i tak powiedział stanowczo zbyt wiele cywilowi, który absolutnie nie powinien o tym wiedzieć. Z drugiej strony… żal mu było Moody. Wiedział, że nawet gdyby dopełniła wszystkich formalności, to kto inny zbierałby laury za jej polowanie i jej rozwiązaną sprawę. Może chciał, żeby ofiara wiedziała. Może liczył na karmę. – No nic to Jeff, zwijamy się. Panno Avery jest już pokwitowanie, zapewne w przeciągu miesiąca przyjdzie do pani pismo z Wizengamotu z danymi prowadzących sprawę i terminem rozprawy. Z naszej strony to wszystko. Udanego Yule.
Odmeldowali się i poszli.
Tymczasem po rozpakowaniu obrazu okazało się, że do wewnętrznej strony skrzyni przymocowano taśmami coś jeszcze - skrawek płótna z idealnie namalowanym, czerwonym jabłkiem.
Koniec sesji