Mógł odmówić. Mógł zostawić Rodolphusa z tym marnym mugolskim nagrobkiem, aby sam ten problem rozwiązał. Nie musiał zgadzać się na kolejną zmianę twarzy. Jednakże, Nicholas pamiętał, że Rodolphus mu ostatnim razem pomógł z domem dla Faye. Choć zabrał się do tego nie tak, jak przewidywał Travers, to trzeba przyznać, że wywiązał się z prośby, zlecenia.
Zgodził się. Zamknął oczy pozwalając Rodolphusowi działać. Nie odmówił mu. Nie odmówił tym rzadko spotykanym szarym oczom. Czuł jak jego kości ulegają zmianie. Przyzwyczaił się już do tego bólu i dyskomfortu. Co jednocześnie wzmacniało jego ciało w kierunku odporności na zmiany w ciele. Podobnie, jak z mrocznym znakiem na przedramieniu.
Gdy proces zmiany doszedł końca, Nicholas otworzył oczy i spojrzał na Rodolphusa, który tym razem twarz zmieniał sobie. Musiał widzieć, jak on będzie wyglądał, aby dobrze się odnajdować w ciemności cmentarnej. A kiedy nadszedł czas teleportacji, Nicholas pochwycił jego dłoń i przenieśli się w znane sobie miejsce.
Zmiana powietrza i lokalizacji. Z salonu byli na cmentarzu. Mogli puścić ręce, ale Lestrange wciąż trzymał. Travers zmarszczył brwi, patrząc na niego pytająco, by zaraz samemu się rozejrzeć. Ktoś jeszcze tutaj był.
- Odważne.Szepnął do Rodolphusa, wpatrując się w postać nieopodal. By następnie przenieść spojrzenie zimnych oczu na towarzysza. Pytając "Co zamierzasz?". To jego zlecenie. Jego decyzje. Będą śledzić? Zostawią w spokoju? Nie chcieli świadków, a z drugiej strony, mieli zmienioną tożsamość wizerunkową. Mogliby tę osobę usunąć.