Wczoraj, 11:49 ✶
Pytanie o piękne sny, było jak wsadzanie szponów czarnych od ziemi i zgnilizny wprost w ropiejącą ranę rozwierającą się u podstawy czaszki. Moody mimowolnie zacisnęła szczękę, mają wrażenie, uczucie graniczące z pewnością, tak podobne do wrażeń dotykających ją zbyt często podczas pobytu w Lecznicy Dusz… czuła myśli, uczucia, palce tej kobiety przesuwające się pod skórą, nękające ją, złowróżbne.
Złe.
– Nie miałam – odpowiedziała twardo, choć może nie była to do końca prawda. Może miała piękne sny kiedyś, kiedy jej mama żyła i zaplatała jej przed snem długie warkocze, śpiewając kołysanki, których słowa przepadły w odmętach pamięci, ale melodie i zapach… wracały. Wracały w koszmarach.
Sen zawsze był katorga. Próbą charakteru. Stratą czasu pełną łez.
Napój może i był podejrzany, jak podejrzane było absolutnie wszystko co reprezentowała sobą Szeptucha. Moody nie dbała o to. Wypiła duszkiem, nie bacząc na to, że napitek był nieco zbyt ciepły. Wypiła mając wciąż i niezmiennie utkwione złote ślepia w Szeptusze, jakby sama chciała prześwidrować jej umysł, wydobyć odpowiedź z mgły, którą starucha wokół nich roztaczała.
– Żyłam przez lata w przekonaniu, że nie ma mowy o żadnym oku. – Alastor stracił swoje, ona nie miała czego stracić. Była przecież wybrakowanym odpadkiem. – Kto ma wiedzieć, jak nie Ty. Jeśli mam… jeśli jestem widzącą, chcę mieć to ślepie szeroko otwarte. Chcę wiedzieć co się dzieje i wiedzieć czym jest to co widzę. I jak tego wiedzieć więcej. Nosimy w żyłach tę samą krew. Powiedz mi co mam zrobić. – Starała się nie brzmieć tak, jakby stawiała żądania, choć było to trudne. Drażniła ją poetyka, nawet we wróżbiarstwie wypełnionym metaforami i niedopowiedzeniem, nienawidziła pompowania słów w próżnie. Tak, nie, chuja z tego będziesz mieć, odpierdol się od tego tematu, idź w ten temat… Karty były dziwkami, ale mówiły do niej - jak ona sama do siebie - prostymi zdaniami. Bardzo bezpośrednimi.
Jesteś zjebana - to należało do najprostszych.
Teraz też próbowała opisać rzeczywistość możliwie łatwo, racjonalnie, tak aby nie stracić jej z oczu. Jej przekonanie o tym, że nigdy nie będzie mieć żadnej wizji okazało się fałszywe. Pogodziła się z tym, ale teraz… teraz obudził się w niej głód. Kto wie, może Peregrinus nie był tu z nią tylko po to, aby ochronić ją przed ewentualnym konfliktem z Szeptuchą. Może chciała, by był obok i złapał ją wystarczająco szybko, nim zapadnie się sama w siebie…
Złe.
– Nie miałam – odpowiedziała twardo, choć może nie była to do końca prawda. Może miała piękne sny kiedyś, kiedy jej mama żyła i zaplatała jej przed snem długie warkocze, śpiewając kołysanki, których słowa przepadły w odmętach pamięci, ale melodie i zapach… wracały. Wracały w koszmarach.
Sen zawsze był katorga. Próbą charakteru. Stratą czasu pełną łez.
Napój może i był podejrzany, jak podejrzane było absolutnie wszystko co reprezentowała sobą Szeptucha. Moody nie dbała o to. Wypiła duszkiem, nie bacząc na to, że napitek był nieco zbyt ciepły. Wypiła mając wciąż i niezmiennie utkwione złote ślepia w Szeptusze, jakby sama chciała prześwidrować jej umysł, wydobyć odpowiedź z mgły, którą starucha wokół nich roztaczała.
– Żyłam przez lata w przekonaniu, że nie ma mowy o żadnym oku. – Alastor stracił swoje, ona nie miała czego stracić. Była przecież wybrakowanym odpadkiem. – Kto ma wiedzieć, jak nie Ty. Jeśli mam… jeśli jestem widzącą, chcę mieć to ślepie szeroko otwarte. Chcę wiedzieć co się dzieje i wiedzieć czym jest to co widzę. I jak tego wiedzieć więcej. Nosimy w żyłach tę samą krew. Powiedz mi co mam zrobić. – Starała się nie brzmieć tak, jakby stawiała żądania, choć było to trudne. Drażniła ją poetyka, nawet we wróżbiarstwie wypełnionym metaforami i niedopowiedzeniem, nienawidziła pompowania słów w próżnie. Tak, nie, chuja z tego będziesz mieć, odpierdol się od tego tematu, idź w ten temat… Karty były dziwkami, ale mówiły do niej - jak ona sama do siebie - prostymi zdaniami. Bardzo bezpośrednimi.
Jesteś zjebana - to należało do najprostszych.
Teraz też próbowała opisać rzeczywistość możliwie łatwo, racjonalnie, tak aby nie stracić jej z oczu. Jej przekonanie o tym, że nigdy nie będzie mieć żadnej wizji okazało się fałszywe. Pogodziła się z tym, ale teraz… teraz obudził się w niej głód. Kto wie, może Peregrinus nie był tu z nią tylko po to, aby ochronić ją przed ewentualnym konfliktem z Szeptuchą. Może chciała, by był obok i złapał ją wystarczająco szybko, nim zapadnie się sama w siebie…