30.09.2026, 17:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2026, 17:54 przez Benjy Fenwick.)
Bałagan panujący w kuchni i konieczność dokończenia zadania, jakie sobie wyznaczyła, nijak nie przeszkadzały mi we wdawaniu się w dyskusje odnośnie tego, jak bardzo mogła być jeszcze zawzięta i zdeterminowana, tak dla samego faktu, bo przecież doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że gdy Prudence naprawdę czegoś chciała, potrafiła być skrupulatna aż do bólu. Doskonale wiedziałem, do czego była zdolna, kiedy w jej głowie kiełkowała jakaś myśl, oczywiście, znałem ją wystarczająco długo i zażyle, żeby wiedzieć, iż kiedy naprawdę jej na czymś zależało, umiała być uparta do granic rozsądku, czasem nawet kilka kroków dalej, tylko podpuszczanie jej sprawiało mi obecnie stanowczo zbyt dużo nieczystej satysfakcji. Zresztą sposób, w jaki teraz mówiła o konieczności sporządzenia listy wszystkich miejsc na moim ciele wymagających rzekomej „renowacji” zdecydowanie nie pomagał mi skupić się na kartce. Zamiast żony siedzącej przy stole miałem przed sobą wyjątkowo skrupulatnego inspektora jakości, gotowego przeprowadzić pełną kontrolę techniczną mojego stanu, najwyraźniej bez żadnej taryfy ulgowej, co także niespecjalnie traktowałem w kategorii „przeszkody” i nie zamierzałem się z tym kryć.
- Jest tylko jeden ploblem s twoją plosedulą. - Przyłożyłem papier do kartki, ale jeszcze go nie przykleiłem, tylko oceniłem wzrokiem powodzenie własnego przedsięwzięcia, przyjrzawszy się powierzchni, jaką dysponowałem. - Skolo lobimy wszystko punkt po punkcie, potszebujemy odpowiedniej ilości czasu, tymczasem Samhain zalas się zacznie. Zostało nam tylko kilka dni. A ja mam wlaszenie, sze właśnie plóbujesz wpisaś moje potszeby konselwasyjne na sam koniec innej listy, nisz ta główna. Twoszysz listę w liście. To wygląda na plóbę wykoszystania pszewagi plosedulalnej. - Z jednej strony powinienem był przewidzieć, że Prudence nie odpuści, skoro już coś sobie postanowiła, z drugiej jednak trudno było mi tak naprawdę narzekać, kiedy patrzyła na mnie w ten sposób i z całkowitą powagą proponowała, żebym przedstawił jej pełną dokumentację miejsc wymagających wyklepania - nie miałem zamiaru podważać jej zapewnień o dokładności, zwłaszcza że tym razem jej zapewnienie miało drugie dno, które zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu niż sama wizja klejenia papierowych dyni - tylko mogliśmy się nie wyrobić z tymi wszystkimi rozległymi planami.
Odłożyłem klej, oparłem przedramiona o blat i spojrzałem na nią z tym spokojnym zainteresowaniem, które zwykle oznaczało, że właśnie zacząłem kombinować, jak obejść regulamin.
- Nie ma. - Zgodziłem się cicho, w pierwszej chwili, bo inaczej nie byłbym sobą. - Zwłaszcza jeśli ktoś ma takie małe dłonie jak ty. - Nie dodałem, że moje własne w tej chwili wolałyby zajmować się czymś zupełnie innym niż przyklejaniem papierowych ozdób, zamiast tego pokręciłem głową z udawaną powagą i wróciłem do swojej dyni, starannie dociskając kawałek nasmarowanego kartonika do tego jakże istotnego papieru. Robiłem to powoli, prawie demonstracyjnie, dając jej czas, by i ona powróciła do swojej pracy, przez chwilę naprawdę działałem, bo wiedziałem, że jeśli będę ją dalej prowokował, prędzej czy później zacznie rzucać we mnie suszonymi liśćmi albo innymi szyszkami, a szkoda było marnować materiały. Poza tym widok jej pochylonej nad kolejną kartką miał w sobie coś, od czego trudno było oderwać wzrok.
- Oczywiście, psze pani. - Uśmiechnąłem się pod nosem, nie miałem zamiaru sabotować jej planu, zwłaszcza że widziałem, ile satysfakcji sprawiała jej ta cała zabawa, ale jednocześnie nie zamierzałem udawać, że nie słyszałem obietnicy dotyczącej innych wizji artystycznych, i że nie myślałem o tym, jak przesunąć je znacznie wyżej w naszej wspólnej hierarchii. Najlepiej na sam szczyt.
rzemiosło ◉○○○○ - wyklejam dynię na kartce
- Jest tylko jeden ploblem s twoją plosedulą. - Przyłożyłem papier do kartki, ale jeszcze go nie przykleiłem, tylko oceniłem wzrokiem powodzenie własnego przedsięwzięcia, przyjrzawszy się powierzchni, jaką dysponowałem. - Skolo lobimy wszystko punkt po punkcie, potszebujemy odpowiedniej ilości czasu, tymczasem Samhain zalas się zacznie. Zostało nam tylko kilka dni. A ja mam wlaszenie, sze właśnie plóbujesz wpisaś moje potszeby konselwasyjne na sam koniec innej listy, nisz ta główna. Twoszysz listę w liście. To wygląda na plóbę wykoszystania pszewagi plosedulalnej. - Z jednej strony powinienem był przewidzieć, że Prudence nie odpuści, skoro już coś sobie postanowiła, z drugiej jednak trudno było mi tak naprawdę narzekać, kiedy patrzyła na mnie w ten sposób i z całkowitą powagą proponowała, żebym przedstawił jej pełną dokumentację miejsc wymagających wyklepania - nie miałem zamiaru podważać jej zapewnień o dokładności, zwłaszcza że tym razem jej zapewnienie miało drugie dno, które zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu niż sama wizja klejenia papierowych dyni - tylko mogliśmy się nie wyrobić z tymi wszystkimi rozległymi planami.
Odłożyłem klej, oparłem przedramiona o blat i spojrzałem na nią z tym spokojnym zainteresowaniem, które zwykle oznaczało, że właśnie zacząłem kombinować, jak obejść regulamin.
- Nie ma. - Zgodziłem się cicho, w pierwszej chwili, bo inaczej nie byłbym sobą. - Zwłaszcza jeśli ktoś ma takie małe dłonie jak ty. - Nie dodałem, że moje własne w tej chwili wolałyby zajmować się czymś zupełnie innym niż przyklejaniem papierowych ozdób, zamiast tego pokręciłem głową z udawaną powagą i wróciłem do swojej dyni, starannie dociskając kawałek nasmarowanego kartonika do tego jakże istotnego papieru. Robiłem to powoli, prawie demonstracyjnie, dając jej czas, by i ona powróciła do swojej pracy, przez chwilę naprawdę działałem, bo wiedziałem, że jeśli będę ją dalej prowokował, prędzej czy później zacznie rzucać we mnie suszonymi liśćmi albo innymi szyszkami, a szkoda było marnować materiały. Poza tym widok jej pochylonej nad kolejną kartką miał w sobie coś, od czego trudno było oderwać wzrok.
- Oczywiście, psze pani. - Uśmiechnąłem się pod nosem, nie miałem zamiaru sabotować jej planu, zwłaszcza że widziałem, ile satysfakcji sprawiała jej ta cała zabawa, ale jednocześnie nie zamierzałem udawać, że nie słyszałem obietnicy dotyczącej innych wizji artystycznych, i że nie myślałem o tym, jak przesunąć je znacznie wyżej w naszej wspólnej hierarchii. Najlepiej na sam szczyt.
rzemiosło ◉○○○○ - wyklejam dynię na kartce
Rzut O 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)