• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy

[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
01.10.2026, 18:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2026, 18:41 przez Benjy Fenwick.)  
Ta rozmowa wreszcie zaczynała przybierać zdecydowanie korzystniejszy dla mnie obrót, nie chodziło nawet o samą listę, chociaż perspektywa znalezienia się na niej wyżej niż sterta papierowych dyń była wyjątkowo przyjemna, dużo bardziej podobało mi się to, że Prudence najwyraźniej potraktowała moje wcześniejsze zaczepki całkiem poważnie i zamiast je zignorować, zaczęła negocjować, co przy jej podejściu do wszelkich spraw oznaczało właściwie zawarcie małżeńskiego porozumienia w sprawie bardzo konkretnych świadczeń.
- Ja? Ja tylko zwlasam uwagę na pewne niepokojące luki w plosedusze. - Zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem z pełną powagą, która zdecydowanie nie miała prawa być traktowana poważnie. -Gdybym szeszywiście oskalszał cię o tak powaszne naduszysia, musiałbym sposządziś oficjalny lapolt i tak dalej, a nie sądzę, szebyśmy mieli telas na to czas. - Nie zamierzałem zresztą ryzykować podpadaniem Prue bardziej, niż było to absolutnie konieczne, bo przecież bardzo powazy groziła mi reklamacją i zwrotem do punktu z używanymi mężami, chociaż moje dotychczasowe osiągnięcia na tym polu nie przedstawiały się szczególnie imponująco, skoro zdążyła już wyrobić sobie na mój temat opinię, której zapewne nie poprawiłbym nawet całym szeregiem idealnie wyklejonych kartek. 
- Skolo jesteśmy jusz na etapie negocjacji, ploponuję jedynie, szebyś od lasu zaznaczyła pszy tym punkcie wysoki pliolytet. - Powiedziałem, wracając do oglądania kartki i myślenia odnośnie mojej własnej wizji, jednocześnie siorbnąwszy odrobinę grzańca. - Najlepiej adekwatnie wysoki. - Dopowiedziałem znacząco, nie miałem jednak zamiaru naprawdę się z nią spierać, szczególnie kiedy sama zaproponowała zmianę podejścia, bo nagle okazało się, że cały ten niezwykle formalny system można było całkowicie elegancko dostosować do bieżących potrzeb nas obojga. Pokiwałem głową z należytą powagą, podnosząc kawałek papieru, który właśnie próbowałem przykleić, chociaż moja ręka zatrzymała się w połowie ruchu, gdy dotarło do mnie zdanie o złej baletnicy.
- Balso zabawne. Dokończ. Naplawdę. Jestem ciekaw, jak elegancko zamieszasz oblaziś moją fizjonomię. - Spojrzałem na swoje palce, potem na maleńki kawałek papieru, który właśnie trzymałem, i prychnąłem cicho. - Poczekaj tylko, asz skończę.
Specjalnie przeciągnąłem chwilę, zanim ponownie zająłem się wyklejanką, bo doskonale wiedziałem, że większe dłonie rzeczywiście nie były stworzone do pracy z maleńkimi kawałkami papieru, ale odmówiłbym sobie przyjemności, gdybym pozwolił jej uznać to za argument przeciwko mnie. Przycisnąłem kolejny fragment, poprawiłem jego krawędź paznokciem i dopiero wtedy spojrzałem na nią - praca rzeczywiście wymagała ode mnie więcej cierpliwości, niż początkowo zakładałem, bo moje łapska były stworzone raczej do trzymania różdżki, narzędzi i rzeczy, które nie miały rozmiaru paznokcia, ale nie zamierzałem dać jej satysfakcji z obserwowania mojej nieudolności, skupiłem się więc na zadaniu, dociskając kolejne fragmenty papieru i pilnując, żeby klej nie znalazł się wszędzie poza miejscem, w którym powinien. Złoty brokat nadal przyklejał się do moich palców, kilka drobinek wylądowało mi na przedramieniu, parę na ubraniu, czego nawet nie próbowałem już usuwać.
Dopiero jej kolejny komentarz sprawił, że podniosłem wzrok.
- „Szeszywiście”? - Powtórzyłem z udawanym oburzeniem, zerkając na nią znad pracy plastycznej. - To bszmi, jakbyś była balso zaskoczona. - Obróciłem kartkę w stronę Prue, pozwalając jej dokładnie obejrzeć to, co zrobiłem. - Mówiłem ci pszeciesz, sze potlafię. Nie słuchałaś? - Nachyliłem się nieco nad stołem, mój uśmiech zrobił się szerszy, przesunąłem wzrokiem na dzieło, które sama wyklejała, na dwa niewielkie nietoperze, które właśnie dopracowywała, po czym pokiwałem głową z uznaniem. Przesunąłem palcem po stole, zgarniając trochę brokatu, który przyczepił mi się do skóry, po czym  z zainteresowaniem przyjrzałem się złotym drobinkom.
- Poza tym większe dłonie mają swoje zalety. Nie wszystkie ujawniają się podczas plas plastycznych, wiesz. - Oparłem się wygodniej na krześle i przez chwilę obserwowałem ją przy pracy, zwracając uwagę na tę charakterystyczną koncentrację, z jaką poprawiała każdy drobiazg, dociskała papier i pilnowała, żeby uszka nietoperzy znalazły się dokładnie tam, gdzie sobie zaplanowała. Lubiłem patrzeć, kiedy coś robiła z takim zaangażowaniem, nawet jeśli tym razem jej ambicją było stworzenie czegoś z kilku kawałków papieru, które miały przeżyć podróż niesione przez sowę pocztową. Mimo wszystko efekt końcowy obu naszych dzieł nie wyglądał źle, ba, wyglądał na tyle dobrze, że poczułem tę niewielką, przyjemną satysfakcję, której oczywiście nie zamierzałem przed nią przesadnie okazywać. Uniosłem brew i wróciłem do swojej kartki, zostawiając jej wystarczająco dużo przestrzeni, żeby sama zdecydowała, co właściwie obejmowała ta bardzo szeroko zdefiniowana „lista” - w każdym razie niedopracowane pocztówki raczej przestały być jej najważniejszym zmartwieniem, a to uważałem za całkiem udany rezultat negocjacji.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2399), Prudence Fenwick (1892)




Wiadomości w tym wątku
[23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 27.09.2026, 23:05
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 27.09.2026, 23:48
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 28.09.2026, 20:52
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 28.09.2026, 23:15
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 29.09.2026, 19:50
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 29.09.2026, 21:40
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 30.09.2026, 12:05
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 30.09.2026, 17:52
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 01.10.2026, 10:31
RE: [23.10.1972 wieczór] blessed Samhain | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 01.10.2026, 18:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa