01.10.2026, 21:53 ✶
Pościel była w tej chwili dokładnie tak miękka i przyjemna, jak powinna była być o środku nocy, gdy za oknem panowała nieprzenikniona październikowa ciemność a w powietrzu wisiała uporczywa londyńska mżawka przesycona zapachem dymu z okolicznych kominków. Jeszcze przez chwilę siedziałem na brzegu materaca, trzymając dłonią zsuniętą z siebie kołdrę, jakbym w ten sposób mógł zachować dla siebie odrobinę tego ciepła, zanim zrobię to, po co właściwie zamierzałem wstać, w końcu jednak westchnąłem cicho i opuściłem bose stopy na zimną podłogę, natychmiast czując, że najwyraźniej powinienem był przemyśleć tę decyzję jeszcze raz, ale… Nie mogłem tego zrobić - prawda - nie teraz, nie w tej sytuacji, nie po liście dotyczącym Kniei i nie w obliczu nadciągającego Samhain, który mieliśmy spędzić z Prue na zupełnie innych sabatach. Przetarłem twarz dłońmi, przeciągnąłem palcami po włosach, potem podrapałem się po brodzie, wyczuwając pod palcami szorstki zarost. W końcu wziąłem głęboki wdech, patrząc w ciemność sypialni i próbując przekonać samego siebie, że sprawa spokojnie mogła poczekać do rana, ale w głębi duszy wiedziałem, że było to kłamstwo - nadchodził świt, a wraz z nim ten jeden dzień, w którym nawet drobne zaniedbania potrafiły okazać się wyjątkowo kosztowne, szczególnie jeśli dotyczyły tych kilku rzeczy, jakich zdecydowanie nie powinno było się zostawiać losowi.
- Zaczekaj chwilę, m’kay? - Powiedziałem to odruchowo, jakbym musiał zaznaczyć na głos, że zamierzałem zaraz wrócić, i że nie planowałem żadnej nocnej wyprawy, z której należałoby mnie później rozliczać. Przez moment miałem nawet ochotę powiedzieć, żeby wróciła do snu, bo przecież nie było najmniejszego powodu, żeby za mną wychodziła, nie musiała wstawać, nie musiała nawet szczególnie interesować się tym, co robiłem, ale zamiast tego poprawiłem kołdrę przy jej ramieniu, odsunąłem się od łóżka i ruszyłem przez sypialnię, nadal boso, starając się nie narobić niepotrzebnego hałasu. Za drzwiami było wyraźnie chłodniej, dreszcz przebiegł przez moje ciało, gdy wyszedłem na korytarz, przymknąłem za sobą jednak drzwi, przez moment stojąc w półmroku i nasłuchując cichego domu, który o tej porze powinien był należeć wyłącznie do uśpionych i martwych.
- Zaczekaj chwilę, m’kay? - Powiedziałem to odruchowo, jakbym musiał zaznaczyć na głos, że zamierzałem zaraz wrócić, i że nie planowałem żadnej nocnej wyprawy, z której należałoby mnie później rozliczać. Przez moment miałem nawet ochotę powiedzieć, żeby wróciła do snu, bo przecież nie było najmniejszego powodu, żeby za mną wychodziła, nie musiała wstawać, nie musiała nawet szczególnie interesować się tym, co robiłem, ale zamiast tego poprawiłem kołdrę przy jej ramieniu, odsunąłem się od łóżka i ruszyłem przez sypialnię, nadal boso, starając się nie narobić niepotrzebnego hałasu. Za drzwiami było wyraźnie chłodniej, dreszcz przebiegł przez moje ciało, gdy wyszedłem na korytarz, przymknąłem za sobą jednak drzwi, przez moment stojąc w półmroku i nasłuchując cichego domu, który o tej porze powinien był należeć wyłącznie do uśpionych i martwych.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)