02.10.2026, 23:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2026, 23:20 przez Olivia Quirke.)
Olivia uśmiechnęła się łagodnie, słysząc dociekliwe pytania Tristana i czując ciepłe uszczypnięcie jego ust na swoim czole. Ten prosty, czuły gest w jednej chwili rozgonił chmury niepokoju, które od rana zbierały się w jej głowie. Choć pomysł zabrania niezwykłego znaleziska pod ich wspólny dach był uroczy i wynikał z troski, Quirke krótko pokręciła głową.
– Nie, Tristanie… To jajo jest naprawdę specyficzne – odparła cicho mówiąc także powoli by miała pewność, że dobrze ją rozumie. – Ono potrzebuje do życia naturalnej magii otoczenia, porannej rosy i specyficznej wilgoci, której nie zapewnimy mu w czterech ścianach. Trzeba je zostawić w lesie, dokładnie tam, gdzie powinno być od samego początku.
Tak też zrobiła. Wyszła na moment, zadbała o to, żeby jajo było bezpieczne w ściółce. I wróciła. Usiadła przy stole, spoglądając na parującą zupę. Czuła ogromną wdzięczność za opiekę, jaką ją otaczał, dlatego dodała łagodniejszym, spokojniejszym tonem.
– Zabezpieczymy je mocnymi zaklęciami maskującymi w gęstwinie, żeby żaden drapieżnik go nie wypatrzył, ale natura musi zrobić swoje. W domu tylko by mu zaszkodziło.
Olivia zatopiła łyżkę w ciepłym posiłku, czując, jak napięcie powoli opuszcza jej ciało.
Następnego ranka Olivia obudziła się z głową pełną różnych dziwacznych myśli o ich tajemniczym znalezisku. Ciekawość okazała się silniejsza od chęci wylegiwania się w łóżku, więc nie czekając, aż Tristan wstanie, narzuciła na ramiona ciepły sweter i sama wymknęła się z domu. Jesienny chłód natychmiast orzeźwił jej twarz, gdy wolnym krokiem ruszyła w stronę pobliskiego zagajnika. Wilgotna ziemia pachniała mchem i opadłymi liśćmi, a poranna mgła wciąż leniwie snuła się między pniami drzew. Po chwili odnalazła ukryte w gęstwinie miejsce, które wczoraj tak starannie zabezpieczyli zaklęciami maskującymi.
Uklękła na wilgotnej trawie i ostrożnie odgarnęła warstwę liści. Kiedy wyciągnęła jajo ze ściółki, dostrzegła na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączy się żywica. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Olivia patrzyła na to wszystko w napięciu - zgrubiałą skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej. Olivia wstrzymała oddech, a jej serce zabiło mocniej z zachwytu. Zamiast groźnego potwora czy niezwykłej magicznej bestii, na świat przebijało się drobne, urocze puszyste pisklę. Złocista żywica pachniała słodko, a z wnętrza jaja dobiegało ciche, piskliwe skomlenie. Czarodziejka z delikatnym uśmiechem ułożyła skorupkę na dłoniach, bojąc się wykonać choćby najmniejszy gwałtowny ruch. Musiała natychmiast pobiec po Tristana – ten widok po prostu musieli zbadać i przeżyć razem. No i w końcu będzie hodowała coś tutaj, w ich wspólnym domu!
– Nie, Tristanie… To jajo jest naprawdę specyficzne – odparła cicho mówiąc także powoli by miała pewność, że dobrze ją rozumie. – Ono potrzebuje do życia naturalnej magii otoczenia, porannej rosy i specyficznej wilgoci, której nie zapewnimy mu w czterech ścianach. Trzeba je zostawić w lesie, dokładnie tam, gdzie powinno być od samego początku.
Tak też zrobiła. Wyszła na moment, zadbała o to, żeby jajo było bezpieczne w ściółce. I wróciła. Usiadła przy stole, spoglądając na parującą zupę. Czuła ogromną wdzięczność za opiekę, jaką ją otaczał, dlatego dodała łagodniejszym, spokojniejszym tonem.
– Zabezpieczymy je mocnymi zaklęciami maskującymi w gęstwinie, żeby żaden drapieżnik go nie wypatrzył, ale natura musi zrobić swoje. W domu tylko by mu zaszkodziło.
Olivia zatopiła łyżkę w ciepłym posiłku, czując, jak napięcie powoli opuszcza jej ciało.
Następny dzień
Następnego ranka Olivia obudziła się z głową pełną różnych dziwacznych myśli o ich tajemniczym znalezisku. Ciekawość okazała się silniejsza od chęci wylegiwania się w łóżku, więc nie czekając, aż Tristan wstanie, narzuciła na ramiona ciepły sweter i sama wymknęła się z domu. Jesienny chłód natychmiast orzeźwił jej twarz, gdy wolnym krokiem ruszyła w stronę pobliskiego zagajnika. Wilgotna ziemia pachniała mchem i opadłymi liśćmi, a poranna mgła wciąż leniwie snuła się między pniami drzew. Po chwili odnalazła ukryte w gęstwinie miejsce, które wczoraj tak starannie zabezpieczyli zaklęciami maskującymi.
Uklękła na wilgotnej trawie i ostrożnie odgarnęła warstwę liści. Kiedy wyciągnęła jajo ze ściółki, dostrzegła na jego powierzchni drobne pęknięcia, z których sączy się żywica. Właśnie wykluwało się z niego jakieś stworzenie! Olivia patrzyła na to wszystko w napięciu - zgrubiałą skorupkę przebił maleńki dziób sowy pocztowej. Olivia wstrzymała oddech, a jej serce zabiło mocniej z zachwytu. Zamiast groźnego potwora czy niezwykłej magicznej bestii, na świat przebijało się drobne, urocze puszyste pisklę. Złocista żywica pachniała słodko, a z wnętrza jaja dobiegało ciche, piskliwe skomlenie. Czarodziejka z delikatnym uśmiechem ułożyła skorupkę na dłoniach, bojąc się wykonać choćby najmniejszy gwałtowny ruch. Musiała natychmiast pobiec po Tristana – ten widok po prostu musieli zbadać i przeżyć razem. No i w końcu będzie hodowała coś tutaj, w ich wspólnym domu!
Koniec sesji