03.10.2026, 00:22 ✶
Satysfakcja, która go wypełniła, gdy drugi dyplomata podjął rękawicę była zdecydowanie większa, niż ta którą mógł mu dać jakikolwiek trunek tej nocy. Wściekle wyrzucane słowa, chociaż obraźliwe, doskonale go pobudzały, wprawiając jego serce w szybsze bicie; okrywając jego umysł szaleńczo przyjemną mgłą. Mgłą która jednocześnie wyciszała zdrowy rozsądek, ale w zamian za to wyostrzała wszystkie procesy myślowe, które mogły mu pomóc w dalszej kłótni.
– Kolebki feańskiej kultury – powiedział cicho, gdy usta drugiego z nich teraz raczyły się na chwilę zamknąć. Dupek z pewnością czymś je farbował, bo przecież jego wargi były w kolorze tak idealnym, że aż kusiło go, aby w jakiś sposób zmusić je do zmiany, do starcia barwidła razem tą butą. – No cóż, ma to sens zważywszy na to do czego mogą prowadzić wasze… zabawy w trawie. – Sam oczywiście nic nie miał do zabaw w trawie, ani na łóżku, podłodze, plaży, czy jakiejkolwiek innej powierzchni, która chociażby w teorii nadawała się do wspólnego tańca ciał. Ale skoro tego jelenia tak to drażniło to nie zamierzał przestawać. – Ale jakże to typowe dla was. Myśleć w wyższością o swojej własnej kulturze, bo daje bezpieczną satysfakcję. Niestety nie wszyscy łatwo są w stanie zrozumieć, że przyjemność i nostalgia nie oznaczają że rodzinne miejsce jest najlepsze.
Teraz byli bardzo blisko siebie. Mógł obserwować każdy ruch bladego gardła, które najwyraźniej nie mogło być skalane wlaniem w nie tego wieczoru wina.
Zaśmiał się szyderczo.
– Oh a więc o to chodzi? Szanowny pan dyplomata ma za słabą głowę, więc teraz obraża się na cały Dwór Nocy? – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – No cóż, rozumiem że gdybym ja się struł potrawą Dworu Wiosny to powinienem porzucić jakiekolwiek chęci poznania pańskiego domu? – Hm… Jakby się nad tym zastanowić, to już się struł, bo fae wraz z pierwszym burknięciem pod jego adresem, wpuścił do umysłu Jonathana truciznę, zmuszając go do brnięcia dalej. Do wpatrywania się w przeciwnika i czekania, aż jeszcze bardziej się zezłości, aż podejdzie jeszcze bliżej. Zrzuciłby z niego ten diadem. Zerwał zdobioną szatę. Rozebrałaby ze wszystkiego co mogło dodawać jakiejkolwiek wyższością temu bucowi, tak aby na własne oczy zobaczyć, że był tylko zgryźliwym fae, który stroił sobie fochy bez najmniejszego powodu. Pokręcił głową.
– Z całym… szacunkiem, ale bardziej niż którekolwiek z naszych trunków niewoli swój umysł ten, który zakopany jest we własnych uprzedzeniach i nie dostrzega piękna jakie ma wokół siebie. – Westchnął cicho. – Ale chyba sam za bardzo się uniosłem, więc może jednak jak przystało na dumnego reprezentanta swojego Dworu, po prostu udzielę ci… Serdecznej rady. – Zrobił jeszcze kolejny krok. Następny wymagałby od niego wymazania jakiejkolwiek przestrzeni pomiędzy nimi. – Zapomnij o naszych wyśmienitych winach i rozejrzyj się wokół, a szybko zrozumiesz, że docenić tu możesz wszystko. Od architektury Velaris, poprzez ludzi, a na chociażby wilkach w lesie kończąc.
– Kolebki feańskiej kultury – powiedział cicho, gdy usta drugiego z nich teraz raczyły się na chwilę zamknąć. Dupek z pewnością czymś je farbował, bo przecież jego wargi były w kolorze tak idealnym, że aż kusiło go, aby w jakiś sposób zmusić je do zmiany, do starcia barwidła razem tą butą. – No cóż, ma to sens zważywszy na to do czego mogą prowadzić wasze… zabawy w trawie. – Sam oczywiście nic nie miał do zabaw w trawie, ani na łóżku, podłodze, plaży, czy jakiejkolwiek innej powierzchni, która chociażby w teorii nadawała się do wspólnego tańca ciał. Ale skoro tego jelenia tak to drażniło to nie zamierzał przestawać. – Ale jakże to typowe dla was. Myśleć w wyższością o swojej własnej kulturze, bo daje bezpieczną satysfakcję. Niestety nie wszyscy łatwo są w stanie zrozumieć, że przyjemność i nostalgia nie oznaczają że rodzinne miejsce jest najlepsze.
Teraz byli bardzo blisko siebie. Mógł obserwować każdy ruch bladego gardła, które najwyraźniej nie mogło być skalane wlaniem w nie tego wieczoru wina.
Zaśmiał się szyderczo.
– Oh a więc o to chodzi? Szanowny pan dyplomata ma za słabą głowę, więc teraz obraża się na cały Dwór Nocy? – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – No cóż, rozumiem że gdybym ja się struł potrawą Dworu Wiosny to powinienem porzucić jakiekolwiek chęci poznania pańskiego domu? – Hm… Jakby się nad tym zastanowić, to już się struł, bo fae wraz z pierwszym burknięciem pod jego adresem, wpuścił do umysłu Jonathana truciznę, zmuszając go do brnięcia dalej. Do wpatrywania się w przeciwnika i czekania, aż jeszcze bardziej się zezłości, aż podejdzie jeszcze bliżej. Zrzuciłby z niego ten diadem. Zerwał zdobioną szatę. Rozebrałaby ze wszystkiego co mogło dodawać jakiejkolwiek wyższością temu bucowi, tak aby na własne oczy zobaczyć, że był tylko zgryźliwym fae, który stroił sobie fochy bez najmniejszego powodu. Pokręcił głową.
– Z całym… szacunkiem, ale bardziej niż którekolwiek z naszych trunków niewoli swój umysł ten, który zakopany jest we własnych uprzedzeniach i nie dostrzega piękna jakie ma wokół siebie. – Westchnął cicho. – Ale chyba sam za bardzo się uniosłem, więc może jednak jak przystało na dumnego reprezentanta swojego Dworu, po prostu udzielę ci… Serdecznej rady. – Zrobił jeszcze kolejny krok. Następny wymagałby od niego wymazania jakiejkolwiek przestrzeni pomiędzy nimi. – Zapomnij o naszych wyśmienitych winach i rozejrzyj się wokół, a szybko zrozumiesz, że docenić tu możesz wszystko. Od architektury Velaris, poprzez ludzi, a na chociażby wilkach w lesie kończąc.