03.10.2026, 02:58 ✶
Uśmiechnął się na tę uwagę.
– Niestety magimedycyna nie była przygotowana na nieznany jej kaszel, który zaskoczył wszystkich podczas niespodziewanych pożarów kraju – powiedział z pewnym smutkiem. – To tak jakby… – Zamyślił się na chwilę nie mogąc wpaść na żadne dobre porównanie. – Jakby odkryto nowy gatunek smoka. Niby magizoologowie wiedzą o nich sporo, a jednak ten konkretny może dalej zaskoczyć. Zwłaszcza jeśli zapewnie powstał przy użyciu czarnej magii.
Tak. To chyba było najlepsze porównanie, na jakie mógł w tym momencie wpaść. Zamyślił się na chwilę po czym spróbował posłać jej pocieszający uśmiech.
– Zrobimy wszystko, aby męczył cię jak najkrócej – zapewnił ją żałując, że nie mógł zaoferować Monie żadnych konkretów. Metody domowe działały, to było pewne. Ale pewne było też to, że do tej pory nie wynaleziono jeszcze oficjalnego leku na ten przeklęty kaszel.
– Icarus… – Zamyślił się na chwilę, nie do końca wiedząc, co powiedzieć. Ile tak właściwie Mona wiedziała o problemach jego brata? Domyślał się, że na pewno przynajmniej trochę rozmawiali, ale czy wypadało mu samemu poruszać ten temat? – Rzeczywiście ostatnie lata, od śmierci ojca, były dla niego trudne, chociaż jeśli mam być całkowicie szczery, to nie uważam, aby wcześniej też miał szczególnie łatwo.
Ojciec go kontrolował. Matka nie potrafiła wykazać się chociażby odrobiną empatii wobec niego. Czasami zastanawiał się czemu Dedalus nigdy nie zainterweniował w mocniejszy sposób. Może chciał, aby Ari czuł się izolowany i widział w ojcu jedyne wybawienie? A może po prostu wiedział, że wbrew własnym fantazjom nie był na tyle pewny siebie, aby wygrać tę bitwę. Tego zapewne już nigdy się nie dowiedzą.
– Cieszę się więc, że jest z nim obecnie lepiej – dodał już nieco bardziej optymistycznie po czym skrzywił się nieco słysząc jej kolejne pytanie. No tak. Wesele. Idealne miejsce na nagłe zasłabnięcie i krwotok z nosa.
– Wszystko w porządku – zapewnił ją. – Po prostu dużo się ostatnio działo, ale koniec końców to nie było nic poważnego, chociaż wolałbym, aby po tylu latach Ari w końcu nauczył się, jak tamować krwawienie z nosa.
– Niestety magimedycyna nie była przygotowana na nieznany jej kaszel, który zaskoczył wszystkich podczas niespodziewanych pożarów kraju – powiedział z pewnym smutkiem. – To tak jakby… – Zamyślił się na chwilę nie mogąc wpaść na żadne dobre porównanie. – Jakby odkryto nowy gatunek smoka. Niby magizoologowie wiedzą o nich sporo, a jednak ten konkretny może dalej zaskoczyć. Zwłaszcza jeśli zapewnie powstał przy użyciu czarnej magii.
Tak. To chyba było najlepsze porównanie, na jakie mógł w tym momencie wpaść. Zamyślił się na chwilę po czym spróbował posłać jej pocieszający uśmiech.
– Zrobimy wszystko, aby męczył cię jak najkrócej – zapewnił ją żałując, że nie mógł zaoferować Monie żadnych konkretów. Metody domowe działały, to było pewne. Ale pewne było też to, że do tej pory nie wynaleziono jeszcze oficjalnego leku na ten przeklęty kaszel.
– Icarus… – Zamyślił się na chwilę, nie do końca wiedząc, co powiedzieć. Ile tak właściwie Mona wiedziała o problemach jego brata? Domyślał się, że na pewno przynajmniej trochę rozmawiali, ale czy wypadało mu samemu poruszać ten temat? – Rzeczywiście ostatnie lata, od śmierci ojca, były dla niego trudne, chociaż jeśli mam być całkowicie szczery, to nie uważam, aby wcześniej też miał szczególnie łatwo.
Ojciec go kontrolował. Matka nie potrafiła wykazać się chociażby odrobiną empatii wobec niego. Czasami zastanawiał się czemu Dedalus nigdy nie zainterweniował w mocniejszy sposób. Może chciał, aby Ari czuł się izolowany i widział w ojcu jedyne wybawienie? A może po prostu wiedział, że wbrew własnym fantazjom nie był na tyle pewny siebie, aby wygrać tę bitwę. Tego zapewne już nigdy się nie dowiedzą.
– Cieszę się więc, że jest z nim obecnie lepiej – dodał już nieco bardziej optymistycznie po czym skrzywił się nieco słysząc jej kolejne pytanie. No tak. Wesele. Idealne miejsce na nagłe zasłabnięcie i krwotok z nosa.
– Wszystko w porządku – zapewnił ją. – Po prostu dużo się ostatnio działo, ale koniec końców to nie było nic poważnego, chociaż wolałbym, aby po tylu latach Ari w końcu nauczył się, jak tamować krwawienie z nosa.