03.10.2026, 12:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2026, 12:54 przez Lydia Black.)
Lydia spoglądała na wodę i myślała, że być może właśnie dlatego nigdy nie zdołała jej zaufać.
Woda przyjmowała wszystko. Krew, popiół, kwiaty, prochy, łzy, a nawet wino wylewane ku czci Matki i szczątki tych, których los nie pozwolił już powrócić pod rodzinny dach. Przyjmowała je bez osądu, jak stara służąca, jakiej powierzono sekrety całego domu. Jednocześnie czarodzieje przychodzili nad wodę od pokoleń, prawda? Składali dłonie. Pochylali głowy. Powierzali jej swoje zmarłe dzieci, nieszczęśliwe małżeństwa, swoje winy, nadzieje. Następnie odchodzili, pozostawiając za sobą coś więcej niż tylko dar.
Oczekiwanie.
Mogła poszukiwać w rytuale porządku. Rozważać jego składniki, badać następstwo gestów i dociekać zależności pomiędzy ofiarą a łaską. Czy wieniec powinien być żywy? Czy należy go wpierw uszkodzić? Czy duchy uznają dar za dostateczny? Czy po wszystkim winna nastąpić nagroda?
Rozdzielała je na symbole. Przypisywała znaczenia kwiatom, zwierzętom, miejscom. Poszukiwała klucza, który pozwoliłby jej otworzyć tę korespondencję, przychodzącą nocą bez znaczka, adresu nadawcy i bez najmniejszego wyjaśnienia, kto właściwie postanowił uczynić z niej odbiorczynię!
(Białe kwiaty. Wąż zatrzymujący się u jej stóp. Smoki pośród mokrej trawy.)
Mgła skradała się między nimi. Był jak mokry welon, zmiękczający kontury drzew i jej sylwetki. Jej palce zacisnęły się na łodygach bylicy.
— Duchy nie bywają szczególnie wybredne, o ile dasz im powód, aby tu pozostać — powiedziała. — Liczy się intencja, z jaką składasz dar — nie sądziła, aby odróżniały kwiat żywy od tego, który już uschnął. Co więcej, była przekonana, że jeśli wrzuciłaby go tutaj wyłącznie dlatego, że ktoś powiedział jej, że tak należało, duchy to wyczułyby. Z drugiej strony jeśli uczyniłaby szczerze, przyjęłyby nawet resztki papierowej korony. — Nie — dodała po chwili. — Nie muszą być żywe, ale ja odchodzę od suchych kwiatów, jeśli mam wybór. Pachną jak kurz — ślicznotka uśmiechnęła się, wyjęła wianek z bylicy oraz wrotyczu. Obróciła go powoli między palcami.
— Czego właściwie pragniesz od odpowiedzi?
Woda przyjmowała wszystko. Krew, popiół, kwiaty, prochy, łzy, a nawet wino wylewane ku czci Matki i szczątki tych, których los nie pozwolił już powrócić pod rodzinny dach. Przyjmowała je bez osądu, jak stara służąca, jakiej powierzono sekrety całego domu. Jednocześnie czarodzieje przychodzili nad wodę od pokoleń, prawda? Składali dłonie. Pochylali głowy. Powierzali jej swoje zmarłe dzieci, nieszczęśliwe małżeństwa, swoje winy, nadzieje. Następnie odchodzili, pozostawiając za sobą coś więcej niż tylko dar.
Oczekiwanie.
Mogła poszukiwać w rytuale porządku. Rozważać jego składniki, badać następstwo gestów i dociekać zależności pomiędzy ofiarą a łaską. Czy wieniec powinien być żywy? Czy należy go wpierw uszkodzić? Czy duchy uznają dar za dostateczny? Czy po wszystkim winna nastąpić nagroda?
Rozdzielała je na symbole. Przypisywała znaczenia kwiatom, zwierzętom, miejscom. Poszukiwała klucza, który pozwoliłby jej otworzyć tę korespondencję, przychodzącą nocą bez znaczka, adresu nadawcy i bez najmniejszego wyjaśnienia, kto właściwie postanowił uczynić z niej odbiorczynię!
(Białe kwiaty. Wąż zatrzymujący się u jej stóp. Smoki pośród mokrej trawy.)
Mgła skradała się między nimi. Był jak mokry welon, zmiękczający kontury drzew i jej sylwetki. Jej palce zacisnęły się na łodygach bylicy.
— Duchy nie bywają szczególnie wybredne, o ile dasz im powód, aby tu pozostać — powiedziała. — Liczy się intencja, z jaką składasz dar — nie sądziła, aby odróżniały kwiat żywy od tego, który już uschnął. Co więcej, była przekonana, że jeśli wrzuciłaby go tutaj wyłącznie dlatego, że ktoś powiedział jej, że tak należało, duchy to wyczułyby. Z drugiej strony jeśli uczyniłaby szczerze, przyjęłyby nawet resztki papierowej korony. — Nie — dodała po chwili. — Nie muszą być żywe, ale ja odchodzę od suchych kwiatów, jeśli mam wybór. Pachną jak kurz — ślicznotka uśmiechnęła się, wyjęła wianek z bylicy oraz wrotyczu. Obróciła go powoli między palcami.
— Czego właściwie pragniesz od odpowiedzi?
Nie każ mi odchodzić, moja gwiazdo
Królestwo można utracić,
świątynię można spalić,
imię można wymazać z ksiąg,
lecz cóż pocznie niewiasta, która straciła gwiazdę,
wedle której znała drogę?
Królestwo można utracić,
świątynię można spalić,
imię można wymazać z ksiąg,
lecz cóż pocznie niewiasta, która straciła gwiazdę,
wedle której znała drogę?