20.03.2023, 21:03 ✶
- Biedna? To słowo ani trochę nie pasuje do Brenny, którą znam. - uśmiechnął się i wciąż niedowierzał, że można mieć tak wybitny nastrój po intensywnym dniu. Powinien częściej spędzać tak czas i mniej bać się konsekwencji.
- Ona sobie poradzi z każdym kandydatem na męża. - dopowiedział i cieszył się, że to nie on będzie pełnił tę rolę. To nie była ta stopa relacji, która miałaby szansę przerodzić się w cokolwiek większego. Dopiero od niedawna odkrywał prawdziwego siebie i ani myślał o ożenku i trzymania tradycji. Przedłużanie rodu nie interesowało go tak jak powinno. Starał się nie myśleć o przyszłości tylko chwytać garściami to, co dzieje się w teraźniejszości. Chciał być szczęśliwy nawet jeśli miało to trwać krótko. W końcu musiałby być głupcem, jeśli myślał, że całe życie będzie udawać niedostępnego dla kobiet. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw... ale o tym nie ma co rozmyślać.
- Braterska miłość? - powtórzył i roześmiał się bo to absolutnie nie pasowało do ich relacji. Coraz mocniej czuł zmęczenie. Ciężkość powiek i brak jasności umysłu dawały się we znaki. Istniało niebezpieczeństwo, że powie coś, co mogłoby zaniepokoić i wzbudzić większe zainteresowanie. Tak bardzo potrzebował jednak delektować się swoją wesołością i sporą ilością eliksiru wiggenowego w żyłach, że sen wydawał się świętokradztwem. Stłumił ziewnięcie, zasłaniając usta brzegiem dłoni.
- Nie sądzę aby miał szansę wpędzić mnie w jakieś niezrozumiane szaleństwo. - oznajmił i podziękował jej gorliwie za dokładkę kanapek za które od razu się wziął. Głodny to i jadł wszystko, co mu podawano.
- Jasne, wyciągnij go kiedy chcesz i gdzie chcesz. Sam za siebie decyduje. Tylko nie bądź dla niego taka groźna. Biedny martwił się, że go ukatrupisz za spóźnienie ze zwrotem książek. - nie mógł przecież tak oficjalnie rościć sobie Fergusa na wyłączność. Musiał udawać, ze tylko się przyjaźnią. Głęboko westchnął, zmęczony jedzeniem, rozmową i dniem. Mimo wszystko nie pozwalał sobie zamykać oczu na dłużej niż kilka sekund bo jednak rozmowa z Cynthią - zwłaszcza dzisiaj - była mu potrzebna. Naprawdę za nią tęsknił.
- A może dla odmiany ty powiesz mi czy się z kimś spotykasz? - odbił pałeczkę co mogło być lekko niebezpieczne skoro docelowo miał unikać tematu małżeństw i zawierania bliższych relacji z płcią przeciwną. Czuł w kościach, że do rana nie podniesie się z tego fotela.
- Może przydałoby ci się coś rozrywkowego... urlop, przerwa od pracy? Nie bardzo mam już z kim pływać. - sugerował lekką przerwę od rutyny i ciężkiej pracy. Dopiero po dwóch tygodniach zawieszenia w zawodzie odkrył jak bardzo potrzebował dni wolnych. Po pierwszej fali przerażenia uświadomił sobie, że może większość dni spędzać w wodzie i robić to, co sprawia mu przyjemność. Bardzo chciałby podzielić się tymi uczuciami z siostrą a skoro nie miała zbyt emocjonującej pracy i tak rzadko wybuchała śmiechem... poczuł w sobie potrzebę przygarnięcia jej i podzielenia się ekscytacją. Jakże żałował, że nie może jej wspomnieć o tym jaki jest zakochany.
- Gdzie zechcesz to pójdę z tobą na kolację. Wystarczy mi twój patronus a się zjawię, wyjdę nawet z podwodnej czeluści. - uśmiechnął się do niej z oddaniem. Po zjedzeniu sporej ilości kanapek odłożył talerz na stół i wypił zawartość kubka do samego dna. Cynthia znała go na tyle dobrze aby wiedzieć, że jego zaśnięcie jest jedynie kwestią czasu.
- Ona sobie poradzi z każdym kandydatem na męża. - dopowiedział i cieszył się, że to nie on będzie pełnił tę rolę. To nie była ta stopa relacji, która miałaby szansę przerodzić się w cokolwiek większego. Dopiero od niedawna odkrywał prawdziwego siebie i ani myślał o ożenku i trzymania tradycji. Przedłużanie rodu nie interesowało go tak jak powinno. Starał się nie myśleć o przyszłości tylko chwytać garściami to, co dzieje się w teraźniejszości. Chciał być szczęśliwy nawet jeśli miało to trwać krótko. W końcu musiałby być głupcem, jeśli myślał, że całe życie będzie udawać niedostępnego dla kobiet. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw... ale o tym nie ma co rozmyślać.
- Braterska miłość? - powtórzył i roześmiał się bo to absolutnie nie pasowało do ich relacji. Coraz mocniej czuł zmęczenie. Ciężkość powiek i brak jasności umysłu dawały się we znaki. Istniało niebezpieczeństwo, że powie coś, co mogłoby zaniepokoić i wzbudzić większe zainteresowanie. Tak bardzo potrzebował jednak delektować się swoją wesołością i sporą ilością eliksiru wiggenowego w żyłach, że sen wydawał się świętokradztwem. Stłumił ziewnięcie, zasłaniając usta brzegiem dłoni.
- Nie sądzę aby miał szansę wpędzić mnie w jakieś niezrozumiane szaleństwo. - oznajmił i podziękował jej gorliwie za dokładkę kanapek za które od razu się wziął. Głodny to i jadł wszystko, co mu podawano.
- Jasne, wyciągnij go kiedy chcesz i gdzie chcesz. Sam za siebie decyduje. Tylko nie bądź dla niego taka groźna. Biedny martwił się, że go ukatrupisz za spóźnienie ze zwrotem książek. - nie mógł przecież tak oficjalnie rościć sobie Fergusa na wyłączność. Musiał udawać, ze tylko się przyjaźnią. Głęboko westchnął, zmęczony jedzeniem, rozmową i dniem. Mimo wszystko nie pozwalał sobie zamykać oczu na dłużej niż kilka sekund bo jednak rozmowa z Cynthią - zwłaszcza dzisiaj - była mu potrzebna. Naprawdę za nią tęsknił.
- A może dla odmiany ty powiesz mi czy się z kimś spotykasz? - odbił pałeczkę co mogło być lekko niebezpieczne skoro docelowo miał unikać tematu małżeństw i zawierania bliższych relacji z płcią przeciwną. Czuł w kościach, że do rana nie podniesie się z tego fotela.
- Może przydałoby ci się coś rozrywkowego... urlop, przerwa od pracy? Nie bardzo mam już z kim pływać. - sugerował lekką przerwę od rutyny i ciężkiej pracy. Dopiero po dwóch tygodniach zawieszenia w zawodzie odkrył jak bardzo potrzebował dni wolnych. Po pierwszej fali przerażenia uświadomił sobie, że może większość dni spędzać w wodzie i robić to, co sprawia mu przyjemność. Bardzo chciałby podzielić się tymi uczuciami z siostrą a skoro nie miała zbyt emocjonującej pracy i tak rzadko wybuchała śmiechem... poczuł w sobie potrzebę przygarnięcia jej i podzielenia się ekscytacją. Jakże żałował, że nie może jej wspomnieć o tym jaki jest zakochany.
- Gdzie zechcesz to pójdę z tobą na kolację. Wystarczy mi twój patronus a się zjawię, wyjdę nawet z podwodnej czeluści. - uśmiechnął się do niej z oddaniem. Po zjedzeniu sporej ilości kanapek odłożył talerz na stół i wypił zawartość kubka do samego dna. Cynthia znała go na tyle dobrze aby wiedzieć, że jego zaśnięcie jest jedynie kwestią czasu.