03.10.2026, 21:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2026, 21:53 przez Henry Lockhart.)
Nie umarli. Oczywiście. Żyli w świecie zmienionym, podkruszonym, a być może nawet przypalonym wydarzeniami z tamtej nocy. Ale żyli. A z tym wiązała się możliwość działania. Pomocy komuś. Zrobienia czegoś dobrego. Skończyła się pewna epoka w jego krótkim jeszcze życiu, lecz to nie oznaczało, że nie można było rozpocząć nowej. Nakierowanej na kolejny cel.
Henry myślał o sobie jako o słabym, przynajmniej od czasu śmierci dziadków. Wydawało się mu, że nie radził sobie z samodzielnym życiem. Tyle, że… poradził sobie. Trwał i miał trwać. Przeżył czas najgorszej biedy, kiedy to całymi dniami chodził głodny, bo musiał opłacić rachunki na czas. Przeżył tę przytłaczającą samotność, bezsilność, myśli o tym, że nic dobrego go już nie czekało. I wreszcie przeżył Spaloną Noc, to piekło zgotowane Londyńczykom przez bandę morderców. Czy był znowu taki słaby, jeśli wciąż oddychał? Na złość wszystkim, dumny syn mugolki i czarodzieja. Ktoś, kto żył i żył i żył, bo innej opcji po prosto nie widział. Bo tym życiem wkurzał tych, którym zależało, by mu je uprzykrzyć.
Uzbrojony był w aparat, w narzędzie przekazywania ludziom prawdy. A zdjęcia, które zrobił mogły im jej dostarczyć. Mogły tchnąć w ich serca nadzieję, a ta niezawodnie inspirowała do działania. Taka drobna rzecz, a ktoś mógłby ją zobaczyć i poczuć się, że nareszcie nie jest sam. Henio poczuł to wtedy, gdy podczas Spalonej Nocy Anthony Shafiq objął go i przytulił niczym ojciec. Chciał więc przekazać tę nadzieję innym.
– Wzejdzie jeszcze nad Londynem słońce – powtórzył. I nie przejmował się tym, że jego dłonie zamieniały się w popiół. Że jego całe ciało pochłaniała klątwa tej nocy. Że człowiek w żółci patrzył z daleka i obiecywał mu ogrom dalszych cierpień. Henry wiedział, jaka była prawda. Żył. Wiedział, że jeszcze przeżyje. I niech go to całe wielkie, metafizyczne, niezmierzone zło pochłonie, jeśli po drodze nikomu nie pomoże.
A kiedy promienie rannego słońca wpadły przez okno i go obudziły, uśmiechnął się słabo. Obietnica Anthony'ego została spełniona. Teraz to Henry musiał dopełnić swojej odpowiedzialności. I przez tę ulotną chwilę, między jawą a snem, wiedział, co powinien zrobić.
Henry myślał o sobie jako o słabym, przynajmniej od czasu śmierci dziadków. Wydawało się mu, że nie radził sobie z samodzielnym życiem. Tyle, że… poradził sobie. Trwał i miał trwać. Przeżył czas najgorszej biedy, kiedy to całymi dniami chodził głodny, bo musiał opłacić rachunki na czas. Przeżył tę przytłaczającą samotność, bezsilność, myśli o tym, że nic dobrego go już nie czekało. I wreszcie przeżył Spaloną Noc, to piekło zgotowane Londyńczykom przez bandę morderców. Czy był znowu taki słaby, jeśli wciąż oddychał? Na złość wszystkim, dumny syn mugolki i czarodzieja. Ktoś, kto żył i żył i żył, bo innej opcji po prosto nie widział. Bo tym życiem wkurzał tych, którym zależało, by mu je uprzykrzyć.
Uzbrojony był w aparat, w narzędzie przekazywania ludziom prawdy. A zdjęcia, które zrobił mogły im jej dostarczyć. Mogły tchnąć w ich serca nadzieję, a ta niezawodnie inspirowała do działania. Taka drobna rzecz, a ktoś mógłby ją zobaczyć i poczuć się, że nareszcie nie jest sam. Henio poczuł to wtedy, gdy podczas Spalonej Nocy Anthony Shafiq objął go i przytulił niczym ojciec. Chciał więc przekazać tę nadzieję innym.
– Wzejdzie jeszcze nad Londynem słońce – powtórzył. I nie przejmował się tym, że jego dłonie zamieniały się w popiół. Że jego całe ciało pochłaniała klątwa tej nocy. Że człowiek w żółci patrzył z daleka i obiecywał mu ogrom dalszych cierpień. Henry wiedział, jaka była prawda. Żył. Wiedział, że jeszcze przeżyje. I niech go to całe wielkie, metafizyczne, niezmierzone zło pochłonie, jeśli po drodze nikomu nie pomoże.
A kiedy promienie rannego słońca wpadły przez okno i go obudziły, uśmiechnął się słabo. Obietnica Anthony'ego została spełniona. Teraz to Henry musiał dopełnić swojej odpowiedzialności. I przez tę ulotną chwilę, między jawą a snem, wiedział, co powinien zrobić.
Koniec sesji
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.