• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue

[22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
04.10.2026, 21:26  ✶  

Prudence nie spodziewała się, że jej ojciec może zachować się w ten sposób. Nie dawał jej wcześniej ku temu powodów. Jak widać, nie wiedziała jeszcze wszystkiego o swoim ojcu. Jeśli chciał, potrafił być wyjątkowo nieprzyjemny. Jej nigdy nie traktował w ten sposób, nie zdarzało mu się to. Nie spodobała się jej ta nowa wersja ojca, którą zaprezentował podczas świątecznej kolacji, szczególnie, że zdawał sobie sprawę, jak wiele to dla niej znaczyło. Nie przyprowadzała do domu kogokolwiek, nie miała tego w zwyczaju, John powinien więc mieć świadomość, że było to dla niej coś wyjątkowego, najwyraźniej zupełnie się tym nie przejął. To ją zabolało, bo zdecydowanie pokazywał, że nie akceptuje podejmowanych przez nią decyzji, potraktował ją bardzo protekcjonalnie, a przecież Prue zawsze wiedziała co robi, nigdy nie dała rodzicom powodu, aby mieli w stosunku do niej jakieś problemy z zaufaniem.

Nie pojawiłaby się w swoim rodzinnym domu z Benjym u swojego boku, gdyby nie była pewna tego, co o nim myśli, czy do niego czuje. Był dla niej ważny, bez względu na to, czy niedługo miał zniknąć z jej życia, czy nie. Chciała, aby spędził z nimi sabat, zależało jej na tym, aby spotkała go odrobina normalności, skoro już znajdował się w Wielkiej Brytanii, cóż - najwyraźniej nie mogła poprosić nawet o takie podstawowe rzeczy.

- Wiesz, że nie o to mi chodzi. - Nie wątpiła w to, że złapał aluzję, tylko teraz odbiegał od tego, co chciała mu przekazać. Nie spodobało jej się to, miała dziwne uczucie, że nie powinni tego w tej chwili lekceważyć, a on jednak najwyraźniej nie chciał poruszyć tego tematu. Właściwie, czy powinna mu się dziwić. Ten wieczór nie należał do najlepszych, właściwie to raczej plasował się na dole listy. Nie mogła mieć pewności co do tego, co jej ojciec wiedział, czego nie wiedział, nie mówił o niczym wprost i to też ją okropnie irytowało. Być może powinni po prostu udawać, że to się nie wydarzyło, ale chyba nie potrafiła w ten sposób.

Zatrzymała się w momencie, w którym usłyszała kolejne słowa, które padły z jego ust. Mrugnęła. Nie przesłyszała się, zdecydowanie się nie przesłyszała. Westchnęła ciężko, bo niekoniecznie o to jej chodziło. - Nie żałuję tego, że Cię zaprosiłam. - Wypadało to nieco sprostować. Naprawdę cieszyła się na to, że spędzi ten wieczór z jej rodziną, po prostu nie podobało jej się to, jak przebiegła ta kolacja, jak zachował się jej ojciec, zdecydowanie nie chodziło jej o Benjy'ego. - Tutaj nie chodzi o Ciebie, jest mi wstyd za niego. - Najwyraźniej musiała to powiedzieć, bo nie do końca zrozumiał przekaz jej wcześniejszych słów. - Chciałam, żeby był to przyjemny wieczór, a on musiał wszystko popsuć. Zresztą po prostu nie wiem, co sobie myślał, co wiedział, obawiam się, że mógł połączyć kropki, a nie chciałabym, żebyś przez mój głupi pomysł ponosił jakieś konsekwencje, bo mi na Tobie zależy. Nie chodzi o to, że żałuję tego, że Cię zaprosiłam. - Prudence mówiła cicho, tak, żeby nikt kto nie powinien nie usłyszał tego, o czym rozmawiali.

- Dlaczego miałbyś spędzać Mabon sam, skoro teraz jesteśmy tutaj razem? - Jasne, łączył ich tymczasowy układ, jednak niczego to nie zmieniało. Nie musiał spędzać tego wieczoru sam, mimo, że było to dla niego normalne. - Nie jesteś winny, zresztą, nie wydaje mi się, żeby akurat którekolwiek z nad było winne, to mój ojciec zachował się jak buc. - Jeśli mieli już szukać winnego, to warto było chyba nazwać rzeczy po imieniu. John był sprawcą całego zamieszania, to on ponosił odpowiedzialność za to, że ten wieczór raczej lepiej byłoby zapomnieć.

- Nie do końca rozumiem o co chodzi z byciem Tobą, przecież on Cię nawet nie zna, nawet jeśli kiedyś tak było, to przecież minęło wiele lat, nie powinien tak do tego podchodzić. - Nie spodziewała się chyba tego, że Benjy zakładał, że to nie będzie przyjemna kolacja. Jasne, pewnie na pierwszy rzut oka teraz nie sprawiał najlepszego wrażenia, ale nie wydawało jej się, aby jej rodzice mieli tendencje do niepotrzebnego oceniania ludzi, to musiało być coś głębszego. Utwierdzało ją to w tym, że ojciec po prostu domyślił się, kim był mężczyzna, który z nią przyszedł na kolację, a to powodowało, że w głowie Prudence pojawiało się coraz więcej pytań.

- Tak się składa, że niestety niekoniecznie ma w tej sytuacji jakąkolwiek decyzyjność. - To ją irytowało, że Johnowi wydawało się, że miał jakikolwiek wpływ na to, co robiła jego córka. Była dorosła, samodzielna i nigdy nie dała mu powodu do tego, aby stracił do niej zaufanie. Do tego potraktował kogoś dla niej ważnego w ten sposób. Drgnęła jej powieka, naprawdę nie była zadowolona z przebiegu tego spotkania.

- Naprawdę jest to bardzo pocieszające. - Mruknęła jeszcze cicho, dała się pociągnąć za rękę. Nie mówiła zbyt wiele, chociaż w jej głowie właśnie odbywała się naprawdę głośna debata. - Nie lubię, kiedy coś idzie nie po mojej myśli. - Przyznała jeszcze, bo głównie o to chodziło. Nastawiała się na coś, a nic z tego nie wyszło, nie brała pod uwagę innego scenariusza i czuła, że w tym popełniła błąd.

- Skoro tak mówisz. - To nie miała zamiaru dalej roztrząsać tego tematu. Nie miała pojęcia, czy uderzyło to w niego tak bardzo jak w nią. Skoro był przyzwyczajony do podobnej, świątecznej atmosfery to mogło to po nim spłynąć jak po kaczce, tylko, że ona naprawdę chciała, żeby tym razem było inaczej, żeby zapamiętał to jako coś miłego, a raczej skończyło się na tym, że zyskał kolejne wspomnienie warte zakopania.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6528), Prudence Fenwick (2192)




Wiadomości w tym wątku
[22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 14:05
RE: [22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.10.2026, 19:57
RE: [22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 22:26
RE: [22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.10.2026, 21:32
RE: [22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 04.10.2026, 13:10
RE: [22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 04.10.2026, 21:26
RE: [22/09/1972] The trouble began, as these things often do, at dinner | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 05.10.2026, 21:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa