05.10.2026, 16:33 ✶
Jonatham z ulgą przyjął stwierdzenie, że mugolski dokument nie będzie dla jego kuzyna żadnym problem. Prawdę powiedziawszy było w tym procesie coś naprawdę fascynującego i aż żałował, że niestety sam nie posiadał takich zdolności. Nie że wykorzystywałby ją w złym celu, oczywiście, że nie. Po prostu korzystałby z niej w kilku… Przydatnych i pilnych sprawach.
– Oh mój drogi. Nie musisz się martwić o zanudzanie mnie. Jak wiesz lubie słuchać o wszystkich rodzajach sztuki, a przecież doskonale wiem, że dla ciebie tego rodzaju zabawy to jedynie niewinny upust artystycznych potrzeb – powiedział z przyjacielsko-złośliwym uśmiechem na ustach. – Samonotujące pióro? Naprawdę? No proszę… Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem. Widziałem cię raczej ślęczącego nad pergaminem do późnych godzin nocnych jedynie w towarzystwie przenikliwego gwizdu wiatru i pojedyńczej świecy. W rękach z kolei trzymałbyś specjalne crouchowsko-artystyczne przyrządy o kształtach, których umysł przeciętnego czarodzieja nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Podejrzewałem też, że najpierw po prostu przygotowywujesz szkic, a potem za pomocą krwawego paktu sprawiasz, że świstek papieru nabiera autentyczności – zażartował, teatralnie gestykulując przy tym rękoma i wziął łyka przygotowanej w czerwonej filiżance kawy.
No dobrze. Więc jedną rzecz na swojej liście pipnych rzeczy do zrobienia miał mniej więcej załatwioną. Sprawa dokumentu młodej Diany może nie była jeszcze rozwiązana, ale wszystko zmierzało już w naprawdę dobrą stronę.
– Hm… Chybą będę musiał cię nieco rozczarować Robercie, bo ani nie jest to szczególnie ciekawa historia, ani jakkolwiek nieoczywista. Właściwie to poniekąd wydarzyła się również w tym gabinecie. Po prostu, gdy wyszło na jaw, że w naszym kraju zaczyna się robić naprawdę nieciekawie, pewne osoby uznały, że coś trzeba z tym zrobić. A że jak zapewne wiesz… Hm… jak to się mówi w niektórych religiach? Ach tak, naprawdę grzeszę zarówno odwagą, błyskotliwością, urokiem osobistym, a to nie koniec moich lepszych aspektów, to stałem się naturalnym kandydatem. Ktoś przyszedł do mnie tutaj, aby o tym porozmawiać, a ja oczywiście się zgodziłem.
– Oh mój drogi. Nie musisz się martwić o zanudzanie mnie. Jak wiesz lubie słuchać o wszystkich rodzajach sztuki, a przecież doskonale wiem, że dla ciebie tego rodzaju zabawy to jedynie niewinny upust artystycznych potrzeb – powiedział z przyjacielsko-złośliwym uśmiechem na ustach. – Samonotujące pióro? Naprawdę? No proszę… Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem. Widziałem cię raczej ślęczącego nad pergaminem do późnych godzin nocnych jedynie w towarzystwie przenikliwego gwizdu wiatru i pojedyńczej świecy. W rękach z kolei trzymałbyś specjalne crouchowsko-artystyczne przyrządy o kształtach, których umysł przeciętnego czarodzieja nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Podejrzewałem też, że najpierw po prostu przygotowywujesz szkic, a potem za pomocą krwawego paktu sprawiasz, że świstek papieru nabiera autentyczności – zażartował, teatralnie gestykulując przy tym rękoma i wziął łyka przygotowanej w czerwonej filiżance kawy.
No dobrze. Więc jedną rzecz na swojej liście pipnych rzeczy do zrobienia miał mniej więcej załatwioną. Sprawa dokumentu młodej Diany może nie była jeszcze rozwiązana, ale wszystko zmierzało już w naprawdę dobrą stronę.
– Hm… Chybą będę musiał cię nieco rozczarować Robercie, bo ani nie jest to szczególnie ciekawa historia, ani jakkolwiek nieoczywista. Właściwie to poniekąd wydarzyła się również w tym gabinecie. Po prostu, gdy wyszło na jaw, że w naszym kraju zaczyna się robić naprawdę nieciekawie, pewne osoby uznały, że coś trzeba z tym zrobić. A że jak zapewne wiesz… Hm… jak to się mówi w niektórych religiach? Ach tak, naprawdę grzeszę zarówno odwagą, błyskotliwością, urokiem osobistym, a to nie koniec moich lepszych aspektów, to stałem się naturalnym kandydatem. Ktoś przyszedł do mnie tutaj, aby o tym porozmawiać, a ja oczywiście się zgodziłem.