Warunki nie należały do najbardziej sprzyjających. Wiadomo, wykonywane przez nich obowiązki wiązały się ze spędzaniem czasu na zewnątrz, bez względu na to, czy padał deszcz, czy nie padał, jednak nie da się ukryć, że bywały dużo przyjemniejsze okoliczności od tych dzisiejszych. Nie było jednak sensu narzekać, rzemieślnicy mieli swoje oczekiwania, oni musieli dostarczyć im towar, to było całkiem proste i logiczne.
- Wolałabym jednak, aby nigdy nie nabyły podobnych umiejętności. - To zdecydowanie mogłoby skomplikować polowanie, musieliby znaleźć nowe metody… nie wydawało jej się jednak, aby ewentualne zmiany w organizmach mogły pojawić się na przestrzeni kilku, a nawet kilkudziesięciu lat, nawet nie kilkuset, na szczęście nie miało ich to dotyczyć, będą się tym martwić ich potomkowie, czy coś.
- Tak właściwie to mała różnica, fakt, no i na pewno ma odrobinę więcej mięsa niż królik. - Wolałaby w sumie chyba trafić na jelenia, chociaż, czy faktycznie była między tymi zwierzętami spora różnica, no niekoniecznie. Dobrze jednak, że w końcu odnaleźli jakikolwiek ślad, to mogło wróżyć, że znajdą coś jeszcze, a zdecydowanie tego potrzebowali. Wypadałoby, aby wrócili do domu z czymś więcej niż zającem. Ludzie czekali na swoje zamówienia, nie było w tym niczego dziwnego. Sabat się zbliżał, a jak wiadomo wtedy schodziło najwięcej towaru, jakby przed nim, czy po nim nie można było kupować większości z tych przedmiotów. Niekoniecznie rozumiała akurat tę logikę, ale nie jej to było oceniać. Miała wrażenie, że ludzie czekali aż nadejdzie Samhain i wtedy nagle docierało do nich, że czegoś potrzebują. Uważała to za zupełnie niepotrzebne, no ale nie jej cyrk, nie jej małpy, każdy miał swoje przyzwyczajenia.
Yaxley próbowała wyczuć, czy w okolicy znajduje się jakieś magiczne stworzenie, jednak jej zmysły milczały, być może ono zdążyło się już stąd ewakuować, może poszło w głąb lasu? Nie miała pojęcia, ale jej zmysły nie alarmowały jej o obecności czegoś podejrzanego, a więc nie musieli przejmować się ewentualnym, niespodziewanym towarzystwem. Mogli po prostu skupić się na tym, aby odnaleźć to spłoszone zwierzę, które przed chwilą tędy biegło. Był to całkiem niezły początek, liczyła bowiem na to, że później będzie tylko lepiej, od czego w końcu trzeba było zacząć. Przynajmniej dowiedzieli się tego, że mieszkańcy lasu go nie opuścili, tylko najpewniej chowali się przed deszczem, cóż nie był on w tej chwili ich największym zagrożeniem, bo przecież oni się w nim znaleźli.
Przemierzali gęstwinę wolniej, próbowali zlokalizować to zwierzę parzystokopytne, które zostawiło w błocie ślad. Geraldine rozglądała się uważnie, próbując je zlokalizować, przy okazji nasłuchiwała. Poruszała się bardzo cicho, chociaż nie była w stanie akurat w tym dorównać Fenwickowi, który umiał się skradać, jak nikt inny - trochę mu tego zazdrościła.
Kontynuowali tropienie zwierzyny, oby los im sprzyjał i wszyscy klienci zostali odpowiednio zaopatrzeni.