• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Little Whinging [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora

[29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
05.10.2026, 22:38  ✶  
Nie wiedziałem, co właściwie powinienem na to odpowiedzieć, więc ograniczyłem się do krótkiego skinienia głową, ponieważ w moim przekonaniu wystarczyło po prostu nie być kompletnym dupkiem - chociaż ostatnie tygodnie skutecznie przypominały mi, że poprzeczka dla przyzwoitego zachowania potrafiła wisieć zaskakująco nisko, może nawet leżeć na glebie - nie zrobiłem niczego szczególnego, przynajmniej we własnym mniemaniu, znalazłem je, zabrałem ze sobą, nakarmiłem, zapewniłem im kartonowy dach nad głową, teraz zaś przyniosłem je tutaj, ponieważ za niedługo miałem wyjechać i nie mogłem zagwarantować im niczego więcej. Wydawało mi się to raczej minimum przyzwoitości niż czynem godny pochwały, więc jej słowa wywołały we mnie pewne zakłopotanie, którego nie zamierzałem jednak szczególnie demonstrować, dla dobra nas obojga, nie czułem się ponadto szczególnie świadomy wyzwań, z jakimi musiano się tu mierzyć na co dzień, przy dużej ilości podopiecznych, byłem raczej zwyczajnie trzeźwy na tyle, żeby nie zostawić czterech stworzeń na pewną śmierć ani nie podrzucić ich w rozmoczonym kartonie pod bramę azylu i nie uznać tego za dobry uczynek, nie dając od siebie nic więcej tylko dlatego, że moje własne życie właśnie rozpadało się na kawałki.
- Podejszewam, sze byłyby balsiej zadowolone, gdybym ich w ogóle nie znalazł. - Skwitowałem, na co jeden ze wspomnianych kocurów odpowiedział donośnym miauknięciem, najwyraźniej uznając, że rozmowa na jego temat bez konsultacji z zainteresowanym była przejawem wyjątkowego braku wychowania. Młodsze kocięta miały zdecydowanie mniej skrupułów od całkiem spokojnej matki - jeden próbował mnie pogryźć przy pierwszej okazji, drugi przy drugiej - nie wiedziałem, czy wynikało to ze strachu, czy z charakteru, podejrzewałem jednak, że Figgowie niedługo sami się mieli o tym przekonać.
- Mosliwe. - Przyznałem, wcześniej wewnętrznie zgodziwszy się z tym, iż jeżeli ktokolwiek miał zrozumieć koci język, mógł to być wyłącznie ktoś z tej blisko powiązanej z nimi rodziny. - Albo uznała, sze jestem mniej glośny nisz miejsce, s któlego ich zablałem. Laszej to. - Powiedziałem, wzruszając ramieniem, bo nie byłem przekonany, czy zasługiwałem na aż tak łaskawą interpretację. Nie miałem również ostatnio szczególnie wielu powodów, żeby zakładać, że moje intencje były dla kogokolwiek oczywiste, więc nawet taki drobny kredyt zaufania był… Cóż, sam nie wiedziałem, ale nie zamierzałem się krzywić, skoro ktoś właśnie próbował przedstawić mnie w korzystnym świetle, nawet jeśli sam nie do końca bym to tak ujął. Nie zdążyłem jednak powiedzieć nic więcej, ponieważ Nora zaczęła dokładniej przyglądać się zawartości kartonu, po czym zmieniła wyraz twarzy w sposób, który natychmiast wzbudził moją czujność - przez lata pracy nauczyłem się, że jeśli ktoś najpierw patrzył na przedmiot z zainteresowaniem, następnie mrużył oczy, a później zadawał pytanie poprzedzone zapewnieniem, że było ono warte milion galeonów, najczęściej oznaczało to, że za chwilę będę miał kolejny problem.
Przez chwilę wszystko wydawało się proste - przyniosłem trzy koty, Nora miała je obejrzeć, potem miały dostać miejsce w azylu, kolejny problem do odhaczenia - wtedy padło słowo „kuguchar”…
- Melde, mo fout… - Zmarszczyłem brwi, wyraźnie niezadowolony własnym przeoczeniem, po czym urwałem, bo sytuacja nagle nabrała zupełnie innego znaczenia, spojrzałem w bok, na zamgloną ulicę, po czym wróciłem wzrokiem do przyniesionego przeze mnie kartonu - owszem, pojęcie nie było mi nieznane, w końcu zdarzało mi się bywać w różnych miejscach i robić różne rzeczy, teoretycznie wiedziałem o istnieniu tych zwierząt, ale nie przeszło mi przez myśl, aby w tym całym zamieszaniu zastanawiać się nad czymkolwiek, prócz zapewnienia małym większego bezpieczeństwa - westchnąłem ciężko i potarłem dłonią kark, teraz każdy szczegół zaczął układać mi się w głowie. Sposób, w jaki matka poruszała oczami śledząc nas spojrzeniem, gdy trafiliśmy do piwnicy, jej czujność, zdecydowanie większa niż u zwyczajnego bezdomnego kota, oraz to, jak młode reagowały na otoczenie. Nagle nawet ich źrenice wydały mi się inne, chociaż równie dobrze mogła to być kwestia tego, że Nora właśnie podsunęła mi właściwe rozwiązanie i mózg zaczął dopasowywać do niego wszystkie wcześniejsze obserwacje.
„Oczywiście. Znalazłem cztery koty. Musiały być w całości lub przynajmniej częściowo kugucharami. Dlaczego los miałby pozwolić mi zakończyć choć jedną sprawę bez dodatkowego komplikowania jej na sam koniec?”
Przypomniałem sobie ruiny piwnicy dworku w Little Hangleton, miejsce, w którym je znalazłem, zachowanie matki oraz to, jak szybko młode próbowały schować się przed wszystkim, co zbliżało się do ich kryjówki, przypomniałem sobie również czwarte kocię, które od początku zachowywało się trochę inaczej, które miałem zabrać ze sobą, które teraz było z Prue… Przez chwilę czułem się wyjątkowo głupio, co nie zdarzało mi się często w pracy, ponieważ zwykle to nie inni rozpoznawali rzeczy, które sam również powinienem był rozpoznać, tym razem najwyraźniej role się odwróciły. Dotąd interesowało mnie przede wszystkim to, czy były całe, czy któreś nie wymagało natychmiastowej pomocy oraz czy zdołam przetransportować je bez rozszarpania kartonu od środka, wygląd nie wydawał mi się wtedy szczególnie istotny, teraz jednak zmrużyłem oczy, próbując dostrzec szczegóły, które wcześniej całkowicie mi umknęły.
Pytanie sprawiło, że znieruchomiałem na chwilę, spojrzałem na nią, potem gdzieś ponad jej ramieniem, próbując odtworzyć sobie obraz czwartego kociaka, pamiętałem jego futro, pamiętałem, gdzie znalazłem całą czwórkę, pamiętałem też moment, w którym zdecydowałem, że nie zostawię żadnego z nich. Ogon? Wtedy nie zwracałem na niego uwagi, widziałem go wystarczająco krótko, żeby zapamiętać, że był zdrowy i ruchliwy, nie oglądałem mu ogona pod kątem cech gatunkowych. „Coraz lepiej…” Naprawdę powinienem zacząć dokładniej sprawdzać, co znajdowało się pod moją opieką, zanim zacząłem to gdzieś dostarczać.
- Miał. - Powiedziałem w końcu. - Jeśli dobsze pamiętam, chyba tesz miał pędzelek. - Nie brzmiało to już szczególnie dobrze, zatem nie dodałem nic więcej, nawet jeśli mogłem powiedzieć z całkowitym spokojem, że czarny kociak był bezpieczny. Nie potrzebowała tej historii, podobnie jak nie potrzebowała wiedzieć, dlaczego na moment zacisnąłem szczękę, przesunąłem dłonią po karku i jeszcze raz zerknąłem na trzy stworzenia siedzące w kartonie - „kuguchary, jak nic” - ponownie spojrzałem na Norę, potem na trzy małe istoty, zupełnie nieświadome tego, że ich status właśnie zmienił się z „trzech znalezionych kotów” na „trzy potencjalnie magiczne stworzenia wymagające znacznie większej uwagi”.
- Co telas? Są jakieś szczególne szeszy, o któlych powinienem ci powiedzieś? - Spytałem, nie bez wewnętrznych oporów, nawet jeśli wolałbym nie dowiedzieć się po fakcie, że w niewłaściwy sposób karmiłem coś, co wymagało zupełnie innego traktowania.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4278), Nora Figg (2072), Pan Losu (29)




Wiadomości w tym wątku
[29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 22:05
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Benjy Fenwick - 02.10.2026, 22:22
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Pan Losu - 02.10.2026, 22:22
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Nora Figg - 03.10.2026, 20:04
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Benjy Fenwick - 04.10.2026, 00:53
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Nora Figg - 04.10.2026, 18:11
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Benjy Fenwick - 05.10.2026, 18:00
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Nora Figg - 05.10.2026, 19:08
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Benjy Fenwick - 05.10.2026, 22:38
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Nora Figg - 06.10.2026, 15:25
RE: [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora - przez Benjy Fenwick - 06.10.2026, 18:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa