• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue

[30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
06.10.2026, 03:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2026, 03:29 przez Benjy Fenwick.)  
Przechyliłem głowę i przyjrzałem jej się spod lekko przymrużonych powiek, kiedy wspomniała o korelacji, po czym uśmiechnąłem się pod nosem - potrafiła przez kilka sekund wyglądać, jakby była zupełnie nieobecna, po czym nagle wyciągała z jakiejś zakurzonej półki w głowie informację, o której ja sam zapomniałem piętnaście lat wcześniej, czasem nawet taką, której nigdy wcześniej nie słyszałem. W szkole doprowadzało mnie to do szału, zwłaszcza kiedy siedzieliśmy nad tematem, w którym uznawałem własną wyższość intelektualną i byłem święcie przekonany, że wreszcie miałem nad nią przewagę, po czym ona zaczynała wertować pamięć i znajdowała gdzieś drobną uwagę z podręcznika, przypis profesora albo cudzą wypowiedź zasłyszaną przy okazji, która rozwalała mi całą konstrukcję - z perspektywy czasu trudno było mi nie przyznać, że najwyraźniej bardzo wcześnie wykształciłem sobie wyjątkowo głupi sposób okazywania zainteresowania własnej przyszłej żonie, ale wtedy mnie to po prostu wkurwiało.
- No widzisz. Jednak nie wstaję z łószka o tej posze wyłącznie po to, szeby iść do łazienki, popatsześ na ciebie w ciemności i zadawaś głupie pytania. - Nie czekałem na reakcję, bo przecież oboje wiedzieliśmy, że gdybym pozwolił sobie na rozwinięcie tego kierunku rozmowy, temat widm, kromlechów i galdrastafir bardzo szybko zostałby zepchnięty na drugi plan, a wrócić do niego moglibyśmy dopiero po śniadaniu, o ile w ogóle. Sam zresztą wolałbym, żeby Prue miała okazję obudzić się z moją ręką wokół talii, zamiast patrzeć na mnie spod szczelnie zawiniętej kołdry, ale ostatecznie siedziałem obok niej z medalionami, które wyglądały na wystarczająco ważne, żebym przez kilka godzin nie dał jej spokoju. Cóż, najwyraźniej byłem skazany na własne wybory, skoro już wyszedłem z łóżka, przyniosłem ze sobą dowody rzeczowe, a ona zaczęła zadawać pytania i nie zamierzałem udawać, że nagle zapomniałem, po co właściwie wyszedłem. Ostatecznie jednak nie byłem aż tak szlachetny, żeby nie pozwolić sobie na odrobinę żalu z powodu zmarnowanej okazji, niestety, pewne rzeczy miały pierwszeństwo, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły widma, zamknięta Knieja i możliwość, że symbol wyryty na kamieniach rzeczywiście miał istotne znaczenie dla jutrzejszego wieczoru.
- Wiedziałem, sze załapiesz, o co chodzi, zanim zdąszę się posządnie lospędziś. - Czy to był komplement, czy skarga, może coś pomiędzy? - To tlochę psuje mi efekt dlamatycznego wykładu, nad któlym plasowałem przez całe tszy minuty w dlose s glacialni, ale niech ci bęsie. Kolelasja istnieje. - Uniosłem brwi, słysząc dobór słów, jakim Prue podsumowała moje zadanie - „specjalistyczna wiedza o runach” brzmiała wystarczająco poważnie, żeby niemal zapomnieć, że jeszcze kilka godzin wcześniej zajmowałem się zdecydowanie mniej dostojnymi tematami, natomiast część mojej kariery zawodowej polegała na włażeniu w miejsca, do których rozsądni czarodzieje nie zaglądali, i sprawdzaniu, dlaczego poprzedni idiota, który tam wszedł, nie wrócił - nie zamierzałem niepotrzebnie sobie umniejszać, bo jeśli już ktoś taki jak ona postanowił przypisać mi fachowość, należało pozwolić mu w tym trwać. Nie było również powodu robić z tego przedstawienia - no, większego od tego, które już zrobił nam jastrząb walący w okno - chociaż miałem świadomość, że skoro już wciągnąłem Prue w rozmowy o runach, mogłem równie dobrze pozwolić sobie na odrobinę teatralności. W końcu nie codziennie chodziło się po domu bosym po zimnej podłodze, o tej porze, z pakunkiem pod pachą, żeby omawiać możliwe zastosowanie islandzkich znaków magicznych. Byłem przy tym wystarczająco przytomny i świadomy własnych mocnych stron, żeby zgodzić się, że w sprawie z kromlechem rzeczywiście potrzebowano kogoś, kto potrafił odróżnić rzeczywiste zależności od przypadkowego podobieństwa, a ja miałem nieszczęście posiadać dokładnie taki zestaw wiedzy, umiejętności i doświadczeń, który w takich sytuacjach nagle okazywał się zajebiście potrzebny - skoro widma omijały kromlech, trudno było uznać, że cała dekoracja powstała wyłącznie po to, żeby miejscowi mieli czym straszyć dzieci, lecz później sytuacja się trochę… Komplikowała.
- Powiedzmy, sze gdyby moja kuzynka miała talent do omijania kłopotów, nie musiałbym o tej posze siedzieś s tobą w łószku i losmawiaś o islandzkich znakach ochlonnych. Chociasz, biorąs pod uwagę altelnatywę, nie jestem pewien, czy powinienem na nią naszekaś. - Pokiwałem głową, kiedy powiedziała, że bez niego moja wspólniczka prawdopodobnie nie wyszłaby z Kniei, co prawda, tym razem nie odpowiedziałem po sekundzie, ale miała rację. Wiedziałem, jak wyglądała sytuacja w lesie, wiedziałem też, dlaczego Ministerstwo zdecydowało się zamknąć ten teren, więc nie miałem zamiaru udawać, że chodziło o kolejną ciekawostkę dla runisty, którą można było spokojnie rozebrać na części przy popołudniowej herbacie, gdyby się ją - oczywiście - lubiło. - Nadal nie wiem, dlaczego wszystkie losinne histolie muszą zaczynaś się od kogoś, kto poszedł w miejsce, w któle absolutnie nie powinien iść… - Kącik ust drgnął mi lekko, bo sama myśl o podobnych sytuacjach była aż nazbyt znajoma. - Ale tak, klomlech najplawdopodobniej ulatował jej szycie. - Przyznałem już bez uśmiechu, gdyż to było miejsce, w którym naprawdę można było nie wrócić. - Nie mam podstaw, szeby twieldziś, sze widma nie mogłyby podejść bliszej, ale wszystko, co opowiedziała i co zobaczyłem później w myślodsiewni, wskazywało na to, sze tszymały się od kamieni s daleka. - Przez moment patrzyłem na nią w ciszy, po czym pokręciłem głową. - „Plototyp”, tak. „Splawdziś” lówniesz. „Działają” oby. Pszynajmniej w teorii. Tylko nie mów „skopiowaliście”, bo tak się nie godzi. - To byłoby zbyt proste, a przy okazji trochę obraźliwe dla wszystkich, którzy spędzili nad tym czas. - Dzięki bogom. Gdyby jeszcze wymagano ode mnie, szeby było ładnie… - Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, zanim parsknąłem cicho, bo przez moment miałem ochotę zaprzeczyć wyłącznie dla zasady, ponieważ nasza relacja od lat opierała się między innymi na tym, że jeśli ona mówiła coś sensownego, ja czasem miałem potrzebę znaleźć kontrargument tylko po to, żeby utrzymać odpowiedni poziom rywalizacji. Podobało mi się jednak to, że od razu wyłapała najważniejszy problem, nie musiałem jej tłumaczyć podstaw, wystarczyło kilka zdań i już była przy tym samym miejscu, do którego sam doszedłem podczas pracy - jeżeli stwory z Kniei reagowały na określony układ symboli, interesowało mnie przede wszystkim to, czy dało się tę reakcję wykorzystać - nie chciałem od razu zakładać, że „rozmiar nie ma znaczenia”, bo przy praktycznie wszystkim, o czym mogłem pomyśleć, również przy magii runicznej, takie założenie potrafiło być wyjątkowo oderwane od rzeczywistości. Nie wiedziałem również, na czym dokładnie wyryto oryginał, w myślodsiewni nie mogłem podejść do kamienia, obrócić go i zapukać w powierzchnię, żeby sprawdzić, czy odpowiedź brzmiała „granit”, „g–łupek” albo „Benjy, stuknij się w łeb, na chuj ci to” - miałem obraz, nie próbkę, chociaż samo założenie, iż mógłbym się przy okazji znać na kwestiach geologicznych w dostatecznym stopniu, aby spróbować wnioskować na podstawie cudzej pamięci, również raczej byłoby na wyrost, więc słusznie oboje go nie robiliśmy - mogłem ocenić strukturę, głębokość nacięć i sposób wykonania symboli, ale nie skład podstawy, a przy zabezpieczeniach tego rodzaju nie zamierzałem zakładać, że kamień był wyłącznie nośnikiem, bo równie dobrze mógł być częścią mechanizmu działania. Sam znak został odtworzony, ale jego przeniesienie na inny nośnik było już osobną kwestią, ponieważ kromlech tworzył zamkniętą strukturę, miał określoną skalę, położenie jednego kamienia względem pozostałych kamieni i prawdopodobnie bardzo długi czas na związanie się z miejscem, medalion tego wszystkiego nie miał, był małym kawałkiem metalu lub drewna zawieszonym na szyi, więc jeśli miał zadziałać, musiał zachować przynajmniej tę część właściwości, która odpowiadała za szeroko pojętą ochronę, bez całej reszty otoczki. Właśnie dlatego postanowiłem zrobić to wszystko dobrze i zatrudnić niezależnych rzemieślników.
„Niezależnych…
Niezależnych, prawda.
Prawda?”

- Tlistan. - Powtórzyłem to z namysłem, po czym uniosłem jedną brew, bo dopiero w tej chwili przypomniałem sobie fakt tak oczywisty, że aż głupio było go wcześniej nie uwzględnić, ja natomiast przez moment najwyraźniej postanowiłem wyłączyć tę informację z pamięci, zapewne dla własnego komfortu psychicznego. - No tak. Tlistan Wald. - Przeciągnąłem ostatnie słowo, zmrużywszy lekko oczy. - Ten Tlistan Wald. - Drapnąłem się po brodzie, po czym odruchowo przeczesałem włosy palcami i pokręciłem głową, podczas gdy w moim spojrzeniu pojawiło się coś pomiędzy rozbawieniem a lekkim niezadowoleniem z samego siebie. - Lasja. Zapomniałem, sze go znasz. To był pszeciesz plaktysznie twój dom, plawda? - Nie „praktycznie”, tylko „po prostu”, może nie dokładnie nasz rocznik, ale „prawie”, rzecz jasna, nie musiałem dodawać nic więcej, „prawda.” Ponownie wsunąłem palce we włosy przy karku i odgarnąłem je do tyłu, próbując pozbyć się tego idiotycznego odruchu, który pojawił się razem ze wspomnieniem. Teraz przynajmniej mogłem oficjalnie stwierdzić, że nie mam nic przeciwko temu, że znał się na rzeczy, „prawda?” …
- Pszydałby się kaszdemu, kto zbliszy się Kniei. Tylko sze nie mam ich nieskończonej liczby. - Zerknąłem w stronę drzwi, zawieszając na nich spojrzenie i przez chwilę zastanawiając się, czy noc nie zrobiła się przypadkiem jeszcze ciemniejsza. - Nie jestem asz takim idiotą, na jakiego czasem wyglądam. - Nie miałem zamiaru udawać, że przeszedłem całkowitą przemianę, nie byłoby to nawet szczególnie wiarygodne, ale potrafiłem myśleć trochę dalej i bardziej perspektywicznie. Wypuściłem cicho powietrze nosem i oparłem dłoń na zawiniątku, chciałem najpierw powiedzieć jej wszystko, co było istotne, zanim położyłbym przed nią gotowy przedmiot i pozwolił, żeby rozmowa zeszła wyłącznie na jego konstrukcję. - Mamy ich więcej. - Odpowiedziałem na jej pytanie, te dwa były dla nas, dla niej dokładnie, reszta zostawała do dyspozycji grupy.
Uwaga o tym, że szkoda, iż nie udało się wcześniej przeprowadzić doświadczenia, sprawiła, że pokiwałem głową, po czym prawie natychmiast przeciągnąłem dłonią twarzy, odgarniając z niej poczochrane pasma, założywszy je sobie niedbale za ucho, chociaż po kilku sekundach i tak zaczęły wracać na swoje miejsce.
- Wiem. Tesz mnie to dlaszni. Ploblem polega na tym, sze szeby pszeplowadziś sensowny test, potszebowalibyśmy dostępu do widma albo pszynajmniej do stwoszenia leagująsego w podobny sposób. Dementola? Śmielciotuli? - Abstrahując od tego, skąd miałbym je wytrzasnąć, nie zamieszałem sprowadzać jednego do naszej szopy tylko po to, żeby sprawdzić, czy medalion zadziała. - Są pewne glanise ekspelymentowania, nawet dla mnie. - Uśmiechnąłem się krzywo, ale tym razem uśmiech szybko zniknął, ponieważ w tej chwili oboje rozumieliśmy już raczej dostatecznie dobrze, że najbardziej niepokojące w całej sprawie nie było to, czego dowiedzieliśmy się o symbolu, lecz to, jak wiele nadal pozostawało poza naszym zasięgiem. - Jeśli mniejszy znak zadziała, będziemy mieli jeden element układanki do pszodu. Jeśli nie zadziała, nadal nie będziemy wiedzieś, czy problemem był znak, mateliał, wielkość czy blaki w konstluksji. - Przesunąłem palcem nad powierzchnią większego medalionu, nie dotykając samego symbolu, ze świadomością, iż jeśli żadna wersja nie miała zadziałać, wrócimy do punktu wyjścia i będziemy mieli bardzo drogie kawałki metalu, które świetnie nadawały się do przyciskania papierów, w tym raportów zgonu i testamentów. - Dlatego chcę, szebyś wiedziała dokładnie, s czym masz do czynienia. Jeśli coś pójdzie źle, nie chcę, szebyś musiała zastanawiaś się, co właściwie miałem na myśli, kiedy powiedziałem ci, sze „pszygotowałem zabezpieczenie”. To jest ekspelyment. Pszydatny, potencjalnie balso pszydatny i byś mose właściwie skonstluowany… Chociasz zapewne moses mieś na ten temat tlochę inne zdanie… - Wykrzywiłem się krótko. - Ale to nadal ekspelyment. - Tym razem nie uśmiechałem się ani nie próbowałem rozładować napięcia żartem, ponieważ wiedziałem, że Prue właśnie usłyszała dokładnie to, co chciałem jej przekazać od początku - nie miałem pewności, czy te rzeczy zadziałają, jak zadziałają, ale nie zamierzałem iść tam zupełnie bez przygotowania, tylko równie dobrze mogło ono zadziałać, co też nie być tym właściwym - może zabrzmiało to ponuro, ale z moich doświadczeń wynikało jednak, że chwila, w której zaczynałem być zbyt pewny swoich wniosków, zwykle była dokładnie tą chwilą, w której coś próbowało mnie ugryźć, więc podchodziłem do wszystkiego z pewnym dystansem, zamiast od razu ogłaszać, że rozgryzłem całą sprawę i można mnie było wpisać do podręczników. Do annałów w formie, o jakiej myślałem, wolałbym bowiem nie trafić.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6753), Prudence Fenwick (3834)




Wiadomości w tym wątku
[30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.10.2026, 21:53
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.10.2026, 22:08
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.10.2026, 23:51
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.10.2026, 20:11
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 03.10.2026, 23:17
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 04.10.2026, 20:14
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.10.2026, 03:24
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 06.10.2026, 17:10
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.10.2026, 02:05
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.10.2026, 20:29
RE: [30/10/1972] Some people are born doomed, others marry into it | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.10.2026, 12:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa