06.10.2026, 10:10 ✶
– Czyli to eliksir, który emituje ciepło, ale nie ogrzewa ciebie? – zapytał, trochę niepewnie, bo cóż, akurat może i był Ślizgonem, a opiekunem ich domu był mistrz eliksirów, ale Chris zwyczajnie nie celował w tej dziedzinie. Nie cierpiał siekać korzonków, wyciskać oczu traszki i tych wszystkich innych obrzydlistw, więc z roku na rok bardziej się prześlizgiwał, nadrabiając pewne rzeczy teorią albo robieniem słodkich oczu do koleżanek, które dzieliły się z nim wyciśniętymi fasolkami czy co tam trzeba było wrzucić do kociołka.
Trochę nie mógł sobie wyobrazić, jak to jest przez cały czas czuć zimno. Ale fakt, że Victoria nie była już tak lodowata Chris uważał za niewątpliwą zaletę.
– Powinienem oddać ci płaszcz? Nie mam pojęcia, jak to działa. To znaczy wiem, że nie będzie ci w nim ciepło, ale chyba ciągle możesz zachorować? – zapytał, odrobinę skonfundowany tym wszystkim. W normalnych okolicznościach bycie dżentelmenem wymagałoby oddania okrycia, tyle że jeśli to i tak miało nie dać absolutnie nic poza tym, że Victoria będzie wlekła o wiele za duży na nią płaszcz, co będzie dla niej niewygodne, a on też zacznie marznąć…
Magnum opus rzeźbiarza – fetyszysty brzmiało dużo lepiej niż zaklęta, płacząca dziewczyna w środku lasu. Mimo to dzieło, choć wspaniałe, wzbudzało w Christopherze jakiś dziwny niepokój i zastanawiał się czy skoro ani Victoria, ani Atreus nie byli specjalistami od dzieł sztuki ani klątwołamaczami, to się tutaj nie mylili. A jeszcze jeśli to nie było to miejsce…
– W takim razie albo ktoś ją przeniósł… albo sama pobiegła? – zasugerował. Mogło to brzmieć absurdalnie, ale przecież dziewczyna zdawała się uwieczniona w biegu, a Victoria mówiła coś o krwawieniu i płaczu. – Mógłbym przysiąc, że zbroje w Hogwarcie czasem się ruszały, więc czemu nie ona – mruknął, ale potem odwrócił wzrok od rzeźby i chwycił Victorię za rękę, wreszcie nie tak absurdalnie zimną. – Jeśli grasują tu rzeźbiarze fetyszyści, lepiej chodźmy w inną stronę. Może trzeba będzie spróbować jednak spytać w tamtych domach, w którą stronę do Londynu.
Bo chyba nie będą mieli tyle szczęścia, że to magowie z kominkami fiuu. Chociaż… właściwie, to kto wie? Skoro nie działała tu teleportacja, może to ich zabezpieczenia?
Trochę nie mógł sobie wyobrazić, jak to jest przez cały czas czuć zimno. Ale fakt, że Victoria nie była już tak lodowata Chris uważał za niewątpliwą zaletę.
– Powinienem oddać ci płaszcz? Nie mam pojęcia, jak to działa. To znaczy wiem, że nie będzie ci w nim ciepło, ale chyba ciągle możesz zachorować? – zapytał, odrobinę skonfundowany tym wszystkim. W normalnych okolicznościach bycie dżentelmenem wymagałoby oddania okrycia, tyle że jeśli to i tak miało nie dać absolutnie nic poza tym, że Victoria będzie wlekła o wiele za duży na nią płaszcz, co będzie dla niej niewygodne, a on też zacznie marznąć…
Magnum opus rzeźbiarza – fetyszysty brzmiało dużo lepiej niż zaklęta, płacząca dziewczyna w środku lasu. Mimo to dzieło, choć wspaniałe, wzbudzało w Christopherze jakiś dziwny niepokój i zastanawiał się czy skoro ani Victoria, ani Atreus nie byli specjalistami od dzieł sztuki ani klątwołamaczami, to się tutaj nie mylili. A jeszcze jeśli to nie było to miejsce…
– W takim razie albo ktoś ją przeniósł… albo sama pobiegła? – zasugerował. Mogło to brzmieć absurdalnie, ale przecież dziewczyna zdawała się uwieczniona w biegu, a Victoria mówiła coś o krwawieniu i płaczu. – Mógłbym przysiąc, że zbroje w Hogwarcie czasem się ruszały, więc czemu nie ona – mruknął, ale potem odwrócił wzrok od rzeźby i chwycił Victorię za rękę, wreszcie nie tak absurdalnie zimną. – Jeśli grasują tu rzeźbiarze fetyszyści, lepiej chodźmy w inną stronę. Może trzeba będzie spróbować jednak spytać w tamtych domach, w którą stronę do Londynu.
Bo chyba nie będą mieli tyle szczęścia, że to magowie z kominkami fiuu. Chociaż… właściwie, to kto wie? Skoro nie działała tu teleportacja, może to ich zabezpieczenia?