06.10.2026, 11:18 ✶
– Obawiam się, że w Londynie nie brakuje ludzi takich jak oni. W innych miejscowościach też się zdarzają – westchnęła Brenna. I nie chodziło nawet tylko o to, że ludzie troszczyli się głównie o samych siebie, bo znała przecież wielu, którzy schodzili z drogi, aby kogoś wesprzeć. Po prostu gdy patrzyło się na kogoś w takim stanie jak ta dwójka, wiele osób zwyczajnie się bało, że są niebezpieczni. Nie miało możliwości naprawdę pomóc – bo istniały granice dopuszczalnej pomocy. Bren mogła dać komuś jeść, mogła czasem zapewnić temu i owemu schronienie, załatwić pracę, ale przecież nawet z całymi pieniędzmi, jakimi dysponowała, nie zdołałaby pomóc każdemu.
A wreszcie, niektórzy ludzie musieliby chcieć pomóc sobie sami, aby dało się ich postawić na nogi. Gdyby nie te wyrecytowane numery, mogłaby przecież pomyśleć, że tkwią tam, bo chcą pić, nie mają zamiaru o nic walczyć, starać się.
Wiedziała też, że Nora zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego. Po prostu miała dobrą duszę, a Brenna… Brenna w pracy zyskała odrobinę cynizmu i zgubiła parę złudzeń, nawet jeżeli naprawdę się starała robić, co się da.
– Jasne, nie pierwszy raz cię objadam – zapewniła, zanim wybrała jedną z kanapek. Nie proponowała, że za tę zapłaci, bo podejrzewała, że Nora mogłaby się obrazić, skoro chodziło coś z resztek.
Zajrzała na tyły słysząc dźwięk wskazujący na to, że coś zostało chyba upuszczone, odruchowo sięgając po różdżkę, wyglądało jednak na to, że to upadł jedynie słoik.
– Pomóc ci z tym? – spytała wciąż w drzwiach, wypuszczając powoli powietrze i opuszczając różdżkę. Reagowała chyba ostatnio zbyt nerwowo. Obejrzała się przez ramię, ale ich „goście” wciąż siedzieli spokojnie i nie wydawało się, by cokolwiek się zmieniło. – Pachnie zabójczo.
Miała nadzieję, że ten zapach i głód skłonią tę dwójkę do sięgnięcia po łyżki. W każdym razie była gotowa pomóc Norze przetransportować zupę oraz herbatę do mężczyzn, wcześniej ją studząc trochę – tak na wszelki wypadek, gdyby mieli się pozalewać, a potem… potem będzie musiała się zebrać.
I modlić, żeby wszystko tu poszło jak należy.
A wreszcie, niektórzy ludzie musieliby chcieć pomóc sobie sami, aby dało się ich postawić na nogi. Gdyby nie te wyrecytowane numery, mogłaby przecież pomyśleć, że tkwią tam, bo chcą pić, nie mają zamiaru o nic walczyć, starać się.
Wiedziała też, że Nora zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego. Po prostu miała dobrą duszę, a Brenna… Brenna w pracy zyskała odrobinę cynizmu i zgubiła parę złudzeń, nawet jeżeli naprawdę się starała robić, co się da.
– Jasne, nie pierwszy raz cię objadam – zapewniła, zanim wybrała jedną z kanapek. Nie proponowała, że za tę zapłaci, bo podejrzewała, że Nora mogłaby się obrazić, skoro chodziło coś z resztek.
Zajrzała na tyły słysząc dźwięk wskazujący na to, że coś zostało chyba upuszczone, odruchowo sięgając po różdżkę, wyglądało jednak na to, że to upadł jedynie słoik.
– Pomóc ci z tym? – spytała wciąż w drzwiach, wypuszczając powoli powietrze i opuszczając różdżkę. Reagowała chyba ostatnio zbyt nerwowo. Obejrzała się przez ramię, ale ich „goście” wciąż siedzieli spokojnie i nie wydawało się, by cokolwiek się zmieniło. – Pachnie zabójczo.
Miała nadzieję, że ten zapach i głód skłonią tę dwójkę do sięgnięcia po łyżki. W każdym razie była gotowa pomóc Norze przetransportować zupę oraz herbatę do mężczyzn, wcześniej ją studząc trochę – tak na wszelki wypadek, gdyby mieli się pozalewać, a potem… potem będzie musiała się zebrać.
I modlić, żeby wszystko tu poszło jak należy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.