07.10.2026, 11:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 11:56 przez Sabrina Morgan.)
Sabrina też nie przywiązywała większej wagi do znajomości szkolnych. Dobrze pamiętała twarze, ale niekiedy zapominała imiona. Jednak w przypadku drużyny quidditcha sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Pamiętała imiona, nazwiska nawet gdy już nie utrzymywała z większością dawnych kolegów kontaktu. Mówiła cześć na ulicy, gdy kogoś jakimś cudem spotykała, a ponadto zdarzało jej się sentymentalnie wspominać mecze, szczególnie radość jaką dzielili po wygranym spotkaniu z któraś z przeciwnych drużyn. To chyba te miłe wspomnienia kształtowały w niej poczucie, że jednak szkoła czasem nie była aż tak tragiczna. No, przez większość czasu nie było tak źle, przecież nikt jej nie podskakiwał, jednak czasem była zbyt miękka, zbyt wrażliwa. Myśli i przekonania zawsze trzymała dla siebie, bo wiedziała z czym to się jadło, gdy spora część twojego otoczenia to dzieci wychowane przez rodziców z mocnymi i niekoniecznie moralnie dobrymi przekonaniami. Dzięki temu, że kiedyś potrafiła mówić na głos zupełnie co innego niż to, co uważała w głębi duszy, udało jej się być całkiem lubianą. Przynajmniej wtedy, bo obecnie nie utrzymywała kontaktu prawie z nikim. Ale pamiętała, i to pamiętała bardzo dobrze, szczególnie tych, z którymi dzieliła najwięcej czasu pozalekcyjnego.
– Samo to, że ściągnąłeś mnie na ziemię dużo znaczy – powiedziała, albo raczej wymamrotała, zamykając oczy, z których wciąż miała wrażenie, że ciekły łzy. Musiała być jednak dzielna, twarda. Przecież obity lub złamany nos to był pikuś w porównaniu do comiesięcznego bólu z którym się mierzyła od dwóch lat. Radziłą sobie podczas pełni, to i teraz musiała dać radę.
Gdy zauważyła, że zaklęcie Atreusa nie wyszło, sięgnęła do kieszeni fartucha, w której wcześniej miała kilka fiolek z eliksirami. Ta była jednak pusta. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że przecież ostatni eliksir, który wzięła ze sobą z wózeczka, dała kobiecie ze złamaniem. Cicho westchnęła, niezbyt głęboko i zerknęła w stronę wózka stojącego bliżej końca korytarza.Mogła poprosić Atreusa o rzucenie zaklęcia, mogła też obserować jak jej ten eliksir przyniesie, ale uważała, że i tak już wiele dla niej zrobił. Dlatego też wyciągnęła szybkim ruchem różdżkę i wycelowała w wózek, wypowiadając zaklęcie przywołujące i nazwę przedmiotu, eliksir uśmierzający ból. Potencjalnym złamaniem nosa zajmie się, gdy któryś z uzdrowicieli stwierdzi, że nos jest faktycznie, w rzeczy samej, złamany.
// translokacja ◉◉◉○○ accio eliksir przeciwbólowy
Mimo tego, że jej słowa wyszły trochę niewyraźne, odpowiednia fiolka z eliksirem powoli uniosła się w powietrze i przyleciała prosto w jej wyciągniętą rękę. Po drodze kilka razy prawie wpadła w przechodzących po korytarzy czarodziejów, kilka razy prawie się rozbiła, upadając na ziemię, dlatego też Sabrina poczuła ulgę gdy fiolka znalazła się już w jej ręce. Szybko ją odetkała i przyłożyła do ust, następnie przechyliła ją i wypiła. Praktycznie momentalnie poczuła ulgę nie tylko na duchu, ale też i na ciele. Konkretnie, na twarzy. Odetchnęła głęboko, bo choć wciąż nie mogła oddychać przez nos, nie czuła już tego straszliwego pulsowania.
– Jest lepiej – powiedziała, chyba bardziej po to, aby uspokoić siebie niż jego. – Tobie nic nie jest, Atreusie? Nie potrzebujesz żadnego eliksiru, nie masz żadnych obrażeń? – zapytała, może trochę naiwnie, ale musiała sie upewnić. To była szalona noc i wiele osób potrzebowało pomocy, znacznie większej niż tej, której potrzebowała ona sama.
– Samo to, że ściągnąłeś mnie na ziemię dużo znaczy – powiedziała, albo raczej wymamrotała, zamykając oczy, z których wciąż miała wrażenie, że ciekły łzy. Musiała być jednak dzielna, twarda. Przecież obity lub złamany nos to był pikuś w porównaniu do comiesięcznego bólu z którym się mierzyła od dwóch lat. Radziłą sobie podczas pełni, to i teraz musiała dać radę.
Gdy zauważyła, że zaklęcie Atreusa nie wyszło, sięgnęła do kieszeni fartucha, w której wcześniej miała kilka fiolek z eliksirami. Ta była jednak pusta. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że przecież ostatni eliksir, który wzięła ze sobą z wózeczka, dała kobiecie ze złamaniem. Cicho westchnęła, niezbyt głęboko i zerknęła w stronę wózka stojącego bliżej końca korytarza.Mogła poprosić Atreusa o rzucenie zaklęcia, mogła też obserować jak jej ten eliksir przyniesie, ale uważała, że i tak już wiele dla niej zrobił. Dlatego też wyciągnęła szybkim ruchem różdżkę i wycelowała w wózek, wypowiadając zaklęcie przywołujące i nazwę przedmiotu, eliksir uśmierzający ból. Potencjalnym złamaniem nosa zajmie się, gdy któryś z uzdrowicieli stwierdzi, że nos jest faktycznie, w rzeczy samej, złamany.
// translokacja ◉◉◉○○ accio eliksir przeciwbólowy
Rzut Z 1d100 - 37
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Mimo tego, że jej słowa wyszły trochę niewyraźne, odpowiednia fiolka z eliksirem powoli uniosła się w powietrze i przyleciała prosto w jej wyciągniętą rękę. Po drodze kilka razy prawie wpadła w przechodzących po korytarzy czarodziejów, kilka razy prawie się rozbiła, upadając na ziemię, dlatego też Sabrina poczuła ulgę gdy fiolka znalazła się już w jej ręce. Szybko ją odetkała i przyłożyła do ust, następnie przechyliła ją i wypiła. Praktycznie momentalnie poczuła ulgę nie tylko na duchu, ale też i na ciele. Konkretnie, na twarzy. Odetchnęła głęboko, bo choć wciąż nie mogła oddychać przez nos, nie czuła już tego straszliwego pulsowania.
– Jest lepiej – powiedziała, chyba bardziej po to, aby uspokoić siebie niż jego. – Tobie nic nie jest, Atreusie? Nie potrzebujesz żadnego eliksiru, nie masz żadnych obrażeń? – zapytała, może trochę naiwnie, ale musiała sie upewnić. To była szalona noc i wiele osób potrzebowało pomocy, znacznie większej niż tej, której potrzebowała ona sama.