07.10.2026, 17:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 18:00 przez Bran Krwiopijca.)
Ależ oczywiście, że poprosił panią Lovegood o herbatniczki i kawę. W innych okolicznościach papieros tkwiłby w kąciku jego ust, a pomiędzy jednym zdaniem a drugim znalazłoby się jeszcze miejsce na ciastka. Niestety, ledwie przekroczył próg lecznicy, zwrócono mu uwagę na ten drobny, lecz dla uzdrowicieli niezwykle istotny szczegół. Co jak co, ale uzdrowicieli Julian szanował! Tym bardziej że jego ukochana, mimo że sama nie parała się medycyną, pracowała w Świętym Mungu. Nasłuchał się o tym miejscu dostatecznie wiele.
Westchnął ciężko. Przed nimi rozpościerało się coś, co przy odrobinie dobrej woli można było nazwać dokumentacją. Aż przypomniały mu się teczki, które piętrzyły się jego biurku kiedyś w stosach tak wysokich, że ich szczyty znikały w cieniu lampy. Nie mógł niczego wyrzucać, więc już dawno pogodził się z losem i przerzucał kolejne teczki brygadzistom.
A tego dnia… przynajmniej miał kiciulę obok siebie. Proszę, proszę… pan sędzia. Ile to już wiosen? Ależ oni szybko dorastają!
Musieli jednak wrócić do początku. Julian ostrożnie sięgnął po kartę przyjęcia. Następnie odnalazł dokumentację związaną z wywiadem. Przekładał kolejne strony, coraz bardziej przekonany, że odpowiedź musiała znajdować się gdzieś tutaj. Być może nawet tuż pod jego nosem.
— Mugole nazywają to sekciarstwem — mruknął. Zerknął na piętrzące się przed nim akta. Nie interesowało go szczególnie, czy mężczyzna był szalony. Interesowało go, co robił ze swoim szaleństwem. — Jedno nie wyklucza drugiego. Człowiek może być chory i jednocześnie użyteczny dla kogoś, kto wie, jak tę chorobę wykorzystać, ale jeżeli Vol… — urwał. — No ten typ rzeczywiście dobiera ludzi podatnych na wpływy, to nie szukałbym u nich lojalności — dodał. Szukałby potrzeby. Potrzeby bycia kimś ważnym. Potrzeby przynależności. Strachu. Gniewu. Czegokolwiek, co można człowiekowi podsunąć w akcie dobroci. — Ten cały Dante. Ketteridge jest bardzo stanowczy, że go nie znajdziemy. To może być zwykła przechwałka, ale jeśli przez cały pobyt opowiada o rzeczach, które nie miały miejsca, a akurat w tej jednej kwestii zachowuje ostrożność…
!Strach przed imieniem
Rzut na percepcję, trzy kropki, czy znajdę coś w karcie i wywiadzie
Westchnął ciężko. Przed nimi rozpościerało się coś, co przy odrobinie dobrej woli można było nazwać dokumentacją. Aż przypomniały mu się teczki, które piętrzyły się jego biurku kiedyś w stosach tak wysokich, że ich szczyty znikały w cieniu lampy. Nie mógł niczego wyrzucać, więc już dawno pogodził się z losem i przerzucał kolejne teczki brygadzistom.
A tego dnia… przynajmniej miał kiciulę obok siebie. Proszę, proszę… pan sędzia. Ile to już wiosen? Ależ oni szybko dorastają!
Musieli jednak wrócić do początku. Julian ostrożnie sięgnął po kartę przyjęcia. Następnie odnalazł dokumentację związaną z wywiadem. Przekładał kolejne strony, coraz bardziej przekonany, że odpowiedź musiała znajdować się gdzieś tutaj. Być może nawet tuż pod jego nosem.
— Mugole nazywają to sekciarstwem — mruknął. Zerknął na piętrzące się przed nim akta. Nie interesowało go szczególnie, czy mężczyzna był szalony. Interesowało go, co robił ze swoim szaleństwem. — Jedno nie wyklucza drugiego. Człowiek może być chory i jednocześnie użyteczny dla kogoś, kto wie, jak tę chorobę wykorzystać, ale jeżeli Vol… — urwał. — No ten typ rzeczywiście dobiera ludzi podatnych na wpływy, to nie szukałbym u nich lojalności — dodał. Szukałby potrzeby. Potrzeby bycia kimś ważnym. Potrzeby przynależności. Strachu. Gniewu. Czegokolwiek, co można człowiekowi podsunąć w akcie dobroci. — Ten cały Dante. Ketteridge jest bardzo stanowczy, że go nie znajdziemy. To może być zwykła przechwałka, ale jeśli przez cały pobyt opowiada o rzeczach, które nie miały miejsca, a akurat w tej jednej kwestii zachowuje ostrożność…
!Strach przed imieniem
Rzut na percepcję, trzy kropki, czy znajdę coś w karcie i wywiadzie
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
adnotacja moderatora
Poprawiłam tu rzut, bo rzuciłaś z Nędznego, a przecież masz Zadowalający! @Julián Bletchley
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings