07.10.2026, 21:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 21:43 przez Bran Krwiopijca.)
To, co wypowiedź Victorii wywołała na twarzy pani Lupin, nie było pełnym uśmiechem, ale twarz kobiety przybrała nieco łagodniejszy, wyrozumialszy wyraz.
— Jeśli odziedziczyła pani talenty po rodzinie, nie dziwię się wcale, że babcia panią próbowała tutaj skierować. Ale i auror to zawód z powołania. Sądzę, że Dorinda wciąż ma powody czuć dumę.
Choć Diotima nie wchodziła zbyt głęboko w tematy osobiste i odpowiedź była grzecznościowa raczej niż poufała, to usłyszenie o szanowanych w szpitalu nazwiskach zaskarbiło Victorii przychylność kierowniczki krematorium.
— Głowa. — Drgnęły subtelnie mięśnie wokół oczu Lupinowej, gdy próbowała skojarzyć, o co może chodzić. Potwierdzało się przypuszczenie, że w Świętym Mungu nie miano pojęcia o tym, z jak dużą sprawą wiążą się te szczątki. — Tak, mamy ją — odpowiedziała po chwili, skojarzywszy temat. — Z naszej strony czas nie jest problemem. Od razu wystosuję notatkę i nikt głowy nie tknie do momentu wyjaśnienia sprawy, bez obaw. Proszę za mną.
Kobieta udała się do swojego biura. W tym pomieszczeniu nie przyjmowano raczej klientów, o czym świadczył fakt, że na jednej ze ścian w wysokich, otwartych szafach stały całe tomiszcza dokumentacji. Na biurku kierowniczki parowała świeża aromatyczna kawa, a tuż obok filiżanki stały zdjęcia Diotimy z rodziną. Na ścianie naprzeciw biurka znajdował się kominek.
Zgodnie ze swoją deklaracją Diotima Lupin zapisała na karteczce zwięzłą notatkę, a następnie stuknięciem różdżki złożyła ją w papierowego ptaka, który pomknął w głąb krematorium. Wyglądąło na to, że czarownica traktuje sprawę bardzo poważnie i jest jak najbardziej chętna do współpracy z Biurem Aurorów.
— Rozumiem, że nie zdążyliście załatwić nakazu? — Lupinowa wzięła się pod boki. — Nie szkodzi. Moody jest w biurze? Połączymy się z Ministerstwem i szybko zweryfikujemy temat.
Diotima podeszła do kominka i sięgnęła po woreczek z proszkiem Fiuu, aby spróbować podjąć rozmowę przez sieć. Rozwiązawszy troczki, wypowiedziała pod nosem nieme przekleństwo. Woreczek był pusty. Czarownica odwróciła się w stronę drzwi, jakby oceniała, ile korytarzy i drzwi będzie musiała pokonać, aby pożyczyć od kogoś w szpitalu proszek. Później znów spojrzała na was.
— Jak bardzo pilnie potrzebujecie zobaczyć tę głowę? — zapytała kontrolnie, wyraźnie wciąż ważąc w głowie za i przeciw.
Jej spojrzenie skupiło się na Victorii.
— Jeśli odziedziczyła pani talenty po rodzinie, nie dziwię się wcale, że babcia panią próbowała tutaj skierować. Ale i auror to zawód z powołania. Sądzę, że Dorinda wciąż ma powody czuć dumę.
Choć Diotima nie wchodziła zbyt głęboko w tematy osobiste i odpowiedź była grzecznościowa raczej niż poufała, to usłyszenie o szanowanych w szpitalu nazwiskach zaskarbiło Victorii przychylność kierowniczki krematorium.
— Głowa. — Drgnęły subtelnie mięśnie wokół oczu Lupinowej, gdy próbowała skojarzyć, o co może chodzić. Potwierdzało się przypuszczenie, że w Świętym Mungu nie miano pojęcia o tym, z jak dużą sprawą wiążą się te szczątki. — Tak, mamy ją — odpowiedziała po chwili, skojarzywszy temat. — Z naszej strony czas nie jest problemem. Od razu wystosuję notatkę i nikt głowy nie tknie do momentu wyjaśnienia sprawy, bez obaw. Proszę za mną.
Kobieta udała się do swojego biura. W tym pomieszczeniu nie przyjmowano raczej klientów, o czym świadczył fakt, że na jednej ze ścian w wysokich, otwartych szafach stały całe tomiszcza dokumentacji. Na biurku kierowniczki parowała świeża aromatyczna kawa, a tuż obok filiżanki stały zdjęcia Diotimy z rodziną. Na ścianie naprzeciw biurka znajdował się kominek.
Zgodnie ze swoją deklaracją Diotima Lupin zapisała na karteczce zwięzłą notatkę, a następnie stuknięciem różdżki złożyła ją w papierowego ptaka, który pomknął w głąb krematorium. Wyglądąło na to, że czarownica traktuje sprawę bardzo poważnie i jest jak najbardziej chętna do współpracy z Biurem Aurorów.
— Rozumiem, że nie zdążyliście załatwić nakazu? — Lupinowa wzięła się pod boki. — Nie szkodzi. Moody jest w biurze? Połączymy się z Ministerstwem i szybko zweryfikujemy temat.
Diotima podeszła do kominka i sięgnęła po woreczek z proszkiem Fiuu, aby spróbować podjąć rozmowę przez sieć. Rozwiązawszy troczki, wypowiedziała pod nosem nieme przekleństwo. Woreczek był pusty. Czarownica odwróciła się w stronę drzwi, jakby oceniała, ile korytarzy i drzwi będzie musiała pokonać, aby pożyczyć od kogoś w szpitalu proszek. Później znów spojrzała na was.
— Jak bardzo pilnie potrzebujecie zobaczyć tę głowę? — zapytała kontrolnie, wyraźnie wciąż ważąc w głowie za i przeciw.
Jej spojrzenie skupiło się na Victorii.
Ze względu na opisaną relację z dyrektorką św. Munga Victoria wzbudza w tym miejscu zaufanie i może dodać do swojego rzutu bonus +5.