• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue

[07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
07.10.2026, 22:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 22:07 przez Benjy Fenwick.)  
Nigdy nie wątpiłem w to, że Prudence potrafiła być naprawdę subtelna, kiedy chciała, ale w moim przypadku najwyraźniej wszelkie próby dyskrecji uważała za stratę czasu, co było wnioskiem tak samo prawdziwym, jak i odwzajemnionym. Nie zamierzałem jej oczywiście ułatwiać zadania, skoro już znaleźliśmy się na cudzym weselu, udawaliśmy zakochaną parę i najwyraźniej oboje postanowiliśmy potraktować tę absurdalną sytuację jak kolejną rundę naszej odwiecznej wojny. Prawda była taka, że całkiem lubiłem tę naszą głupią rywalizację, lubiłem ją znacznie bardziej, niż kiedykolwiek zamierzałem przyznać, bo z większością ludzi można było śmiertelnie pokłócić się raz, dwa razy, góra trzy, no, co najwyżej kilka razy w odstępie paru miesięcy, a potem albo dochodziło się do porozumienia, albo przestawało się do siebie odzywać, natomiast panna Bletchley była jednym z niewielu ludzi, którzy nie przyjmowali moich zaczepnych uwag bez odpowiedzi. Większość albo się obrażała, albo próbowała mnie ignorować, albo, co najgorsze, śmiała się z moich żartów, kiedy wcale nie chciałem być zabawny, ona natomiast zawsze oddawała - czasami nawet celniej, niżbym sobie tego życzył - była więc przeciwnikiem idealnym, zdecydowanie godnym mojego czasu, chociaż nigdy nie zamierzałem powiedzieć tego wprost, bo równie dobrze mógłbym wręczyć jej medal za wybitne osiągnięcia w doprowadzaniu mnie do szału.
Spojrzałem na trzymany przez siebie kieliszek, potem na nią, jakbym właśnie został poproszony o rozwiązanie niezwykle skomplikowanego problemu matematycznego, po czym wzruszyłem ramionami.
-Nie wiem. - Zrobiłem krótką pauzę. - To zależy, ile tego mają. - Oczywiście była to kompletna bzdura, ale skoro już zaczęliśmy tę farsę, uznałem, że konsekwencja musiała być ważniejsza od rozsądku. Prawda była taka, że nie miałem najmniejszego zamiaru doprowadzać się do stanu, w którym potrzebowałbym pomocy, szczególnie od niej, ponieważ zbyt dobrze znałem niewypowiedziane zasady naszego obecnego sojuszu, jak i samo moje kochanie, żeby dawać jej taką broń. Nie zamierzałem również, oczywiście, mówić jej, że ta zgoda oznaczała dla mnie coś więcej niż darmową kolację i możliwość dalszego drażnienia jej przez kilka godzin, ani że było w tym coś absurdalnie przyjemnego, bo mimo całej swojej niechęci jednak została, a mogła przecież spróbować wymknąć się przy pierwszej okazji, mogła powiedzieć prawdę, mogła urządzić mi scenę albo po prostu odejść, zostawiając mnie samemu sobie wśród ludzi, których znałem od mniej więcej kwadransa. Nie zrobiła tego i chociaż nigdy nie przyznałbym także tego, trochę mnie to ucieszyło - nie dlatego, że potrzebowałem jej towarzystwa, rzecz jasna, po prostu perspektywa spędzenia kilku kolejnych godzin na obserwowaniu, jak próbowała przetrwać wesele, które z pewnością uważała za katastrofę, wydawała mi się zdecydowanie zbyt zabawna, żeby z niej rezygnować - a kiedy wspomniała o torcie, odruchowo ochoczo skierowałem wzrok w stronę stołu, przy którym ustawiono kilka półmisków z deserami.
- No właśnie. - Przyjrzałem się im z większym zainteresowaniem. - To też argument. - Mój wzrok przesunął się po dekoracjach, paterach, owocach i kremach, zatrzymałem się na moment na wysokim, piętrowym cieście stojącym nieco dalej, ale szybko doszedłem do wniosku, że nie było ono wspomnianym tortem. - Pytanie tylko, jaki. - Liczyłem na coś przyzwoitego, najlepiej czekoladowego albo przynajmniej kremowego, bo jeśli po całym tym zamieszaniu miałem jeszcze spędzić tutaj pół nocy, chciałem dostać za to stosowną nagrodę, tort z sezonowymi owocami byłby jednak ciosem wymierzonym w moje poczucie sprawiedliwości i nie zamierzałem nawet brać pod uwagę takiego scenariusza - oczywiście nie powiedziałem tego Prue… Dacii - nie zamierzałem dawać jej kolejnej rzeczy, którą mogłaby wykorzystać przeciwko mnie.
Ponownie spojrzałem na salę, próbując zorientować się w czasie, chociaż zegar wiszący przy wejściu był zasłonięty przez dekoracje, a na ścianie nie wisiała żadna rozpiska ani plan wieczoru.
- Nie mam pojęcia. - Przyznałem z rozbrajającą szczerością, po czym rozejrzałem się po tłumie. - Ale mogę się dowiedzieć. - To mówiąc, złapałem za ramię przechodzącego obok czarodzieja, który wyglądał, jakby znał harmonogram całego wesela, chociaż równie dobrze mógł być po prostu człowiekiem, który kręcił się bez celu z kieliszkiem w dłoni, jak my, wyłącznie sprawiając wrażenie i tak naprawdę niewiele już ogarniając. - Przepraszam, przyjacielu, o której oczepiny? - Proste? Proste. Przynajmniej w teorii, gdyż mężczyzna odpowiedział mi coś, czego w hałasie nie zrozumiałem nawet w połowie, ale pokiwałem głową, aby nie wdawać się z nim w niepotrzebne przekrzykiwanki. - Świetnie. Dzięki, kolego. Czyli mamy plan. - Kiedy odszedł, spojrzałem na Prue-Dacię… „Prudację? Prudencję, kurwa mać, nawet tu musi wszystko zepsuć”. - Powiedział coś o północy. Albo o pół godzinie. W każdym razie na pewno chodziło o godzinę. Jakąś. - Wzruszyłem ramionami, założywszy, iż mieliśmy się tego dowiedzieć w odpowiednim czasie, co było integralną częścią całego przeżycia.
„Jeśli myślisz, że będę się tutaj nie wiadomo jak z tobą alkoholizować…” - spojrzałem na nią z absurdalnie niewinnym wyrazem twarzy.
- Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem. - Odczekałem chwilę. - Pomyślałem, ale to co innego. - Uśmiechnąłem się, kiedy dokończyła, że się mylę. - Oczywiście. Ty jesteś rozsądna i zachowawcza, ja jestem problemem, blablabla.. Znamy ten układ. - Przechyliłem puste szkło w jej stronę i wskazałem na jej kieliszek. - A jednak to ty wypiłaś swój pierwszy jak eliksir leczniczy. Ja tylko próbuję dotrzymać ci kroku. - Uśmiechnąłem się bezczelnie, wcale nie reagując niepokojem na groźbę wstrzymania się z wyrazami wdzięczności, wręcz przeciwnie, przez chwilę przyglądałem jej się z rozbawieniem, po czym nachyliłem się odrobinę bliżej. Najlepsze zemsty wymagały przygotowania na zimno, szczególnie te, które miały być wymierzone we mnie, bo nie tolerowałem niedbałości w tej dziedzinie.
- Spoko. Nie chciałbym przegapić tortu tylko dlatego, że obraziłem cię piętnaście razy w ciągu pierwszych dwudziestu minut. - Stwierdziłem lakonicznie, całkiem zadowolony z siebie, nawet jeśli wiedziałem, że człowiek, który sam prosił się o zemstę, nie powinien następnie tak beztrosko dawać przeciwnikowi czasu na jej zaplanowanie.
Przez chwilę patrzyłem na nią bez słowa, gdy dotarło do mnie, co powiedziała chwilę później, ponieważ chyba nie spodziewałem się, że rzeczywiście się zgodzi - spodziewałem się kolejnej wymiany zdań, może próby znalezienia wymówki, może nawet demonstracyjnego odejścia, które musiałbym zatrzymać wyłącznie po to, żeby nie zostawić jej samej wśród tych ludzi, tymczasem stała obok mnie, najwyraźniej pogodzona z tym, że przez najbliższe kilka godzin będzie musiała znosić moje towarzystwo.
- Wiedziałem, że się dogadamy. - Oczywiście, kłamałem, ale nie zastanawiając się długo, wyciągnąłem do niej rękę, jakbym właśnie zawierał z nią oficjalną umowę. - Umowa stoi. Do oczepin. - Spojrzałem na nią z rozbawieniem. - Potem odzyskujemy pełną swobodę. - Dodałem, chociaż wcale nie zamierzałem jakiejkolwiek tracić. Miałem już na końcu języka coś o tym, że młoda para mogła być dumna, że ich wielki dzień przyczynił się do zbudowania tak pięknej więzi, ale uznałem, że nawet jak na mnie byłoby to przesadą, zamiast tego rozejrzałem się po sali. - Okeeej. Najpierw tort. Potem oczepiny. Później możemy zacząć się zastanawiać, czy wypada wynieść coś na pamiątkę. -  Spojrzałem na nią z udawaną powagą. - Nie patrz tak. Mam na myśli kawałek ciasta. Na przykład dla Eliasa. - Nie mogła mi zarzucić, że nie myślałem perspektywicznie i z pewnością ją to wkurwiało.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12805), Prudence Fenwick (6004)




Wiadomości w tym wątku
[07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.09.2026, 22:02
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 13.09.2026, 22:06
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.09.2026, 00:12
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 14.09.2026, 21:22
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 15.09.2026, 00:25
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 06.10.2026, 18:18
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.10.2026, 21:50
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.10.2026, 19:51
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.10.2026, 22:06
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.10.2026, 17:04
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.10.2026, 18:03
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.10.2026, 19:55
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 09.10.2026, 12:09
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.10.2026, 20:20
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.10.2026, 15:49
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.10.2026, 21:23
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.10.2026, 16:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa