– Chyba mam pewne pojęcie… – powiedziała i upiła jeszcze trochę kawy. – Dużo wody, trochę koloru i mało smaku – skwitowała, ale nie mówiła o tej kawie, która piła teraz, tylko o tej potencjalnej z Ministerstwa. – Tak, żeby trzeba było wypić jej dużo, żeby poczuć cokolwiek – uśmiechnęła się lekko zaczepnie do Brenny. – Tak, coś w tym rodzaju. To znaczy… nie wiem, czy uważali to za coś absolutnie normalnego, pewnie nie do końca, ale obecnie stan naszej wiedzy pozwala podważać takie rzeczy, mamy też więcej narzędzi by badać różne dziwne zjawiska i anomalie, a kiedyś… po prostu przyjmowano to jako coś, co ma miejsce. I przypisywano temu różne mistyczne cechy – i to nie tak, że Guinevere obecnie by ich nie przypisała, ale podejście obecnie było zupełnie inne: ludzie wiedzieli, że to nie jest normalne. Że to coś wartego zanotowana i przynajmniej niektórzy chcieli to zjawisko zrozumieć i wyjaśnić. – Trudno mi powiedzieć, jak często takie zjawiska występowały, bo to, na co się natknęłam to jedynie wzmianki, że to miało miejsce. Nikt się nie zastanawiał ani dlaczego, ani jak, ani kiedy… po prostu było – wolała to wyjaśnić dokładniej, żeby nie było niepotrzebnego nieporozumienia, bo nie chciała szerzyć dezinformacji. – A co to ma wspólnego z Voldemortem? – zapytała uprzejmie, bo nie była pewna w którym momencie w tym równaniu pojawił się ten czarnoksiężnik. To znaczy pojawił się teraz, ale Ginny nie miała za dużej wiedzy o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Anglii. – To znaczy oprócz tego, że słońce i księżyc było widoczne jednocześnie w maju? – a to faktycznie było po ataku Voldemorta i po wzmiankach, że jacyś ludzie znaleźli się w Limbo, ale to nie była w żadnym wypadku jej dziedzina specjalizacji, ani nie była do końca pewna czy należy to łączyć z Voldemortem.
– Przychodzi mi też do głowy, że taki artefakt mógłby paść łupem jakiegoś handlarza i być chętnie odsprzedany na czarnym rynku – dodała, zerkając do góry nogami na notatki Brenny, zastanawiając się, czy przypadkiem nie rzuci jej tutaj za dużo na raz i czy starczy jej miejsca na te wszystkie rzeczy i czy się w tym nie pogubi.
A potem lekko uniosła jedną brew, a na jej ustach widać było cały czas jakiś czający się uśmieszek. – A czy przypadkiem nie pracujesz w ministerstwie? – tak jej się przynajmniej wydawało, chociaż mogła się mylić. Więc czy gdyby było coś, czego nie chciałaby zgłosić ministerstwu… to czy pójście z tym do Brenny trochę by tym jednak nie było? Czy to znowu był jakiś test? Jak to dziwne spotkanie z Jonathanrm i Anthonym, co do którego w ogóle nie wiedziała że będzie w trzy osoby i przez moment już myślała, że ma jakiś bajzel w papierach (chociaż wiedziała, że nie ma, bo tego dopilnowała).