08.10.2026, 16:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2026, 16:38 przez Sebastian Macmillan.)
Sebastian wiedział, że jego propozycja nie zostanie przyjęta szczególnie ciepło przez członków ekspedycji Ministerstwa Magii. Widział to w ich oczach. Każda z obecnych tu osób wydawała się mieć w zanadrzu jakiś ambitny plan względem Polany Ognisk i stacjonującego obecnie w jej centrum przeklętego dębu. I gdyby tylko zyskali wystarczająco głośny poklask, z radością wprowadziliby go w życie.
Być może najbardziej zaskakujące w tym wszystko było to, że w ogóle byli skłonni go wysłuchać. Biorąc pod uwagę pasję z jaką wypowiadali się na temat tego, co też mogliby osiągnąć, gdyby odpowiednio wykorzystali magię drzewa, to mogli przecież kompletnie go zignorować. Z jakiegoś powodu kazało to Macmillanowi myśleć, że na jakimś poziomie podświadomości nawet oni czuli obawy względem teorii, jakie chcieli wdrożyć w życie na tych ziemiach.
Wysłuchali go, ale czy posłuchali? Czy powstrzymał ich plany? Być może udało mu się zasiać w ich głowach nowe wątpliwości, co opóźni wydanie ostatecznej decyzji. Odsunie wyrok w czasie. Nie było to rozwiązanie idealne, ale chyba nie mógł prosić o więcej. W końcu był tylko jednym kapłanem. Miał posłuch, dzięki renomie pełnionego zawodu i powiązaniom z kowenem, ale daleko mu było do polityka czy znanej osobistości, która mogła sobie owinąć ich wszystkich wokół małego palca.
— Bramy kowenu są otwarte dla każdego, pani Palmer — odparł Sebastian, nim oddał głos reszcie mówców. — Nawet najtęższe umysły naszych czasów mają prawo szukać pociechy płynącej z nauk Matki. Mogę mieć tylko nadzieję, że płynąca z nich przestroga nie zostanie przez was zapomniana.
Jedna osoba na pewno o niej nie zapomni, pomyślał przelotnie. Jeśli była w tym towarzystwie jedna osoba, której motywacjom ufał to była to właśnie panna Aberoth. Może ze względu na jej uduchowione usposobienie? Przez to, że to właśnie ona sprowadziła go do obozu badaczy? A może ze względu na to, że jak dotąd zachowywała się najrozsądniej z całego zespołu i po prostu słuchała, gdy ludzie przerzucali się swoimi opiniami i śmiałymi planami? Głęboko jednak wierzył, że świadczyło to o jej rzeczowym podejściu do sprawy.
Kapłan wrócił na swoje miejsce. Przez resztę spotkania nikt już nie próbował wywołać go do tablicy. Być może przez to, że dość dobrze odgadli, że nie ma zbyt wiele wspólnego z magicznymi naukami przyrodniczymi, toteż nie mógł wnieść zbyt wiele do dyskusji. Sebastian ograniczył się więc do słuchania kolejnych mówców, chociaż żaden z podniesionych tematów nie wydał mu się aż tak istotny jak kwestia losu przeklętego dębu.
— Chyba już widziałem wystarczająco, panno Aberoth — stwierdził, pozwalając się wyprowadzić na zewnątrz i następnie poprowadzić w stronę granicy polany z otaczającym ją lasem. — Mam nadzieję, że Matka dopomoże nam wszystkim w nadchodzących tygodniach. Tegoroczne Samhain może okazać się dużo bardziej nerwowe niż zakładałem.
Do tej pory wydawało mu się, że jedynie kwestia Zimnych może wypłynąć ponownie na wierzch z uwagi na bliźniacze powiązanie między Beltane a Świętem Duchów, jednak teraz… Teraz okazywało się, że doszła do tego banda aroganckich badaczy z Ministerstwa Magii i bezbożny dąb, który pasował do Polany Ognisk jak pięść do nosa. Mężczyzna westchnął ciężko, a kiedy przyszła pora na pożegnanie się z Caroline, życzył jej cierpliwości i wytrwałości, nim udał się w kierunku Doliny Godryka.
@Eutierria
Być może najbardziej zaskakujące w tym wszystko było to, że w ogóle byli skłonni go wysłuchać. Biorąc pod uwagę pasję z jaką wypowiadali się na temat tego, co też mogliby osiągnąć, gdyby odpowiednio wykorzystali magię drzewa, to mogli przecież kompletnie go zignorować. Z jakiegoś powodu kazało to Macmillanowi myśleć, że na jakimś poziomie podświadomości nawet oni czuli obawy względem teorii, jakie chcieli wdrożyć w życie na tych ziemiach.
Wysłuchali go, ale czy posłuchali? Czy powstrzymał ich plany? Być może udało mu się zasiać w ich głowach nowe wątpliwości, co opóźni wydanie ostatecznej decyzji. Odsunie wyrok w czasie. Nie było to rozwiązanie idealne, ale chyba nie mógł prosić o więcej. W końcu był tylko jednym kapłanem. Miał posłuch, dzięki renomie pełnionego zawodu i powiązaniom z kowenem, ale daleko mu było do polityka czy znanej osobistości, która mogła sobie owinąć ich wszystkich wokół małego palca.
— Bramy kowenu są otwarte dla każdego, pani Palmer — odparł Sebastian, nim oddał głos reszcie mówców. — Nawet najtęższe umysły naszych czasów mają prawo szukać pociechy płynącej z nauk Matki. Mogę mieć tylko nadzieję, że płynąca z nich przestroga nie zostanie przez was zapomniana.
Jedna osoba na pewno o niej nie zapomni, pomyślał przelotnie. Jeśli była w tym towarzystwie jedna osoba, której motywacjom ufał to była to właśnie panna Aberoth. Może ze względu na jej uduchowione usposobienie? Przez to, że to właśnie ona sprowadziła go do obozu badaczy? A może ze względu na to, że jak dotąd zachowywała się najrozsądniej z całego zespołu i po prostu słuchała, gdy ludzie przerzucali się swoimi opiniami i śmiałymi planami? Głęboko jednak wierzył, że świadczyło to o jej rzeczowym podejściu do sprawy.
Kapłan wrócił na swoje miejsce. Przez resztę spotkania nikt już nie próbował wywołać go do tablicy. Być może przez to, że dość dobrze odgadli, że nie ma zbyt wiele wspólnego z magicznymi naukami przyrodniczymi, toteż nie mógł wnieść zbyt wiele do dyskusji. Sebastian ograniczył się więc do słuchania kolejnych mówców, chociaż żaden z podniesionych tematów nie wydał mu się aż tak istotny jak kwestia losu przeklętego dębu.
— Chyba już widziałem wystarczająco, panno Aberoth — stwierdził, pozwalając się wyprowadzić na zewnątrz i następnie poprowadzić w stronę granicy polany z otaczającym ją lasem. — Mam nadzieję, że Matka dopomoże nam wszystkim w nadchodzących tygodniach. Tegoroczne Samhain może okazać się dużo bardziej nerwowe niż zakładałem.
Do tej pory wydawało mu się, że jedynie kwestia Zimnych może wypłynąć ponownie na wierzch z uwagi na bliźniacze powiązanie między Beltane a Świętem Duchów, jednak teraz… Teraz okazywało się, że doszła do tego banda aroganckich badaczy z Ministerstwa Magii i bezbożny dąb, który pasował do Polany Ognisk jak pięść do nosa. Mężczyzna westchnął ciężko, a kiedy przyszła pora na pożegnanie się z Caroline, życzył jej cierpliwości i wytrwałości, nim udał się w kierunku Doliny Godryka.
@Eutierria
Koniec sesji