25.10.2022, 19:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2022, 19:52 przez Theseus Fletcher.)
Można, nie można… nie wiedział. A może tak już było? I to była rzecz całkowicie w porządku? Nie mógł dojść ze sobą do porządku w tej konkretnej sprawie. Może poukładał to sobie dużo później? Może w dorosłym życiu nadal miał problemy z zaakceptowaniem tego typu rzeczy społecznie umownych? To, jakim stał się człowiekiem było dopiero kształtowane, przez wydarzenia z młodości, przez napotkane po drodze osoby i znajomości.
- Nie wiem, może można? – zaczął, wziął haust powietrza w płuca. To był ten czas główkowania, w końcu z rumieńcem na ustach uśmiechnął się krzywo i uniósłszy jedną brew, tłumaczył dalej, co miał na myśli. – Bo jeśli „najlepszy” jest najlepszym, to nie ma już lepszego. A jeśli znajdziesz lepszego od najlepszego, to… co pomyśli ten poprzedni…? – wypluł z siebie, pod koniec stawiając znak zapytania… który również był pytajnikiem do samego siebie. Prawie się w tym mędrkowaniu zaplątał.
- Okej, możemy. – Pokiwał głową, nie do końca rozumiejąc co znaczy „możemy zacząć”. To w końcu co się zaczyna? Przyjaźń, ale to takie łatwe?
Podczas tej krótkiej rozmowy Brenna zdołała odciągnąć chłopaka od ponurych myśli o minionej kłótni ze Ślizgonem. I nie było szczególnie ważne to, że się zawstydził. Szybko o tym zapomniał, a różowe policzki już na dobre zostały dopisane w dzienniczku win tej matki natury i majowej pogody.
- Numerologia jest dziwna, co nie? – pociągnął temat. – Czemu się jej boisz? Coś ci się sprawdziło? – zapytał.
- A gra w Quiddicha? – zapytał, bo kojarzył kilku podobnych chłopaków, najczęściej z boiska. – Chyba go kojarzę, ale nie jestem pewien…
- Chyba… - zatrzymał się na chwilę, z kępką białych włosów ściśniętych w pięść. – Aragorn. – pokiwał głową sam do siebie. – A twoja?
- Nie wiem, może można? – zaczął, wziął haust powietrza w płuca. To był ten czas główkowania, w końcu z rumieńcem na ustach uśmiechnął się krzywo i uniósłszy jedną brew, tłumaczył dalej, co miał na myśli. – Bo jeśli „najlepszy” jest najlepszym, to nie ma już lepszego. A jeśli znajdziesz lepszego od najlepszego, to… co pomyśli ten poprzedni…? – wypluł z siebie, pod koniec stawiając znak zapytania… który również był pytajnikiem do samego siebie. Prawie się w tym mędrkowaniu zaplątał.
- Okej, możemy. – Pokiwał głową, nie do końca rozumiejąc co znaczy „możemy zacząć”. To w końcu co się zaczyna? Przyjaźń, ale to takie łatwe?
Podczas tej krótkiej rozmowy Brenna zdołała odciągnąć chłopaka od ponurych myśli o minionej kłótni ze Ślizgonem. I nie było szczególnie ważne to, że się zawstydził. Szybko o tym zapomniał, a różowe policzki już na dobre zostały dopisane w dzienniczku win tej matki natury i majowej pogody.
- Numerologia jest dziwna, co nie? – pociągnął temat. – Czemu się jej boisz? Coś ci się sprawdziło? – zapytał.
- A gra w Quiddicha? – zapytał, bo kojarzył kilku podobnych chłopaków, najczęściej z boiska. – Chyba go kojarzę, ale nie jestem pewien…
- Chyba… - zatrzymał się na chwilę, z kępką białych włosów ściśniętych w pięść. – Aragorn. – pokiwał głową sam do siebie. – A twoja?