09.10.2026, 13:00 ✶
Ulga była nieprzyjemnie mdląca, irytująco galaretowata w żołądku i kolanach, wciąż jeszcze pełna adrenaliny, z którą po przebudzeniu nie wiadomo było, co zrobić. Hannibal niechętnie odsunął się od przyjaciela. Był wdzięczny za pozostawione na jego ramionach dłonie, bo obawiqł się, że jego powoli powracające opanowanie nie przetrwałoby starcia z samotnością i wspomnieniem koszmaru wciąż świeżym pod powiekami.
Słowa Jessiego brzmiały tak, jakby rozumiał Hannibala-we-śnie. Jakby nie przerażało go…
Nie wiedział, co tamten Hannibal zrobił.
Echo snu cichło, jak na upodobania Hannibala, zbyt wolno. Opuszczone wzdłuż boków ręce drgnęły, jakby chciał z powrotem sięgnąć do przyjaciela. Zamiast tego przetarł twarz.
- Uhh, nic ci nie jest? - zapytał, tym razem całkiem prozaicznie mając na myśli jego obitą głowę. W ciemnym korytarzu nie sposób było ocenić, czy na czole chłopaka formuje się siniak.
Obiektywnie rzecz biorąc, sytuacja była zabawna i zapewne w świetle dnia będą się obaj z tego śmiali.
Prawdopodobnie.
Póki co, potrzebowali chwili normalności. Hannibal westchnął cierpiętniczo.
- To już drugi raz w tym tygodniu - burknął. Na dodatek sen był bardziej plastyczny, niż zwykle - A jest dopiero środa…
Musieliśmy przeżyć, Han…
Przechylił głowę. Końcówki włosów niemal połaskotały wierzch dłoni Jessiego.
- Dziwny zbieg okoliczności. Często ci się takie coś śni? - powiedział na głos to, nad czym obaj się zastanawiali. Zastanawiał się, jak Jasper funkcjonuje, jeżeli tak. On sam po prostu dbał o odcinające go od razu po przyłożeniu głowy do poduszki zmęczenie, odpowiednie towarzystwo, albo odpowiednią, znieczulającą dawkę alkoholu w żyłach.
Z drugiej strony, czy możliwe, żeby to nie był przypadek? Wcześniej, w mieszkaniu Henry'ego, Jessie zachowywał się dziwnie… Czy padł ofiarą jakiejś klątwy? Opętania? Obaj padli? Selwyn spojrzał na niego podejrzliwie.
Guzik widział w tej ciemności.
Możemy porozmawiać o tym w kuchni.
Nie chciał rozmawiać. Nie chciał przyznawać się do tego, co w swoim śnie pamiętał, czuł, chciał zrobić. Nie w kuchni, najchętniej nie w ogóle. Ale kiedy zerknął kątem oka przez ramię w głąb swojego pokoju…
Jeszcze bardziej nie chciał tam wracać, do pustego, rozgrzebanego łóżka, do kolejnych pokręconych wizji, którymi mogła go zaatakować podświadomość.
Tak naprawdę to chciałby, żeby Jessie został z nim do rana. Przez chwilę był nawet gotów poprosić, lecz ostatecznie tylko przytaknął z wahaniem.
- I tak nie zasnę teraz. Herbata brzmi dobrze - uśmiechnął się do niego blado - Chociaż po takiej pobudce przydałoby mi się coś mocniejszego.
Słowa Jessiego brzmiały tak, jakby rozumiał Hannibala-we-śnie. Jakby nie przerażało go…
("Ten jest mój!"
"Mam dla ciebie propozycję…")
"Mam dla ciebie propozycję…")
Nie wiedział, co tamten Hannibal zrobił.
Echo snu cichło, jak na upodobania Hannibala, zbyt wolno. Opuszczone wzdłuż boków ręce drgnęły, jakby chciał z powrotem sięgnąć do przyjaciela. Zamiast tego przetarł twarz.
- Uhh, nic ci nie jest? - zapytał, tym razem całkiem prozaicznie mając na myśli jego obitą głowę. W ciemnym korytarzu nie sposób było ocenić, czy na czole chłopaka formuje się siniak.
Obiektywnie rzecz biorąc, sytuacja była zabawna i zapewne w świetle dnia będą się obaj z tego śmiali.
Prawdopodobnie.
Póki co, potrzebowali chwili normalności. Hannibal westchnął cierpiętniczo.
- To już drugi raz w tym tygodniu - burknął. Na dodatek sen był bardziej plastyczny, niż zwykle - A jest dopiero środa…
Musieliśmy przeżyć, Han…
Przechylił głowę. Końcówki włosów niemal połaskotały wierzch dłoni Jessiego.
- Dziwny zbieg okoliczności. Często ci się takie coś śni? - powiedział na głos to, nad czym obaj się zastanawiali. Zastanawiał się, jak Jasper funkcjonuje, jeżeli tak. On sam po prostu dbał o odcinające go od razu po przyłożeniu głowy do poduszki zmęczenie, odpowiednie towarzystwo, albo odpowiednią, znieczulającą dawkę alkoholu w żyłach.
Z drugiej strony, czy możliwe, żeby to nie był przypadek? Wcześniej, w mieszkaniu Henry'ego, Jessie zachowywał się dziwnie… Czy padł ofiarą jakiejś klątwy? Opętania? Obaj padli? Selwyn spojrzał na niego podejrzliwie.
Guzik widział w tej ciemności.
Możemy porozmawiać o tym w kuchni.
Nie chciał rozmawiać. Nie chciał przyznawać się do tego, co w swoim śnie pamiętał, czuł, chciał zrobić. Nie w kuchni, najchętniej nie w ogóle. Ale kiedy zerknął kątem oka przez ramię w głąb swojego pokoju…
Jeszcze bardziej nie chciał tam wracać, do pustego, rozgrzebanego łóżka, do kolejnych pokręconych wizji, którymi mogła go zaatakować podświadomość.
Tak naprawdę to chciałby, żeby Jessie został z nim do rana. Przez chwilę był nawet gotów poprosić, lecz ostatecznie tylko przytaknął z wahaniem.
- I tak nie zasnę teraz. Herbata brzmi dobrze - uśmiechnął się do niego blado - Chociaż po takiej pobudce przydałoby mi się coś mocniejszego.
Koniec sesji