— Praca nigdy się nie kończy — westchnęła ciężko, słysząc na temat Sebastianowych przebojów z duchami. Wczoraj, dzisiaj… pewnie jutro też ktoś go zagoni do pracy, albo sam to zrobi, z dobroci serca. — Przepraszam, ale wydaje mi się, że to zwyczajna durnota. Przegnano, dobre sobie. Jakby nie można było zatrudnić kogoś, kto by je łapał, zamiast przepędzać z kąta w kąt. Wszyscy mieliby dzięki temu mniej pracy teraz — zamarudziła. — Dwa razy? I co tam takiego robiłeś? — zerknęła na niego nieco uważniej. Słyszała, że Polana Ognisk została przejęta przez Departament Tajemnic i stan ten utrzymywał się od Beltane, ale co już się tam konkretnie działo, to niestety nie chciało spłynąć do jej uszu. Nie spodziewała się też, by ten konkretny narząd ministerstwa, skłonny był do dzielenia się zdobytymi przez siebie informacjami, a przez to i przestrzenią. Ale może się myliła i wcale nie było tak tajemniczo, jak wszyscy myśleli.
— Przechwalony sprzątacz, moje ulubione. No cóż, może to nie brzmi pocieszająco, ale przynajmniej ktoś się wreszcie tymi duchami zajmie. A dzięki temu wszyscy, w szczególności one, zaznają trochę spokoju — uśmiechnęła się delikatnie, nieco smutno, bo w gruncie rzeczy duchy były bardzo smutnymi stworzeniami jej zdaniem. Błąkały się po tym świecie, trzymane wspomnieniami, niekończonymi sprawami i Matka jedna raczy wiedzieć czym jeszcze.
— Jeśli pytasz o kogoś, kto byłby bardzo ważny i na przykład z Ministerstwa, to niezbyt. Większość osób, które się tym interesowały, to zwykli ludzie, którym magia narobiła psikusów. Był okropny problem z tym, co porobiły rytuały podczas święta. Chodzi o to wrzucanie wianka na pal. Nagle problemy sercowe stały się o wiele bardziej palące i aż się człowiek cieszył, że jego samego ominęło świętowanie na Polanie Ognisk — teraz to ona pociągnęła nosem, kopiąc też przy okazji jakiś kamień. — Dużo tłumaczenia, ale co mogą wróżby, kiedy problem leży w czymś tak… nienaturalnym? Klątwołamacze musieli mieć niesamowicie dużo zabawy, o ile ktoś był na tyle bystry, by do nich pójść. A jeśli chodzi ci o duchy to… — wzruszyła ramionami. — Parę opętań, nic specjalnego. Parę wywołań też, by skontaktować się z tymi, którzy odeszli podczas obchodów.
sort of horror