11.10.2026, 14:16 ✶
Mona zdążyła już obdarzyć ją jednym ze swoich pogodnych uśmiechów. Była gotowa zapewnić, że przecież nic się nie stało i nie było najmniejszego powodu, aby Sabrina zaprzątała sobie głowę przeprosinami za kilka wymienionych zdań. Uśmiech ten zamarł jej jednak na ustach, gdy przyjrzała się przyjaciółce nieco uważniej, sama natychmiast zapomniała o pośpiechu. Nie miała w zwyczaju ignorować niepokojących sygnałów, szczególnie gdy pochodziły od kogoś, kogo znała…
Co więcej, nie próbowała nawet ukrywać troski. Być może powinna była zachować więcej spokoju, nie wyciągać pochopnych wniosków i nie dopuszczać do siebie najgorszych scenariuszy, ale w tej chwili zupełnie nie potrafiła myśleć o niczym innym niż o tym, co mogło spotkać Sabrinę.
— Bina, kochanie, na bogów, nie musisz mnie za nic przepraszać — jej głos przybrał formę autentycznego zmartwienia. — Co się stało?
W samej twarzy przyjaciółki szukała odpowiedzi, której ta nie umiała jeszcze udzielić. Potem rozejrzała się odruchowo po ulicy, jak gdyby spodziewała się dostrzec coś, co mogłoby wyjaśnić zachowanie przyjaciółki. Pokątna była jednak Pokątną.
Trudno było powiedzieć, czy niepokój Sabriny miał jakiekolwiek uzasadnienie w tym, co działo się wokół nich, czy też dotyczył czegoś, co umknęło uwadze wszystkich pozostałych. Mona poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie lubiła nie wiedzieć, z czym miała do czynienia, a jeszcze mniej lubiła widzieć kogoś bliskiego w stanie, którego nie potrafiła zrozumieć. W związku z tym, Rowle wyciągnęła rękę, zawahawszy się na moment zanim ostrożnie ujęła Sabrinę za przedramię. Nie chciała jej spłoszyć gwałtownym gestem.
— Coś dziwnego? Nie, niczego szczególnego nie zauważyłam, ale to nie znaczy, że nic się nie wydarzyło. Bina, spójrz na mnie. Opowiedz mi, co się stało. Spróbujemy coś na to poradzić. Może usiądziemy gdzieś?
Co więcej, nie próbowała nawet ukrywać troski. Być może powinna była zachować więcej spokoju, nie wyciągać pochopnych wniosków i nie dopuszczać do siebie najgorszych scenariuszy, ale w tej chwili zupełnie nie potrafiła myśleć o niczym innym niż o tym, co mogło spotkać Sabrinę.
— Bina, kochanie, na bogów, nie musisz mnie za nic przepraszać — jej głos przybrał formę autentycznego zmartwienia. — Co się stało?
W samej twarzy przyjaciółki szukała odpowiedzi, której ta nie umiała jeszcze udzielić. Potem rozejrzała się odruchowo po ulicy, jak gdyby spodziewała się dostrzec coś, co mogłoby wyjaśnić zachowanie przyjaciółki. Pokątna była jednak Pokątną.
Trudno było powiedzieć, czy niepokój Sabriny miał jakiekolwiek uzasadnienie w tym, co działo się wokół nich, czy też dotyczył czegoś, co umknęło uwadze wszystkich pozostałych. Mona poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie lubiła nie wiedzieć, z czym miała do czynienia, a jeszcze mniej lubiła widzieć kogoś bliskiego w stanie, którego nie potrafiła zrozumieć. W związku z tym, Rowle wyciągnęła rękę, zawahawszy się na moment zanim ostrożnie ujęła Sabrinę za przedramię. Nie chciała jej spłoszyć gwałtownym gestem.
— Coś dziwnego? Nie, niczego szczególnego nie zauważyłam, ale to nie znaczy, że nic się nie wydarzyło. Bina, spójrz na mnie. Opowiedz mi, co się stało. Spróbujemy coś na to poradzić. Może usiądziemy gdzieś?
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception