12.10.2026, 13:14 ✶
– Oh… – zrobił zaskoczoną, niemalże niewinną minę. Brakowało tylko, aby jeszcze skonfundowany zatrzepotał rzęsami. – Oh, ależ przecież chyba wykazałem się dostateczną znajomością waszych rytuałów, w końcu doskonale wiesz o czym mówię. Skąd więc ten przytyk na temat ignorancji? Czyżbym opisał je za mało dokładnie? Jeśli tak to wybacz, ale preferowałbym nie słuchać takich detali na balu, nie ważne jak istotne by one nie były do w pełni zrozumienia waszych tradycji. – Na tym etapie już po prostu mówił, aby mówić. Tylko po to aby on czerwienił się coraz bardziej. – Nie to? No cóż, w takim razie udzielę ci kolejnej przyjacielskiej porady, abyś wysławiał się nieco jaśniej. Naprawdę, czegóż to oni uczą dyplomatów na twoim Dworze?
Bliżej już być nie mogli.
To znaczy… Mogliby być, ale to wymagałoby złapania za kołnierz drugiego fae i przyciśnięcia go do ściany i…
Nieistotne. Nieistotne, bo ten jeleni dupek zaśmiał się parszywie. Zapewne z wilków! Nikt nie powinien śmiać się z wilków Dworu Nocy! Nikt nie śmiałby się z wilków Dworu Nocy, gdyby dane było mu spotkać tamtego! Nie to jednak było najgorsze, bo gdy Jonathan fantazjował o złapaniu swojego rozmówcy za kołnierz… Ten po prostu go za ten kołnierz złapał.
Teraz to Jonathan roześmiał się oschle, nie wiedząc już czy patrzeć w oczy dyplomaty, czy na całkiem silne dłonie, zaciskające się na jego kołnierzu.
– Myślę, że jestem w stanie poradzić sobie z pewnymi różnicami kulturowymi. O to się nie martw – oznajmił, a potem zmarszczył brwi, bo za nic nie był w stanie zrozumieć o co chodziło tamtemu, gdy mówił o obdzieraniu go ze skóry. Szybko dał znać ręką strażnikom, że nic takiego się nie działo i chciał przejść do słownego kontrataku, ale… Ale jakby tego było mało to w tym właśnie momencie rozbrzmiał gong.
Grupka przyglądającym się im gości szybko rozpierzchła się po sali, udając że nic się tutaj nie wydarzyło. Sam Jonathan nieco cofnął się do tyłu, chociaż na całe szczęście podczas kłótni nie stali na środku pomieszczenia. Wszyscy umilkli, czy też raczej wszyscy próbowali zachować ciszę, ale nieszczególnie im to wychodziło, bo co chwilę z tłumu dochodził jakiś szept.
Książę Dworu Nocy, jego własnym kuzyn, rozejrzał się po zebranych i uśmiechnął lekko po czym bez słowa, skinął w stronę zebranych i wskazał na kapłankę. Jonathan przygryzł wewnętrzną część policzka, obserwując jak ubrana w długie szaty kobieta robi kilka kroków na przód. Przepowiednia. Po to tu wszyscy byli. By usłyszeć jak uratować ich wszystkich. Prawdę mówiąc to przez tego idiotę… Na chwilę o tym wszystkim zapomniał.
Bliżej już być nie mogli.
To znaczy… Mogliby być, ale to wymagałoby złapania za kołnierz drugiego fae i przyciśnięcia go do ściany i…
Nieistotne. Nieistotne, bo ten jeleni dupek zaśmiał się parszywie. Zapewne z wilków! Nikt nie powinien śmiać się z wilków Dworu Nocy! Nikt nie śmiałby się z wilków Dworu Nocy, gdyby dane było mu spotkać tamtego! Nie to jednak było najgorsze, bo gdy Jonathan fantazjował o złapaniu swojego rozmówcy za kołnierz… Ten po prostu go za ten kołnierz złapał.
Teraz to Jonathan roześmiał się oschle, nie wiedząc już czy patrzeć w oczy dyplomaty, czy na całkiem silne dłonie, zaciskające się na jego kołnierzu.
– Myślę, że jestem w stanie poradzić sobie z pewnymi różnicami kulturowymi. O to się nie martw – oznajmił, a potem zmarszczył brwi, bo za nic nie był w stanie zrozumieć o co chodziło tamtemu, gdy mówił o obdzieraniu go ze skóry. Szybko dał znać ręką strażnikom, że nic takiego się nie działo i chciał przejść do słownego kontrataku, ale… Ale jakby tego było mało to w tym właśnie momencie rozbrzmiał gong.
Grupka przyglądającym się im gości szybko rozpierzchła się po sali, udając że nic się tutaj nie wydarzyło. Sam Jonathan nieco cofnął się do tyłu, chociaż na całe szczęście podczas kłótni nie stali na środku pomieszczenia. Wszyscy umilkli, czy też raczej wszyscy próbowali zachować ciszę, ale nieszczególnie im to wychodziło, bo co chwilę z tłumu dochodził jakiś szept.
Książę Dworu Nocy, jego własnym kuzyn, rozejrzał się po zebranych i uśmiechnął lekko po czym bez słowa, skinął w stronę zebranych i wskazał na kapłankę. Jonathan przygryzł wewnętrzną część policzka, obserwując jak ubrana w długie szaty kobieta robi kilka kroków na przód. Przepowiednia. Po to tu wszyscy byli. By usłyszeć jak uratować ich wszystkich. Prawdę mówiąc to przez tego idiotę… Na chwilę o tym wszystkim zapomniał.