12.10.2026, 21:43 ✶
Większość ludzi, gdyby odkryła obcą babę czającą się w krzakach nad jeziorem, zadałaby sobie przynajmniej trud ustalenia, czy baba owa przyszła zbierać grzyby, zgubiła drogę, czy może zamierzała człowieka obrabować. Samuel McGonagall tymczasem zachował się tak jakby widok nieznajomej niewiasty w pobliżu własnych porzuconych gaci stanowił niewielką niedogodność, mniej więcej na równi z komarem brzęczącym nad uchem. Viola uznała to za cechę godną podziwu (albo niepokojącą… w gruncie rzeczy granica między jednym a drugim bywała cienka jak skórka cebuli).
Pannica nie miała najmniejszych wyrzutów sumienia. Skrupułów również! Te ostatnie uważała zresztą za szczególnie kłopotliwy wynalazek ludzkiego umysłu, niekiedy użyteczny, częściej jednak skutecznie utrudniający zdobywanie wiedzy. Wyrzuty sumienia były interesującym mechanizmem, mimo że w jej przypadku najwyraźniej wykształciły się w formie szczątkowej. Nie widziała niczego zdrożnego w obserwowaniu żywego organizmu w jego naturalnym środowisku, o ile zachowywała odpowiednią odległość i nie ingerowała w przebieg zachodzących procesów. Drzewa można było oglądać, grzyby można było macać, żaby można było obracać na wszystkie strony, a nikt jakoś nie biegł zaraz do najbliższego urzędnika z donosem, prawda?
Popatrzyła na niego z wyrazem twarzy, w którym naukowa ciekawość walczyła z rozbawieniem. Potem na przygotowane gałęzie, pozostawione rzeczy, a na końcu ponownie na mężczyznę. Pytanie było proste.
Najwyraźniej nie zamierzał dociekać dlaczego się tu znalazła. Nie zapytał nawet, czy przypadkiem nie zamierzała go zamordować i zakopać w pobliskim lesie, co Viola uznałaby za pytanie całkiem rozsądne, gdyby zamienili się miejscami. Może miał za dobre serce.
— Umieć to umiem. Trzeba cię porządnie ogrzać zanim ci nos odpadnie!
Stanął pod takim kątem, że promienisty welon podkreślił każdą, wydatniejszą część jego anatomii.
Potrzebował ognia. Viola mogła mu go zapewnić.
Mokra ziemia ugięła się pod jej butami, kiedy wysunęła się z cienia. Stała może pięć metrów od jego rozrzuconych rzeczy, patrząc na niego spokojnie.
— Jeżeli twój konar jest równie podatny na ogień, co ty na zimną wodę w październiku, to powinien zająć ogniem się natychmiast — powiedziała melodyjnie. Jasne włosy Violi wyglądały jak srebrna plama w zapadającym mroku. Następnie podrapała się po policzku. — Teoretycznie tak. Praktycznie… obawiam się, że jeśli użyję standardowego zaklęcia, ten konkretny konar może okazać się zbyt… rozdrażniony wilgocią. Sugerowałabym tradycyjne metody. Tarcie. Daje lepszą kontrolę nad… temperaturą zapłonu — na Matkę, gorzej już to zabrzmieć nie mogło!
Pannica nie miała najmniejszych wyrzutów sumienia. Skrupułów również! Te ostatnie uważała zresztą za szczególnie kłopotliwy wynalazek ludzkiego umysłu, niekiedy użyteczny, częściej jednak skutecznie utrudniający zdobywanie wiedzy. Wyrzuty sumienia były interesującym mechanizmem, mimo że w jej przypadku najwyraźniej wykształciły się w formie szczątkowej. Nie widziała niczego zdrożnego w obserwowaniu żywego organizmu w jego naturalnym środowisku, o ile zachowywała odpowiednią odległość i nie ingerowała w przebieg zachodzących procesów. Drzewa można było oglądać, grzyby można było macać, żaby można było obracać na wszystkie strony, a nikt jakoś nie biegł zaraz do najbliższego urzędnika z donosem, prawda?
Popatrzyła na niego z wyrazem twarzy, w którym naukowa ciekawość walczyła z rozbawieniem. Potem na przygotowane gałęzie, pozostawione rzeczy, a na końcu ponownie na mężczyznę. Pytanie było proste.
Najwyraźniej nie zamierzał dociekać dlaczego się tu znalazła. Nie zapytał nawet, czy przypadkiem nie zamierzała go zamordować i zakopać w pobliskim lesie, co Viola uznałaby za pytanie całkiem rozsądne, gdyby zamienili się miejscami. Może miał za dobre serce.
— Umieć to umiem. Trzeba cię porządnie ogrzać zanim ci nos odpadnie!
Stanął pod takim kątem, że promienisty welon podkreślił każdą, wydatniejszą część jego anatomii.
Potrzebował ognia. Viola mogła mu go zapewnić.
Mokra ziemia ugięła się pod jej butami, kiedy wysunęła się z cienia. Stała może pięć metrów od jego rozrzuconych rzeczy, patrząc na niego spokojnie.
— Jeżeli twój konar jest równie podatny na ogień, co ty na zimną wodę w październiku, to powinien zająć ogniem się natychmiast — powiedziała melodyjnie. Jasne włosy Violi wyglądały jak srebrna plama w zapadającym mroku. Następnie podrapała się po policzku. — Teoretycznie tak. Praktycznie… obawiam się, że jeśli użyję standardowego zaklęcia, ten konkretny konar może okazać się zbyt… rozdrażniony wilgocią. Sugerowałabym tradycyjne metody. Tarcie. Daje lepszą kontrolę nad… temperaturą zapłonu — na Matkę, gorzej już to zabrzmieć nie mogło!
Kotów kat ma oczy zielone
Ja pazurami trzymam się za życia brzeg
Moje dni mam już policzone
Czekam, aż świat zazieleni się na śmierć
Ja pazurami trzymam się za życia brzeg
Moje dni mam już policzone
Czekam, aż świat zazieleni się na śmierć