13.10.2026, 14:37 ✶
— Rozumiem. Słusznie, że się państwo zjawiliście jak najprędzej — przytaknęła usłyszanym wytłumaczeniom Diotima. — Przepraszam na moment.
Wyszła z biura, lecz nie oddaliła się wcale nadto; gdyby się odwróciła, miałaby was cały czas w zasięgu wzroku. Pani Lupin otwarła jedne z drzwi do pomieszczeń służbowych i mogliście słyszeć krótką wymianę, w której prosi któregoś z pracowników krematorium, aby skoczył pożyczyć proszek Fiuu ze szpitala.
Rzeczywiście jej nieobecność trwała ledwie moment i zaraz wróciła. Nie mieliście czasu, aby się długo naradzać, a co najwyżej wymienić szeptem ze dwa zdania. Za jej plecami przemknął mężczyzna w roboczym kombinezonie; był to zapewne ów pracownik idący po proszek.
— Nie marnujmy państwa czasu. — Kobieta wzięła z biurka plik dokumentów i zaczęła przeglądać luźne strony spięte klipsem. — Niestety, skończył się nam proszek Fiuu. Kolega doniesie. W międzyczasie sprawdzimy, czy szczegóły nam się zgadzają i na pewno mówimy o tym samym.
Po namierzeniu odpowiedniego aktu Diotima wprawnym okiem przejrzała interesujące ją rubryki.
— Głowa z wczorajszego transportu. Data zgonu: dwudziesty siódmy kwietnia, to będzie to? — Spojrzała po was badawczo, poszukując potwierdzenia, po czym z powrotem spuściła wzrok na dokument. — Wygląda na to, że możemy po prostu podejść i zobaczyć. Zdarza się, że dostajemy od was ciała tak nabite klątwami, że trzeba sięgać po dodatkowe środki ochrony. Strach się zbliżać. — Był to pierwszy raz, gdy kobieta powiedziała coś, co mogło uchodzić za komentarz mający rozluźnić atmosferę. — Tutaj nie powinno być większych problemów. Mamy tylko ogólne oznaczenie o ryzyku dużej ekspozycji denata na czarną magię za życia. Czarnoksiężnik? Śmierciożerca? — zapytała zainteresowana źródłem adnotacji Diotima, lecz zaraz zreflektowała się surowo: — Proszę nie odpowiadać. Nie zamierzam wnikać w tajemnicę służbową.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Wyszła z biura, lecz nie oddaliła się wcale nadto; gdyby się odwróciła, miałaby was cały czas w zasięgu wzroku. Pani Lupin otwarła jedne z drzwi do pomieszczeń służbowych i mogliście słyszeć krótką wymianę, w której prosi któregoś z pracowników krematorium, aby skoczył pożyczyć proszek Fiuu ze szpitala.
Rzeczywiście jej nieobecność trwała ledwie moment i zaraz wróciła. Nie mieliście czasu, aby się długo naradzać, a co najwyżej wymienić szeptem ze dwa zdania. Za jej plecami przemknął mężczyzna w roboczym kombinezonie; był to zapewne ów pracownik idący po proszek.
— Nie marnujmy państwa czasu. — Kobieta wzięła z biurka plik dokumentów i zaczęła przeglądać luźne strony spięte klipsem. — Niestety, skończył się nam proszek Fiuu. Kolega doniesie. W międzyczasie sprawdzimy, czy szczegóły nam się zgadzają i na pewno mówimy o tym samym.
Po namierzeniu odpowiedniego aktu Diotima wprawnym okiem przejrzała interesujące ją rubryki.
— Głowa z wczorajszego transportu. Data zgonu: dwudziesty siódmy kwietnia, to będzie to? — Spojrzała po was badawczo, poszukując potwierdzenia, po czym z powrotem spuściła wzrok na dokument. — Wygląda na to, że możemy po prostu podejść i zobaczyć. Zdarza się, że dostajemy od was ciała tak nabite klątwami, że trzeba sięgać po dodatkowe środki ochrony. Strach się zbliżać. — Był to pierwszy raz, gdy kobieta powiedziała coś, co mogło uchodzić za komentarz mający rozluźnić atmosferę. — Tutaj nie powinno być większych problemów. Mamy tylko ogólne oznaczenie o ryzyku dużej ekspozycji denata na czarną magię za życia. Czarnoksiężnik? Śmierciożerca? — zapytała zainteresowana źródłem adnotacji Diotima, lecz zaraz zreflektowała się surowo: — Proszę nie odpowiadać. Nie zamierzam wnikać w tajemnicę służbową.
Czytając narrację Atreusa, odniosłam wrażenie, że mogło dojść do nieporozumienia. Sytuacja z wysłanej mu zaczepki wydarzyła się dnia poprzedzającego sesję (czyli Atreus musiał wiedzieć o transporcie 19 października), a postacie zjawiły się w krematorium następnego dnia z rana. W poście startowym została przesunięta na waszą prośbę wyłącznie pora pojawienia się postaci na miejscu; baza sytuacji została taka jak w oryginale. Wolę doprecyzować i upewnić się, że mamy tę samą wizję, bo narracja zabrzmiała, jakby transport przyjechał tu ledwie przed chwilą.