13.10.2026, 22:17 ✶
Przyjąłem odpowiedź skinieniem głowy, nie widząc sensu w dalszym namawianiu jej na cokolwiek, skoro wyraźnie rozsądnie postanowiła ograniczyć nasze zakupy do dwóch butelek wody, chociaż mógłbym przysiąc, że jeszcze kilka dni wcześniej podobna wyprawa zapewne skończyłaby się dla nas przy kasie z przynajmniej kilkoma rzeczami, których początkowo wcale nie zamierzaliśmy kupować, bo tak właśnie działały małe sklepy, kiedy miały czym przyciągać klientów, teraz trudno było jednak mówić o jakimkolwiek wyborze, skoro nawet zwyczajna woda stawała się towarem, którego należało poszukiwać między resztkami asortymentu. Nie miałem zamiaru udawać, że ten stan rzeczy szczególnie mi odpowiadał, ale doświadczyłem już wystarczająco wielu okazji, żeby przekonać się, że rzeczywistość rzadko przejmowała się tym, co uważałem - narzekanie na nią nie przybliżyłoby nas ani trochę do rozwiązania problemu, który był w gruncie rzeczy nierozwiązywalny przez nic innego, jak tylko upływ czasu, właściwie coraz częściej łapałem się na tym, że w ostatnich dniach przestałem oczekiwać od otoczenia czegokolwiek poza względną sprawnością działania, dostępem do podstawowych produktów oraz brakiem kolejnych niespodzianek, które wymagałyby ode mnie diametralnej zmiany planów, co samo w sobie stanowiło dość ponury obraz sytuacji, biorąc pod uwagę, jak niewiele upłynęło od chwili, kiedy największym zmartwieniem podczas podobnego wyjścia mogłoby być to, czy zdążymy wrócić do domu przed deszczem.
- W sumie… Niektóle lynki tak działają. - Zgodziłem się ze spostrzeżeniem mojej dziewczyny, posyłając jej znaczące spojrzenie, które z pewnością miało dostatecznie dać Prue do zrozumienia, o jako segment handlu mi chodziło.
Zatrzymałem się przy ladzie, spoglądając przelotnie w kierunku wejścia na zaplecze i dostrzegając tam mężczyznę, który sprawiał wrażenie zajętego własnymi myślami, chociaż kiedy podeszliśmy bliżej, uniósł głowę i skierował na nas uwagę, podchodząc bliżej lady, najwyraźniej gotów przyjąć zapłatę za zakupy, bez zbędnych uprzejmości ani prób zachęcania nas do nabycia czegokolwiek jeszcze. Przywitał nas skinieniem głowy, ewidentnie przyjąwszy to za pełne powitanie, więc odpowiedziałem mu tym samym - właściwie nawet wolałem taką postawę od przesadnej serdeczności, która w obecnych okolicznościach mogłaby zabrzmieć fałszywie, ponieważ trudno było oczekiwać, że po ostatnich wydarzeniach wszyscy mieli z równym zapałem odgrywać swoje codzienne role, niezależnie od tego, co stracili albo czego musieli się obawiać. Sięgnąłem głębiej do kieszeni spodni, szukając monet, które zwykle nosiłem przy sobie na podobne okazje, ale zamiast wyłącznie nich natrafiłem palcami również na kawałek papieru, zmięty na tyle, że początkowo wziąłem go za jakiś stary paragon albo notatkę, którą zapomniałem wyrzucić - przez chwilę wpatrywałem się w niego z rosnącym zdziwieniem, próbując przypomnieć sobie, skąd właściwie wziął się w moich spodniach. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że trzymałem w ręku los na loterię, który dostałem, więc jeszcze raz spojrzałem na widniejące tam liczby oraz oznaczenie nagrody, żeby przypomnieć sobie wynik, który sprawdzałem kilka dni wcześniej i który, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, okazał się wygrywający.
- No plosę, tego się nie spodziewałem. - Mruknąłem do siebie, po czym uniosłem wzrok na Prudence, pokazując jej papier, bo chociaż nie należałem do szczególnie negatywnych osób, musiałem przyznać, że wygrana na loterii była ostatnią rzeczą, jakiej spodziewałem się w tygodniu, w którym niemal wszystko dookoła zdawało się przypominać o nieszczęściach. Skoro i tak musieliśmy zapłacić za wodę, równie dobrze mogłem spróbować spieniężyć los na miejscu, zamiast nosić go przez następne tygodnie i ponownie zapomnieć o jego istnieniu, toteż wyciągnąłem go w kierunku sprzedawcy.
- W sumie… Niektóle lynki tak działają. - Zgodziłem się ze spostrzeżeniem mojej dziewczyny, posyłając jej znaczące spojrzenie, które z pewnością miało dostatecznie dać Prue do zrozumienia, o jako segment handlu mi chodziło.
Zatrzymałem się przy ladzie, spoglądając przelotnie w kierunku wejścia na zaplecze i dostrzegając tam mężczyznę, który sprawiał wrażenie zajętego własnymi myślami, chociaż kiedy podeszliśmy bliżej, uniósł głowę i skierował na nas uwagę, podchodząc bliżej lady, najwyraźniej gotów przyjąć zapłatę za zakupy, bez zbędnych uprzejmości ani prób zachęcania nas do nabycia czegokolwiek jeszcze. Przywitał nas skinieniem głowy, ewidentnie przyjąwszy to za pełne powitanie, więc odpowiedziałem mu tym samym - właściwie nawet wolałem taką postawę od przesadnej serdeczności, która w obecnych okolicznościach mogłaby zabrzmieć fałszywie, ponieważ trudno było oczekiwać, że po ostatnich wydarzeniach wszyscy mieli z równym zapałem odgrywać swoje codzienne role, niezależnie od tego, co stracili albo czego musieli się obawiać. Sięgnąłem głębiej do kieszeni spodni, szukając monet, które zwykle nosiłem przy sobie na podobne okazje, ale zamiast wyłącznie nich natrafiłem palcami również na kawałek papieru, zmięty na tyle, że początkowo wziąłem go za jakiś stary paragon albo notatkę, którą zapomniałem wyrzucić - przez chwilę wpatrywałem się w niego z rosnącym zdziwieniem, próbując przypomnieć sobie, skąd właściwie wziął się w moich spodniach. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że trzymałem w ręku los na loterię, który dostałem, więc jeszcze raz spojrzałem na widniejące tam liczby oraz oznaczenie nagrody, żeby przypomnieć sobie wynik, który sprawdzałem kilka dni wcześniej i który, ku mojemu autentycznemu zaskoczeniu, okazał się wygrywający.
- No plosę, tego się nie spodziewałem. - Mruknąłem do siebie, po czym uniosłem wzrok na Prudence, pokazując jej papier, bo chociaż nie należałem do szczególnie negatywnych osób, musiałem przyznać, że wygrana na loterii była ostatnią rzeczą, jakiej spodziewałem się w tygodniu, w którym niemal wszystko dookoła zdawało się przypominać o nieszczęściach. Skoro i tak musieliśmy zapłacić za wodę, równie dobrze mogłem spróbować spieniężyć los na miejscu, zamiast nosić go przez następne tygodnie i ponownie zapomnieć o jego istnieniu, toteż wyciągnąłem go w kierunku sprzedawcy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)