Stella podeszła do tego dosyć dramatycznie - zresztą miała to w zwyczaju. Nie do końca inaczej potrafiła przekazywać, co leży jej na sercu. Czuła, że jest to odpowiedni czas, aby wyjaśnić te wszystkie niedopowiedzenia. Była już na skraju, męczyło ją to wszystko okropnie. Dochodziło do tego to udawanie od czasu do czasu, nie sądziła bowiem, że przypadkiem to wszystko nie będzie takie proste, bo naprawdę go polubiła - dużo bardziej niż powinna. To ją martwiło w tym wszystkim najbardziej, wiedziała, że nie powinna na to pozwolić. Jak widać jednak i ona miała uczucia, nad którymi nie zawsze mogła panować. Uważała to za słabość, może dlatego ją to tak bolało. Rozdzierało od środka, bo miała świadomość, że nie będzie mogła z tym nic zrobić, rodzice nie zaakceptowaliby takiej niesubordynacji z czego zdawała sobie sprawę. Przegrała.
Avery siedziała na swoim krześle wyprostowana niczym struna. Przyglądała się Stanleyowi uważnie, czekając na jego odpowiedź na zadane przez nią pytanie. Musiał przecież odpowiedzieć, takie były zasady gry, w którą sam chciał grać. Nie było drogi ucieczki.
- A jak? - Rzuciła jeszcze z delikatną pretensją w głosie. Najwyższy czas, aby jej wytłumaczył jak to jest. Zauważyła, że dosyć mocno w niego uderzyły te zarzuty, reagował bardzo emocjonalnie.
Nie patrzył w jej stronę, jednak zaczął mówić, może tak było łatwiej, bez oskarżającego spojrzenia.
- Co Ty zrobiłeś? - Odetchnęła głęboko. Przymknęła na moment oczy, żeby jakoś ułożyć to sobie wszystko w głowie. Uzyskała odpowiedź, na którą czekała. Poczuła dziwny ciężar na żołądku. Niby dobrze, że poznała prawdę, jednak dotarło do niej, że jest gorzej niż myślała. W końcu i ona zaczęła darzyć do uczuciem. Nie było odwrotu. Już się miała odezwać, kiedy Borgin bardzo efektownie spadł z krzesła.
W takiej chwili? Powinna się tego spodziewać. Avery nie należała jednak do osób obojętnych, podniosła się więc, aby podejść do niego i sprawdzić, czy żyje. Bardzo by było szkoda, gdyby wyzionął ducha na tej podłodze po tym wszystkim. Szczególnie, że dusił to w sobie tyle czasu. Musieli chyba też porozmawiać o tych słowach, które przed chwilą padły, ale najpierw sprawdzi, czy właściwie ma z kim rozmawiać i czy jej towarzysz żyje.
Stella całkiem szybkim krokiem do niego podeszła. Przyklęknęła przy nim, wtedy zobaczyła, że ma otwarte oczy. Będzie żył. - Wszystko gra? - Zapytała z grzeczności, bo przecież widziała, że nie jest aż tak źle, jak wyglądało kiedy zderzał się z podłogą. - Co do tego wcześniej, to ja też, też się w Tobie zadurzyłam Stanley, chociaż wiem, że nie powinnam. - Było to bardzo nierozsądne i nie miało racji bytu, ale się stało.