14.10.2026, 13:31 ✶
Właściwie od samego początku zależało mi na tym, żeby ten dzień potoczył się zupełnie inaczej niż poprzednie, żebyśmy mogli od świtu do zmierzchu zajmować się czymś zwyczajnym, normalnym, zachowywać się znacznie bardziej swobodnie, wypić coś w spokoju, może nawet pośmiać się z aktualnej sytuacji i z tego, w jaki sposób ułożył się nasz wspólny pobyt na wsi, nie wracając bez przerwy do wydarzeń, które wciąż jeszcze wisiały nad Londynem. Nie oczekiwałem cudów, nie byłem przecież aż tak naiwny, ale miałem nadzieję, że wspólne wyjście pozwoli nam odzyskać trochę lekkości, której ostatnio wyraźnie nam brakowało - liczyłem na to, że uda nam się wreszcie złapać oddech, choćby na krótko, bez kolejnych nieprzyjemnych niespodzianek i rozmów, które prowadziły nas z powrotem do spraw, od których oboje potrzebowaliśmy odpocząć - niestety rzeczywistość miała zdecydowanie inne plany.
- Zdecydowanie, zdąszyłem się jusz poczuś jak ktoś, kto za chwilę będzie musiał powasznie zastanowiś się nad tym, czy powinien inwestowaś wyglaną na giełdzie, czy tesz wydaś ją na coś zupełnie idiotycznego, ale za to dającego mnóstwo satysfakcji. - Odpowiedziałem, podając mężczyźnie odliczone pieniądze. Jeszcze przez sekundę lub dwie obracałem w palcach drugiej dłoni ten nieszczęsny los, zastanawiając się, czy istniał jakikolwiek sens w zachowywaniu kawałka papieru, który nie przedstawiał już żadnej wartości poza przypomnieniem mi o własnym gapiostwie, ale ostatecznie uznałem, że wyrzucenie go przy sprzedawcy byłoby zbyt demonstracyjnym przyznaniem się do porażki, zwłaszcza jak na moje standardy, więc wepchnąłem go z powrotem do kieszeni, cóż, może zasłużyłem sobie na tę drobną nauczkę, skoro nie potrafiłem dopilnować kuponu, który mógł przynieść mi całkiem przyjemną sumę, ale w ostatnich dniach tyle się wydarzyło, że czułem się dosyć usprawiedliwiony, tym bardziej po słowach Prue.
Zerknąłem na nią z ukosa, gotów rzucić jeszcze jakimś komentarzem na temat mojej niezwykłej zdolności do przegapiania okazji, lecz słowa uwięzły mi na moment w gardle, kiedy zauważyłem, że jej uwaga ponownie odpłynęła gdzieś daleko, poza sklepowe półki. Nie chodziło o nic szczególnie wyraźnego, nie westchnęła ciężko ani nie odwróciła się demonstracyjnie w stronę okna, nie powiedziała też niczego, co pozwoliłoby mi uznać, że wiadomość o losie rzeczywiście ją przygnębiła, jednak zdążyłem się już przekonać, że potrafiła zamknąć się we własnych rozważaniach bez żadnego ostrzeżenia, pozwalając im zabierać ją coraz dalej od miejsca, w którym akurat się znajdowała. Znałem już ten wyraz twarzy, nawet jeśli nie zawsze potrafiłem odgadnąć, dokąd dokładnie prowadziły ją myśli, wystarczyło jedno spojrzenie, żebym zrozumiał, że znów obrały kierunek, w którym nie mogłem za nią podążyć bez zaproszenia, i chociaż odruchowo chciałem coś zrobić, nie zamierzałem zasypywać jej pytaniami. Jeszcze przed chwilą uśmiechała się na widok wygranej, podchwyciła mój żart, pozwoliła sobie na tę krótką, niewinną radość, która miała przynajmniej na moment odciągnąć nas od wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, zarówno przed wyjściem, jak i w klubie, lecz teraz znów zdawała się nieobecna, zapatrzona w jakiś punkt, którego nie mogłem zobaczyć. Podszedłem więc odrobinę bliżej, na tyle, żeby nasze ramiona niemal się zetknęły, po czym trąciłem ją lekko łokciem, licząc, że ten drobny gest wystarczy, żeby przypomnieć o mojej obecności i przebywaniu w sklepie, pod niechętnym spojrzeniem sprzedawcy, bez konieczności wyciągania jej z rozmyślań na siłę.
- Hej, Sunny. - Odezwałem się po chwili, obracając butelkę w dłoni, odkręcając sztywną nakrętkę, by wyciągnąć butelkę w stronę Prudence, spoglądając na nią z ukosa. Starałem się, żeby mój głos brzmiał swobodnie, choć trudno było mi całkowicie ukryć, że zauważyłem nagłą zmianę atmosfery. Nie chciałem udawać, że wszystko było w porządku, ani wymuszać na niej dobrego nastroju tylko dlatego, że sam miałem dość ponurych tematów na jeden dzień, jednak nie zamierzałem też pozostawiać Prue samej z czymś, co najwyraźniej nie dawało jej spokoju. - Wiem, sze właśnie stlaciliśmy szansę na zostanie lokalnymi bogaczami, ale co ty na to, szebyśmy i tak zjedli obiad na mieście, zanim wlósimy do domu? - Zamiast więc pytać ją wprost, co się stało, przesunąłem kciukiem po materiale jej rękawa, po czym skinąłem głową w stronę wyjścia, za którym czekało na nas szare, przyprószone popiołem miasto.
- Zdecydowanie, zdąszyłem się jusz poczuś jak ktoś, kto za chwilę będzie musiał powasznie zastanowiś się nad tym, czy powinien inwestowaś wyglaną na giełdzie, czy tesz wydaś ją na coś zupełnie idiotycznego, ale za to dającego mnóstwo satysfakcji. - Odpowiedziałem, podając mężczyźnie odliczone pieniądze. Jeszcze przez sekundę lub dwie obracałem w palcach drugiej dłoni ten nieszczęsny los, zastanawiając się, czy istniał jakikolwiek sens w zachowywaniu kawałka papieru, który nie przedstawiał już żadnej wartości poza przypomnieniem mi o własnym gapiostwie, ale ostatecznie uznałem, że wyrzucenie go przy sprzedawcy byłoby zbyt demonstracyjnym przyznaniem się do porażki, zwłaszcza jak na moje standardy, więc wepchnąłem go z powrotem do kieszeni, cóż, może zasłużyłem sobie na tę drobną nauczkę, skoro nie potrafiłem dopilnować kuponu, który mógł przynieść mi całkiem przyjemną sumę, ale w ostatnich dniach tyle się wydarzyło, że czułem się dosyć usprawiedliwiony, tym bardziej po słowach Prue.
Zerknąłem na nią z ukosa, gotów rzucić jeszcze jakimś komentarzem na temat mojej niezwykłej zdolności do przegapiania okazji, lecz słowa uwięzły mi na moment w gardle, kiedy zauważyłem, że jej uwaga ponownie odpłynęła gdzieś daleko, poza sklepowe półki. Nie chodziło o nic szczególnie wyraźnego, nie westchnęła ciężko ani nie odwróciła się demonstracyjnie w stronę okna, nie powiedziała też niczego, co pozwoliłoby mi uznać, że wiadomość o losie rzeczywiście ją przygnębiła, jednak zdążyłem się już przekonać, że potrafiła zamknąć się we własnych rozważaniach bez żadnego ostrzeżenia, pozwalając im zabierać ją coraz dalej od miejsca, w którym akurat się znajdowała. Znałem już ten wyraz twarzy, nawet jeśli nie zawsze potrafiłem odgadnąć, dokąd dokładnie prowadziły ją myśli, wystarczyło jedno spojrzenie, żebym zrozumiał, że znów obrały kierunek, w którym nie mogłem za nią podążyć bez zaproszenia, i chociaż odruchowo chciałem coś zrobić, nie zamierzałem zasypywać jej pytaniami. Jeszcze przed chwilą uśmiechała się na widok wygranej, podchwyciła mój żart, pozwoliła sobie na tę krótką, niewinną radość, która miała przynajmniej na moment odciągnąć nas od wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, zarówno przed wyjściem, jak i w klubie, lecz teraz znów zdawała się nieobecna, zapatrzona w jakiś punkt, którego nie mogłem zobaczyć. Podszedłem więc odrobinę bliżej, na tyle, żeby nasze ramiona niemal się zetknęły, po czym trąciłem ją lekko łokciem, licząc, że ten drobny gest wystarczy, żeby przypomnieć o mojej obecności i przebywaniu w sklepie, pod niechętnym spojrzeniem sprzedawcy, bez konieczności wyciągania jej z rozmyślań na siłę.
- Hej, Sunny. - Odezwałem się po chwili, obracając butelkę w dłoni, odkręcając sztywną nakrętkę, by wyciągnąć butelkę w stronę Prudence, spoglądając na nią z ukosa. Starałem się, żeby mój głos brzmiał swobodnie, choć trudno było mi całkowicie ukryć, że zauważyłem nagłą zmianę atmosfery. Nie chciałem udawać, że wszystko było w porządku, ani wymuszać na niej dobrego nastroju tylko dlatego, że sam miałem dość ponurych tematów na jeden dzień, jednak nie zamierzałem też pozostawiać Prue samej z czymś, co najwyraźniej nie dawało jej spokoju. - Wiem, sze właśnie stlaciliśmy szansę na zostanie lokalnymi bogaczami, ale co ty na to, szebyśmy i tak zjedli obiad na mieście, zanim wlósimy do domu? - Zamiast więc pytać ją wprost, co się stało, przesunąłem kciukiem po materiale jej rękawa, po czym skinąłem głową w stronę wyjścia, za którym czekało na nas szare, przyprószone popiołem miasto.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)