10 godzin(y) temu ✶
Początkowo Mona usiłowała odnaleźć w opowieści Sabriny jakiekolwiek okoliczności, które pozwoliłyby jej sprowadzić całe zajście do kategorii zdarzeń niefortunnych, aczkolwiek niewymagających szczególnego niepokoju. Istniało przecież mnóstwo wyjaśnień dla ludzkich słabości i jeszcze więcej sposobów, na jakie ciało potrafiło zdradzić swojego właściciela, ale łatwo było być dzielnym na cudzy rachunek, prawda?
— Och, Bina… — wyrwało jej się cicho, a w głosie Rowle pobrzmiewało szczere współczucie. — To musiało być potworne.
Gdzieś na dnie jej pamięci poruszyło się nieprzyjemne wspomnienie. Czy to nie było właśnie na początku września? Jak sama grzmotnęła w ścianę na Pokątnej? Mona pamiętała, że była wtedy zupełnie zagubiona, że potrzebowała obecności drugiej osoby bardziej. I że odnalazł ją Icarus. Czy nawet to nie było wtedy, kiedy poznała jego młodszą siostrę? Co więcej, nie zamierzała wyciągać pochopnych wniosków. Nie miała pojęcia, czy jej własne doświadczenie miało cokolwiek wspólnego z tym, co spotkało Sabrinę, ale sam zbieg okoliczności wystarczył, aby poczuła niepokój. A może zwyczajnie nie chciała dopuszczać do siebie myśli, że ktoś jeszcze mógłby przeżywać podobne chwile samotnego przerażenia!
— Wiesz co… Bardzo się cieszę, że na siebie trafiłyśmy — dodała z łagodnym uśmiechem. — Nie musisz się martwić, że mnie zatrzymujesz. Nigdzie się nie wybieram. Chodźmy najpierw gdzieś usiąść. I napijesz się czegoś ciepłego, dobrze? — zaproponowała. — Potem możemy spróbować odnaleźć twój zegarek, a jeśli nadal będziesz czuła się dziwnie, zabiorę cię do Świętego Munga. Chyba że wolisz teraz go poszukać?
Sama miała wystarczająco dużo własnych powodów, aby niekiedy bać się samotności. Nie zamierzała dokładać do nich jeszcze świadomości, że zostawiła przyjaciółkę na środku Pokątnej, wciąż bladą i roztrzęsioną, tylko dlatego, że spieszyła się na zakupy. Suknia mogła poczekać. Wszystko inne również
— Och, Bina… — wyrwało jej się cicho, a w głosie Rowle pobrzmiewało szczere współczucie. — To musiało być potworne.
Gdzieś na dnie jej pamięci poruszyło się nieprzyjemne wspomnienie. Czy to nie było właśnie na początku września? Jak sama grzmotnęła w ścianę na Pokątnej? Mona pamiętała, że była wtedy zupełnie zagubiona, że potrzebowała obecności drugiej osoby bardziej. I że odnalazł ją Icarus. Czy nawet to nie było wtedy, kiedy poznała jego młodszą siostrę? Co więcej, nie zamierzała wyciągać pochopnych wniosków. Nie miała pojęcia, czy jej własne doświadczenie miało cokolwiek wspólnego z tym, co spotkało Sabrinę, ale sam zbieg okoliczności wystarczył, aby poczuła niepokój. A może zwyczajnie nie chciała dopuszczać do siebie myśli, że ktoś jeszcze mógłby przeżywać podobne chwile samotnego przerażenia!
— Wiesz co… Bardzo się cieszę, że na siebie trafiłyśmy — dodała z łagodnym uśmiechem. — Nie musisz się martwić, że mnie zatrzymujesz. Nigdzie się nie wybieram. Chodźmy najpierw gdzieś usiąść. I napijesz się czegoś ciepłego, dobrze? — zaproponowała. — Potem możemy spróbować odnaleźć twój zegarek, a jeśli nadal będziesz czuła się dziwnie, zabiorę cię do Świętego Munga. Chyba że wolisz teraz go poszukać?
Sama miała wystarczająco dużo własnych powodów, aby niekiedy bać się samotności. Nie zamierzała dokładać do nich jeszcze świadomości, że zostawiła przyjaciółkę na środku Pokątnej, wciąż bladą i roztrzęsioną, tylko dlatego, że spieszyła się na zakupy. Suknia mogła poczekać. Wszystko inne również
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception