6 godzin(y) temu ✶
Nie miałem pojęcia, czy bardziej zaskakiwał mnie jej nagły przypływ spontaniczności, czy też fakt, że zamiast od razu doszukiwać się ukrytego podstępu w całej tej sytuacji, rzeczywiście rozważała udział w czymś, o czym nie wiedziała absolutnie nic, niemniej uznałem, że nie powinienem marnować tak rzadkiej okazji do zobaczenia Prudence Bletchley z radością podejmującej decyzję pod wpływem zwykłej ciekawości, bez uprzedniego przesłuchania samej siebie w charakterze świadka, oskarżyciela oraz sędziego. Jako jedyny w pełni świadomy obserwator stopniowego porzucania przez nią ostrożności uważałem, że miałem pełne prawo czerpać z tego pewną satysfakcję, sam zresztą też bawiłem się znacznie lepiej, niż przewidywałem, kiedy przekraczałem próg sali, na której nie powinno mnie być. Musiałem przyznać, że ta weselna swoboda miała w sobie coś odświeżającego, szczególnie w porównaniu z uroczystościami, w których zwykle uczestniczyłem, gdzie nawet niewłaściwie dobrany krawat potrafił stać się tematem rozmów.
- Popatrz na nie. - Stwierdziłem po prostu, krótko pokręciwszy głową. - Poradzisz sobie.
Niektóre otaczające nas wcześniej panny zdążyły już zająć dogodne miejsca, inne próbowały wyminąć rywalki, jak gdyby od kilku dodatkowych cali przestrzeni zależało ich powodzenie w najbliższej przyszłości, musiałem więc przyznać, że przedstawienie nabierało tempa, chociaż nadal nie wiedziałem, na czym dokładnie polegała właściwa część zabawy, więc nie zamierzałem jeszcze nic zakładać z góry. Nie miałem pojęcia, co dokładnie zamierzano zrobić z pannami, które zdecydowały się wziąć udział w tej części uroczystości, ale skoro żadna z obecnych nie wyglądała na szczególnie zaniepokojoną czekającą je perspektywą, uznałem, że ryzyko nie mogło być aż tak wielkie, chyba że weselne zwyczaje w tej części społeczeństwa obejmowały rzeczy, o których w moim „dobrym” domu woleliby nawet nie wspominać. „Zabawy” znałem z rodzinnych uroczystości, lecz w moich wspomnieniach stanowiły one raczej jeden z tych punktów programu, podczas których należało zachować odpowiedni wyraz twarzy, udawać zainteresowanie, obserwować otoczenie i jednocześnie nie dać się pochopnie wciągnąć w nic, co mogłoby później posłużyć za anegdotę przy kolejnym salonowym spotkaniu - tutaj atmosfera była jednak zupełnie inna, pozbawiona sztywności, którą pamiętałem z wesel czystokrwistych rodów, gdzie każdy gest mógł zostać zapamiętany przez ciotkę, kuzynkę, matkę, babcię lub przypadkowego obserwatora, gotowego wykorzystać go w odpowiednim momencie.
- Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. Najwyżej zdecydujemy się ewakuować. - Uniosłem brwi, spoglądając na coraz gęstszy tłum kobiet, po czym wróciłem wzrokiem do niej, bo chociaż mogłem udzielić typowej dla siebie uszczypliwej odpowiedzi i tym samym ponownie skruszyć mur naszego sojuszu, przewidywalność nigdy nie była moim ulubionym narzędziem w rozmowach z Prue, szczególnie kiedy nadarzała się wręcz idealna sposobność, by czymś ją zaskoczyć.
- Będę stał tutaj i trzymał za ciebie kciuki. A jeśli okaże się, że zasady tego konkursu są szczególnie bezlitosne, nawet posunę się do głośnego dopingu. - Nie była to deklaracja, którą składałem lekkomyślnie, wyłącznie z powodu alkoholu płynącego mi we krwi, nawet jeśli cała nasza obecność na weselu opierała się na kłamstwie i improwizacji, w końcu od początku wieczoru stanowiliśmy całkiem zgrany duet, więc nie widziałem powodu, by miało się to zmienić akurat teraz. - Jak w Quidditchu, co nie? Nie chciałbym, żebyś kiedykolwiek miała wątpliwości, po czyjej stronie stoję. - Nieznacznie uniosłem kącik ust, jedynie odrobinę krzywiej niż powinienem, ale nie czekałem, aż zdążyła odpowiedzieć, tylko skinąłem zachęcająco głową, dając do zrozumienia, że naprawdę nie zamierzałem jej powstrzymywać - niech spróbuje - niech przekona się, co kryło się za tym całym zamieszaniem, skoro ciekawość wreszcie okazała się silniejsza od ostrożności. Sam zaś pozostałem nieco z tyłu, gotów obserwować rozwój wydarzeń i, w razie potrzeby, wkroczyć do akcji, chociaż miałem szczerą nadzieję, że Prudence nie miała dać mi okazji do demonstrowania swoich umiejętności ratowniczych przed całym weselnym towarzystwem, wystarczyło mi bowiem, że przez ten wieczór udawałem jej narzeczonego, rola wybawcy mogła już niepotrzebnie skomplikować sprawę…
- Popatrz na nie. - Stwierdziłem po prostu, krótko pokręciwszy głową. - Poradzisz sobie.
Niektóre otaczające nas wcześniej panny zdążyły już zająć dogodne miejsca, inne próbowały wyminąć rywalki, jak gdyby od kilku dodatkowych cali przestrzeni zależało ich powodzenie w najbliższej przyszłości, musiałem więc przyznać, że przedstawienie nabierało tempa, chociaż nadal nie wiedziałem, na czym dokładnie polegała właściwa część zabawy, więc nie zamierzałem jeszcze nic zakładać z góry. Nie miałem pojęcia, co dokładnie zamierzano zrobić z pannami, które zdecydowały się wziąć udział w tej części uroczystości, ale skoro żadna z obecnych nie wyglądała na szczególnie zaniepokojoną czekającą je perspektywą, uznałem, że ryzyko nie mogło być aż tak wielkie, chyba że weselne zwyczaje w tej części społeczeństwa obejmowały rzeczy, o których w moim „dobrym” domu woleliby nawet nie wspominać. „Zabawy” znałem z rodzinnych uroczystości, lecz w moich wspomnieniach stanowiły one raczej jeden z tych punktów programu, podczas których należało zachować odpowiedni wyraz twarzy, udawać zainteresowanie, obserwować otoczenie i jednocześnie nie dać się pochopnie wciągnąć w nic, co mogłoby później posłużyć za anegdotę przy kolejnym salonowym spotkaniu - tutaj atmosfera była jednak zupełnie inna, pozbawiona sztywności, którą pamiętałem z wesel czystokrwistych rodów, gdzie każdy gest mógł zostać zapamiętany przez ciotkę, kuzynkę, matkę, babcię lub przypadkowego obserwatora, gotowego wykorzystać go w odpowiednim momencie.
- Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. Najwyżej zdecydujemy się ewakuować. - Uniosłem brwi, spoglądając na coraz gęstszy tłum kobiet, po czym wróciłem wzrokiem do niej, bo chociaż mogłem udzielić typowej dla siebie uszczypliwej odpowiedzi i tym samym ponownie skruszyć mur naszego sojuszu, przewidywalność nigdy nie była moim ulubionym narzędziem w rozmowach z Prue, szczególnie kiedy nadarzała się wręcz idealna sposobność, by czymś ją zaskoczyć.
- Będę stał tutaj i trzymał za ciebie kciuki. A jeśli okaże się, że zasady tego konkursu są szczególnie bezlitosne, nawet posunę się do głośnego dopingu. - Nie była to deklaracja, którą składałem lekkomyślnie, wyłącznie z powodu alkoholu płynącego mi we krwi, nawet jeśli cała nasza obecność na weselu opierała się na kłamstwie i improwizacji, w końcu od początku wieczoru stanowiliśmy całkiem zgrany duet, więc nie widziałem powodu, by miało się to zmienić akurat teraz. - Jak w Quidditchu, co nie? Nie chciałbym, żebyś kiedykolwiek miała wątpliwości, po czyjej stronie stoję. - Nieznacznie uniosłem kącik ust, jedynie odrobinę krzywiej niż powinienem, ale nie czekałem, aż zdążyła odpowiedzieć, tylko skinąłem zachęcająco głową, dając do zrozumienia, że naprawdę nie zamierzałem jej powstrzymywać - niech spróbuje - niech przekona się, co kryło się za tym całym zamieszaniem, skoro ciekawość wreszcie okazała się silniejsza od ostrożności. Sam zaś pozostałem nieco z tyłu, gotów obserwować rozwój wydarzeń i, w razie potrzeby, wkroczyć do akcji, chociaż miałem szczerą nadzieję, że Prudence nie miała dać mi okazji do demonstrowania swoich umiejętności ratowniczych przed całym weselnym towarzystwem, wystarczyło mi bowiem, że przez ten wieczór udawałem jej narzeczonego, rola wybawcy mogła już niepotrzebnie skomplikować sprawę…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)