15.10.2026, 07:44 ✶
Cathal tę knajpę owszem znał. Nie dlatego, że bywał tam często, bo właściwie odwiedził ją może dwa razy w życiu i to lata temu, ani nie dlatego, że tak zapadała w pamięć: po prostu Shafiq nie mógł wypchnąć z otchłani pamięci żadnego miejsca, mało interesująca knajpa z Doliny Godryka też więc tam tkwiła. Uniósł wprawdzie brwi, gdy z rana okazało się, że Guinevere koniecznie chce tam wpaść, ale wzruszył tylko ramionami i uznał, że w porządku. W Samhain i tak nie prowadzili żadnych prac. Niektórzy byli przesądni, inni ostrożni, a on nie życzył sobie ryzyka, że Blackwood opęta któregoś z pracowników, zgodził się więc bez protestów dać wolne większości ekipy, na miejscu zostawiając tylko parę osób do pilnowania obozowiska.
– Miałem zamiar cię pytać, dlaczego powinienem twoim zdaniem zabawić się w majstra – przyznał, bo gwoździe rzeczywiście znalazł. Nie wyrzucił ich, z racji na to, że natykał się już w życiu na różne rytuały i zaklęte przedmioty, znał też przesądy dotyczące gwoździ, ale mimo to przyszło mu do głowy, że może to jakiś głupi dowcip ze strony Ginny i Nell. – Mam wziąć gwoździe, deskę i załatać w ten sposób jakąś dziurę między światami w moim mieszkaniu? – rzucił, kiedy wchodzili do środka.
Nie rozglądał się specjalnie. Nie sądził, by było tu cokolwiek wartego oglądania i nie chciało mu się porównywać, jak wyglądało to pomieszczenie kiedyś i teraz. Na kartę dań zaledwie rzucił okiem: zdała się mu uboższa niż ostatnio i nawet zawiesił się na moment na porównywaniu jej do wspomnienia, ale i nic dziwnego, że teraz po Spalonej Nocy nie mogli serwować niektórych dań. Zamówił w końcu gulasz, i przeniósł spojrzenie z powrotem ku Guinevere.
– Skąd nagle pragnienie odwiedzenia miejsca, które nazywają Krzywym Kulfonem? Spodziewałbym się raczej, że będziesz chciała, żeby zabrać cię do Glastonbury, jakiejś kawiarni w Edynburgu albo gdzieś do Kornwalii.
– Miałem zamiar cię pytać, dlaczego powinienem twoim zdaniem zabawić się w majstra – przyznał, bo gwoździe rzeczywiście znalazł. Nie wyrzucił ich, z racji na to, że natykał się już w życiu na różne rytuały i zaklęte przedmioty, znał też przesądy dotyczące gwoździ, ale mimo to przyszło mu do głowy, że może to jakiś głupi dowcip ze strony Ginny i Nell. – Mam wziąć gwoździe, deskę i załatać w ten sposób jakąś dziurę między światami w moim mieszkaniu? – rzucił, kiedy wchodzili do środka.
Nie rozglądał się specjalnie. Nie sądził, by było tu cokolwiek wartego oglądania i nie chciało mu się porównywać, jak wyglądało to pomieszczenie kiedyś i teraz. Na kartę dań zaledwie rzucił okiem: zdała się mu uboższa niż ostatnio i nawet zawiesił się na moment na porównywaniu jej do wspomnienia, ale i nic dziwnego, że teraz po Spalonej Nocy nie mogli serwować niektórych dań. Zamówił w końcu gulasz, i przeniósł spojrzenie z powrotem ku Guinevere.
– Skąd nagle pragnienie odwiedzenia miejsca, które nazywają Krzywym Kulfonem? Spodziewałbym się raczej, że będziesz chciała, żeby zabrać cię do Glastonbury, jakiejś kawiarni w Edynburgu albo gdzieś do Kornwalii.