Ogarek znalazł się pośrodku kręgu, płomienie świec zadrgały niespokojnie, a Othello odezwał się, wzywając ducha by się objawił. Zapanowała cisza. Nie zrobiło się chłodniej, ani nie dołączył do nich głos, który odpowiedziałby na rzucone w przestrzeń pytanie. Było tylko dziwne uczucie, które nagle narosło, jakby coś przyglądało im się nieco uważniej.
Othello mógł być pewien, że wszystko co zrobił, zostało wykonane poprawnie. Przedmiot był, świece były, jego głos też zabrzmiał wystarczająco przekonująco – zwykle w takich warunkach coś mu odpowiadało. Po chwili zastanowienia, wnioski przyszły same; cokolwiek gnieździło się w chatce Helloise, nie należało do świata za zasłoną. Nie był to jakiś zbłąkany duch, który zapomniał drogi do domu. Z resztą, duchy nie były w stanie zostawić za sobą fizycznych przedmiotów w takiej formie. To musiało być coś o wiele bardziej fizycznego. Coś co posiadało dwie ręce i wolę.
Helloise i Othello zdążyli puścić ręce, zdając sobie sprawę że żaden duch im nie odpowie, kiedy zrobiło się odrobinkę chłodniej. Było w tym spadku coś delikatnego, może odrobinę nieśmiałego, a wreszcie i odezwał się głos.
— Ona nie lubi, kiedy się o nią pyta — powiedział młody głos, dobiegający z kąta chatki. Stał w nim duch, chociaż wyglądał, jakby tylko zaglądał do środka i jego część wciąż znajdowała się na zewnątrz. To była dusza jakiejś młodej dziewczyny. Ubrana w odświętną, lekką szatę i z wiankiem na głowie.