Prudence wcale nie uciekała przed nim spojrzeniem. Być może był duchem jakiegoś potężnego wojownika, ale co z tego? Zagradzał jej drogę, nie mogła wybrać innej, bo nie chciała się zgubić, a więc musiał się przesunąć, to było całkiem proste i logiczne, prawda? Założyła sobie w końcu ręce na piersiach i spoglądała na niego nieprzychylnym spojrzeniem. Komplikował jej wieczór, a miała już wystarczająco komplikacji, dlaczego nie mógł się po prostu przesunąć, a zamiast tego gadał. To znaczy blablał sobie coś pod nosem, z czego nic nie rozumiała. Ich konwersacja trwała w najlepsze… naprawdę było to nie do pomyślenia.
- Koleś, nie wiem, co do mnie mówisz, ile razy mam Ci to powtarzać? - Spróbowała naśladować te słowa, które powiedział do niej przed chwilą, ale wyszedł z tego jeden, dźwięczny bełkot, a w zasadzie to jedno BLABLABLA.
Znowu przewróciła oczami, tak widziała, że miał topór, nie musiał się nim tak bardzo chwalić, czy to był jego skarb, serio, kawałek metalu na drewnianym trzonku? Zachowywał się, jakby to było coś niesamowitego, a to przecież tylko zwyczajny topór.
Uniósł broń, spojrzała na nią - bo najwyraźniej tego oczekiwał. Wtedy wpadła na pomysł, że powie o tym narzędziu kilka miłych słów, bo może wtedy się od niej odczepi. To była całkiem bystra myśl… - Tak, niesamowity jest, naprawdę fantastyczny, kawał topora. - Pokiwała jeszcze głową z aprobatą kiedy znowu coś do niej zabablał bo pokazywał na ten swój skarb, więc postanowiła kontynuować swoje pochwały. - Naprawdę widać, że pokonał walecznych przeciwników, niesamowita broń. - Dodała jeszcze, żeby nie było. Nie sądziła, że zrozumie cokolwiek z tego co miała mu do powiedzenia, bo zdecydowanie mówili innymi językami, ale nadal podejmowała próby, bo chciała stąd po prostu odejść.
Westchnęła ciężko, kiedy znowu zaczął bablać. Najwidoczniej nie zrozumiał jej przekazu. Machnęła ręką, aby się przesunął, zrobił jej miejsce, przepuścił ją. Ten zamiast tego dalej gadał, nie przestawał mówić. Co to był za typ, chyba brakowało mu tutaj przyjaciół, bo jak niby inaczej miała wytłumaczyć to, że nie chciał dać jej spokoju, przecież nawet nie mówili w tym samym języku!
Zaśmiał się jej w twarz, to zdecydowanie nie był dla niego dobry ruch. Prudence nie lubiła, kiedy ktoś się z niej naśmiewał, wyprostowała się więc zaraz po tym bardzo dumnie i spojrzała mu w oczy. Chciał się bawić w ten sposób, niech mu będzie, proszę bardzo. Kiwnęła jeszcze głową na znak, że zrozumiała, dotarło do niej, że nic z tych negocjacji nie będzie.
Jeszcze ją do tego zachęcił pokazując palcem na nią, na siebie i na ścieżkę. Nie zamierzała się nad tym dłużej zastanawiać, musiała wrócić skąd przyszła. Ruszyła przed siebie pewnym krokiem, nie przejmowała się, że duch wisiał dokładnie w tym miejscu. Po prostu w niego weszła, przecież nie był materialny! Co za pacan, dla jego własnego komfortu zasugerowała mu, aby się przesunął, nie chciał tego zrobić, to trudno. Niech teraz leci dalej.
Nie spodziewała się jednak tego, że będzie taki zawzięty, nie zniknął w ciemności, zamiast tego jeszcze długo jej towarzyszył i bablał po swojemu, jednak nie wdawała się już z nim w polemikę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control