• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal

[18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal
Dr Jekyll & Mr Hyde
o dwóch takich, co podzieliły księżyc
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
stażystki w Mungu / kelnerki w mugolskim barze
Dość wysoka (173 cm) blondynka o niebieskich oczach. Wydaje się szczupła, ale w rzeczywistości jest dobrze umięśniona i szybko biega. Mówi z delikatnym akcentem. Najczęściej zakłada mugolskie ubrania, ceni sobie swobodę, ale na specjalne okazje ma kilka pięknych sukni i szat, odziedziczonych po matce.

Zelena Brekker
#6
17.10.2026, 02:16  ✶  
Przez chwilę zdawało jej się, że Hannibal mówi do niej w obcym języku. Słowa wprawdzie rozpoznawała, każde z osobna miało przecież znaczenie, lecz kiedy próbowała połączyć je w całość, sens umykał jej niczym woda przesypująca się przez palce. Diana go schwytała. Diana go tutaj zamknęła. Diana miała doprowadzić go na egzekucję. I jeszcze to osobliwe przekonanie, z jakim opowiadał o nich obu, jak gdyby wiedział o czymś, o czym ona sama nigdy nie słyszała.
Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma, a każda kolejna rewelacja sprawiała, że jej brwi wędrowały odrobinę wyżej. Dopiero gdy wspomniał o przewinieniu, za które został skazany, na jej twarzy odmalowało się niepohamowane niedowierzanie.
- Za… za zaklęcie? - powtórzyła bezgłośnie niemal, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała. Przecież ludzie rzucali na siebie zaklęcia każdego dnia! Kłócili się, obrażali, tracili panowanie nad sobą, a później przepraszali albo i nie. Owszem, nie należało pochwalać podobnych wybryków, lecz czy naprawdę jedno nieprzemyślane zaklęcie mogło kosztować człowieka życie? Co się tutaj działo? Zelena poczuła mdłości.
- Ale przecież… przecież to niedorzeczne! - wyrwało jej się, zanim zdążyła pomyśleć, czy przypadkiem ktoś nie podsłuchuje ich rozmowy. Zaraz ściszyła głos, pochylając się ku kratom. - Nie można kogoś skazać na śmierć za coś takiego! To znaczy… oczywiście, nie powinieneś był rzucać w niego zaklęciem, ale… na Boga, Hanni, przecież to nie jest powód, żeby…- nie dokończyła.
Na moment opuściła głowę, pozwalając jasnym kosmykom opaść na policzki. Wstydziła się własnej bezradności. Zelena uniosła wzrok. Czyżby Hannibal rzeczywiście sądził, że Diana mogła jej na cokolwiek pozwalać? Że była tutaj, gdzieś obok, zdolna podejmować decyzje, których Zelena nie pamiętała? Nie miało to najmniejszego sensu. Czy w tym świecie jednak miało? Niczego nie była już pewna.
- Obudziłam się dzisiaj we własnym łóżku. Przyszła po mnie jakaś aurorka, nazwała mnie Dianą i powiedziała, że mamy iść na patrol. A potem… potem znalazłam w szafie mundur, odznakę, jakieś ubrania, których nigdy wcześniej nie widziałam. Wszyscy mnie znają, wszyscy czegoś ode mnie chcą, a ja nawet nie wiem, dlaczego miałabym pracować w Biurze Aurorów, skoro jestem stażystką w Mungu!
Wyrzucała z siebie słowa coraz prędzej, jak gdyby obawiała się, że jeżeli choć na chwilę zamilknie, zabraknie jej odwagi, by powiedzieć cokolwiek więcej. Dopiero kiedy usłyszała własny, nazbyt podniesiony głos, urwała gwałtownie i obejrzała się przez ramię. Pomieszczenie pozostawało puste.
- Przepraszam - szepnęła, choć sama nie wiedziała, za co właściwie przeprasza.
Dostrzegła jego cofnięcie się od krat i poczuła ukłucie w sercu. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego patrzył na nią z takim żalem.
Wciąż miała przed oczami ulice, którymi szła tego ranka. Nieskazitelnie czyste chodniki, wypielęgnowane rabaty, równo przystrzyżone żywopłoty. Ludzi uśmiechających się do siebie z taką gorliwością, jak gdyby szczęście stanowiło nie tyle przywilej, ile obywatelski obowiązek. Nie widziała ani jednego papierka, ani jednej zabłoconej kałuży, ani nawet człowieka, który odważyłby się okazać niezadowolenie. Z początku wydało jej się to urocze. Pomyślała nawet, że może mieszkańcy Londynu wreszcie nauczyli się dbać o swoje miasto. Teraz jednak wspomnienie tych pogodnych twarzy przyprawiało ją o osobliwy niepokój.
- To musi być sen - oznajmiła nagle, z przekonaniem człowieka, który wreszcie dostrzegł rozwiązanie dręczącej go zagadki. - Musi. Przecież to wszystko jest zupełnie niedorzeczne! Ty tutaj, ja jako auror, Diana, a do tego cały Londyn wygląda jak obrazek z jakiejś książeczki dla dzieci.
Zaczęła szczypać swoją rękę do czerwoności, byle tylko się obudzić z tego koszmaru. Przez kilka sekund przyglądała się zaczerwienionej skórze, po czym podniosła wzrok ku Hannibalowi. Nie wyglądał jak wytwór jej wyobraźni. Wszystko było tak nieznośnie rzeczywiste.
- Hanni… ja naprawdę nie wiem, co się dzieje - wyszeptała. Jej zwyczajowy optymizm wyparował. - Co ja mam zrobić?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (1178), Pan Losu (47), Zelena Brekker (2122)




Wiadomości w tym wątku
[18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal - przez Zelena Brekker - 08.08.2026, 22:05
RE: [18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal - przez Pan Losu - 08.08.2026, 22:05
RE: [18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal - przez Hannibal Selwyn - 11.08.2026, 17:15
RE: [18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal - przez Zelena Brekker - 04.10.2026, 15:50
RE: [18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal - przez Hannibal Selwyn - 06.10.2026, 21:24
RE: [18.10.1972] In a distorting mirror || Zelena & Hannibal - przez Zelena Brekker - 17.10.2026, 02:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa