11 godzin(y) temu ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10 godzin(y) temu przez Basilius Prewett.)
Nagle na ułamek sekundy na twarz Basiliusa wróciło trochę koloru, a Prewett obrzucił brata dość przytomnym i zdecydowanie zirytowanym spojrzeniem.
– W takim razie nic nie insynuuj – odparł krótko i ponownie pochylił głowę do przodu, próbując zapanować nad krwotokiem, który na całe szczęście chyba powoli dawał za wygraną.
Nie do końca wiedział co im odpowiedzieć, więc po prostu milczał, pozwalając aby Mona zajęła miejsce Icarusa. Doskonale wiedział, że to co mówili było prawdą i że sam zapewne krytykowałby sytuację, w której przyjaciel odchodzi od przyjaciela jedynie ze względu na chorobę. Tylko co w sytuacji, w której ktoś miał do wyboru albo się zdystansować, albo wiecznie przeżywać to tak mocno, jak przeżywała to Millie? Czy naprawdę miał wtedy prawo ją oceniać? Sam nie wiedział, ale dopuszczał też do siebie myśl, że może, ale to może, to wszystko wyglądało dla ich dwójki tak strasznie, że krążyli wokół tematu, zamiast po prostu porozmawiać.
Może.
W odpowiedzi na ich zapewnienia mruknął coś mało zrozumiałego i delikatnie przejął od Mony mokrą chusteczkę, dając jej znak, że już poradzi sobie sam.
– Dziękuję wam – powiedział, ostrożnie wstając. Nie miał żadnych zawrotów głowy, ani nagłej potrzeby aby upaść na podłogę. – Już mi lepiej, ale chyba i tak pójdę na chwilę odpocząć. Bawcie się dalej. Jakby ktoś mnie szukał, to będę w namiocie.
Z tymi słowami odszedł od pary i rzeczywiście skierował się w stronę miejsca, gdzie mógł sobie spokojnie pozowlić na krótki odpoczynsk w ciszy.
– W takim razie nic nie insynuuj – odparł krótko i ponownie pochylił głowę do przodu, próbując zapanować nad krwotokiem, który na całe szczęście chyba powoli dawał za wygraną.
Nie do końca wiedział co im odpowiedzieć, więc po prostu milczał, pozwalając aby Mona zajęła miejsce Icarusa. Doskonale wiedział, że to co mówili było prawdą i że sam zapewne krytykowałby sytuację, w której przyjaciel odchodzi od przyjaciela jedynie ze względu na chorobę. Tylko co w sytuacji, w której ktoś miał do wyboru albo się zdystansować, albo wiecznie przeżywać to tak mocno, jak przeżywała to Millie? Czy naprawdę miał wtedy prawo ją oceniać? Sam nie wiedział, ale dopuszczał też do siebie myśl, że może, ale to może, to wszystko wyglądało dla ich dwójki tak strasznie, że krążyli wokół tematu, zamiast po prostu porozmawiać.
Może.
W odpowiedzi na ich zapewnienia mruknął coś mało zrozumiałego i delikatnie przejął od Mony mokrą chusteczkę, dając jej znak, że już poradzi sobie sam.
– Dziękuję wam – powiedział, ostrożnie wstając. Nie miał żadnych zawrotów głowy, ani nagłej potrzeby aby upaść na podłogę. – Już mi lepiej, ale chyba i tak pójdę na chwilę odpocząć. Bawcie się dalej. Jakby ktoś mnie szukał, to będę w namiocie.
Z tymi słowami odszedł od pary i rzeczywiście skierował się w stronę miejsca, gdzie mógł sobie spokojnie pozowlić na krótki odpoczynsk w ciszy.
Koniec sesji