21.03.2023, 01:01 ✶
Ingerencja MG
— Alastor —
Esther podążała za Alastorem dumna z tego, że może być właśnie jego partnerką. Ze wszystkich Brygadzistów to ją wybrano, aby mu towarzyszyła! Policzki jej pałały rumieńcem, zaś gardło ścisnęła radość tak wielka, że nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa. Posłusznie skierowała się z nim w stronę stoiska, z którego zakupiona została nieszczęsna tiara i wyglądała zza jego pleców, gdy ten konfrontował się ze sprzedawcą. — Zajmę się tym, panie Moody. To znaczy, raportem — zaoferowała się młódka, gdy odzyskała głos, a potem zerknęła pośpiesznie na tłum, z którego machały do niej dwie dziewczyny w zbliżonym do niej wieku. — Chyba pora na zasłużoną przerwę. Do zobaczenia!
Po tych słowach dołączyła do przyjaciółek, pozostawiając mężczyznę samego.
— Jackie —
Grupa młodzieńców zerkała co jakiś w czas w jej stronę i żywo dyskutowała, zanim jeden z nich - najwidoczniej lider - zdecydował się podejść do samotnej Jackie. Swoja aparycją przypominał marmurową figurę, jedną z tych, które z zapałem podziwiają mugole w swych muzeach. Fizjonomię miał iście seraficzną, czarne loki opadały na jego czoło, a biała koszula, w którą był odziany, przylegała do jego wilgotnego ciała, prezentując idealnie wyrzeźbioną sylwetkę. Nie mógł mieć więcej, niż ćwierć wieku. — Cześć — zwrócił się do panny Carrow z serdecznym uśmiechem — Czy czekasz na kogoś wyjątkowego?
Zatrzymał się tuż przed nią; był tak wysoki, że drobna Jackie sięgała mu do połowy torsu.
— Jeśli nie, to czy chciałabyś uczynić mi ten zaszczyt i pozwoliła założyć twój wieniec na słup?
— Trevor —
Trevor poczuł, jak coś z impetem uderzyło w niego od tyłu. Kiedy się odwrócił, ujrzał przed sobą drobną kobiecą sylwetkę. Liczyła sobie około trzydziestu lat, miała łagodne rysy twarzy, jej złocistorude włosy skrzyły się w blasku ognia, a w drżących dłoniach trzymała nieco sfatygowany wianek. Odziana była w prostą białą sukienkę sięgającą jej do kostek, stopy natomiast miała bose i nieco poranione.— Przepraszam, najmocniej pana przepraszam... — szepnęła gorączkowo, wbijając w niego spojrzenie sarnich oczu. Sprawiała wrażenie nieco zagubionej i zmieszanej, jednak nie miała zamiaru odejść. Wreszcie przełknęła ślinę i wypaliła jednym tchem:
— CZYZECHCIAŁBYPANWSPIĄĆSIĘZMOIMWIANKIEM?
Mówiąc to, wysunęła wianek przed siebie; była to prosta wiązanka przetykana konwaliami oraz liliami.
Szeptucha
— Eden i William —
W pewnym momencie Eden oraz William mogli poczuć na sobie ciężar spojrzenia; to płonące dzikim blaskiem oczy Szeptuchy przyglądały się im od dłuższej chwili, zanim zdecydowała się do nich podejść. — Tobie nie są pisane rzeczy tak wspaniałe, jak jemu, lecz nie znaczy to, że sukces będzie mniejszy, a bardziej przyziemny — powiedziała do Eden — Będą ci złorzeczyć, zazdrośni o bogactwa, które uda ci się zgromadzić. Z kolei ty, mój chłopcze — zwróciła się do Willama — Stworzony jesteś do czegoś wielkiego, większego niż do tej pory śniłeś. Tylko to igranie ze śmiercią przysporzy ci jeszcze sporo zmartwień.
Wyglądało na to, że wieszczka chciała coś jeszcze dodać, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Zamiast tego wstąpiła między małżonków i zaraz znikła pomiędzy słupami majowymi.