Nie było innej możliwości. To musiała być suszona pomarańcza z goździkami, kawałkiem anyżu i laską cynamonu... Czyli amortencji według Stanleya. Dopił swoją drugą herbatę i skierował się w świetnym humorze na drugą część Beltane.
Kiedy z każdym krokiem był coraz bliżej kobiet strojących wianki, zauważył w oddali jedną damę. To musiała być ona. Borgin nie miał żadnych wątpliwości. Miała wianek z róż, czyli to co zostało mu przepowiedziane. To Lucy. Nie mogło być inaczej. Wychodziło na to, że te całe losowanie rzeczywiście miało rację bytu i co ważniejsze - działało.
Nie czekając ani chwili dłużej, ruszył w jej kierunku ile miał tylko sił w nogach. Widział zresztą, że jakiś jegomość kieruję się do jego Lucy. Tak być nie mogło.
Podszedł chwilę za późno, jednak tym się nie zniechęcał - Na mnie czeka - odparł do mężczyzny, który miał czelność nagabywać jego wybrankę - Chodź. Idziemy - złapał Jackie za ramię i pociągnął na bok aby odsunąć się od tego nieprzyjemnego typa. Co za paskudny osobnik z niego. Kto to widział zaczepiać samotne damy?
Odeszli kilka kroków - Lucy! Tu jesteś! Całe Beltane Cię szukałem, a Ty mi uciekałaś - powiedział - Jesteś głodna? Mam dla Ciebie chałwę pistacjową - pokazał jej wymieniony wypiek - Sama Nora Figg go piekła. Musisz spróbować. Jest przepyszny - zapewnił ją - Nie uciekaj więcej ode mnie, dobrze? - zapytał. Dla własnego bezpieczeństwa powinna się jednak trzymać ze Stanleyem. W innym razie będzie narażona na zaczepki od innych facetów pod wpływem amortencji...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972